Wypunktowani

6 Listopada 2011, godzina 13:56, autor:

To była ósma (dziewiąta) porażka Stali Sandeco w tym sezonie. Nasi piłkarze przegrali, bo popełnili koszmarne błędy w obronie a pod br

To była ósma (dziewiąta) porażka Stali Sandeco w tym sezonie. Nasi piłkarze przegrali, bo popełnili koszmarne błędy w obronie a pod bramką Świtu razili niedokładnością. A wobec błędów, niedokładności i niekorzystnego wyniku, jest zupełnie nieistotne, że przez dużą część meczu gra naszego zespołu była nienajgorsza.

Początek meczu należał do Stali i już w 9. minucie piłka po strzale Margola trafiła w słupek. Do piłki dopadł Prokic i dograł do stojącego 5 metrów od bramki Reimana. No ale dograł niedokładnie i obrońcy piłkę wybili. Minutę przed tym zdarzeniem pierwszy fatalny błąd w środku pola popełnił Jędryas. Podał do rywala a ten znalazł się w dobrej sytuacji, ale zbyt szybko zdecydował się na oddanie strzału i Wietecha złapał piłkę. W 20. minucie Wietecha kapitalną interwencją zapobiegł utracie bramki. Po rzucie rożnym instynktownie odbił piłkę po strzale z najbliższej odległości. Potem odważniej zaatakowali Stalowcy (m. in. Lisańczuk), ale kilkukrotnie zabrakło ostatniego dobrego podania. I kiedy wydawało się, że to nasi piłkarze zaraz strzelą bramkę, szybka akcję wyprowadzili gospodarze. Po dograniu z prawej strony strzelał Makowski, ale Wietecha spisał się doskonale i sparował piłkę na rzut rożny. Niestety po kornerze Solecki źle upilnował Cyzia i ten głową pokonał Wietechę. Po chwili powinno być 2-0, ale najpierw Wietecha a później Czarny skutecznie interweniowali.
 
Na początku drugiej połowy Stalowcy częściej byli przy piłce, ale niewiele z tego wynikało - brakło dokładności przy ostatnim podaniu lub precyzji przy uderzeniach z dystansu. Przełomowa dla losów meczu okazała się 56 minuta. Koszmarny błąd popełnił Słomian. Dał sobie zabrać piłkę ok. 30 metrów od bramki a po chwili faulował wychodzącego na czysta pozycję Strzałkowskiego. Słomian został ukarany czerwona kartką a gospodarze zyskali jeszcze rzut wolny 16 metrów od bramki Stali. Do piłki podszedł Maślanka i po mocnym uderzeniu Świt prowadził już 2-0. Choć strzał był bardzo dokładny, to chyba nienajlepiej w tej sytuacji zachował się Wietecha. Po kilku minutach było już 3-0. Po dograniu z lewej strony Strzałkowski głową trafił już do pustej bramki. Stalowcy nawet po stracie trzech goli nie grali najgorzej, ale znowu w decydującym momencie brakowało dokładności. W 78. minucie, po długiej nieobecności, na boisku pojawił się Wojciech Krauze i kilka jego zagrań po prawej stronie boiska mogło się podobać. Ale Świt wygrał ostatecznie 3-0.
REKLAMA
reklama