Znów bez zwycięstwa

17 Kwietnia 2011, godzina 01:19, autor:

Wczoraj piłkarze Stali Sandeco Rzeszów po raz siódmy w tej rundzie nie potrafili wygrać mecz. Znów byli chwaleni za grę, zn&o

Wczoraj piłkarze Stali Sandeco Rzeszów po raz siódmy w tej rundzie nie potrafili wygrać mecz.
Znów byli chwaleni za grę, znów nie byli gorsi od przeciwnika, znów nie mają… punktów.
W porównaniu z poprzednim meczem trener Stalowców – Andrzej Szymański dokonał czterech roszad w wyjściowym składzie. Miejsce między słupkami zajął Miłosz Lewandowski (Tomasz Wietecha pauzował za kartki), na środku obrony pojawił się Piotr Duda, a w pomocy zagrali powracający po przerwie spowodowanej nadmiarem żółtych kartek Wojciech Reiman i jego imiennik Krauze.

Mecz rozpoczął się bardzo spokojnie. Obie drużyny nie kwapiły się zbytnio z szaleńczymi akcjami, a niewielką przewagę osiągnęli piłkarze Stali Sandeco. Ta przewaga miała jedynie udokumentowanie w dużej ilości rzutów rożnych z których nic nie wyniknęło. Stal ze Stalowej Woli przez pierwsze 30 minut ani raz nie zagroziła bramce strzeżonej przez młodzieżowca Miłosza Lewandowskiego. Co więcej – przez ten czas nie oddała ani jednego celnego strzału w światło bramki. Niestety ostatnie 15 minut pierwszej połowy to już przewaga  zielono – czarnych co przełożyło się na dwie sytuacje bramkowe. Najpierw w 33 minucie bardzo silny strzał Wojciecha Białka Miłosz Lewandowski zdołał jeszcze sparować, ale w 36 minucie nie miał już tyle szczęścia. Po rzucie wolnym wykonywanym ze środka boiska za zagranie ręką przez Wojciecha Reimana w bardzo dobrej sytuacji znalazł się znów Białek i tym razem pokonał naszego bramkarza.
W przerwie mecze trener biało – niebieskich postanowił nie czekać na dalszy obrót spraw i szybko zrobił dwie zmiany. Za Krystiana Lebiodę i Jacka Maciorowskiego wpuścił na plac gry Mateusza Serafina oraz Łukasza Krzysztonia. Na efekty tych zmian nie czekaliśmy długo. Po kilku sekundach po rozpoczęciu II połowy były piłkarz Stalowej Woli – Wojciech Fabianowski zdecydował się na strzał z około 25 metrów. Piłka przelobowała wysuniętego 3 metry przed linię bramkową Pawła Sochę i rzeszowianie mogli cieszyć się z remisu.
Ta sytuacja zadziałała mobilizująco na biało – niebieskich, którzy osiągnęli przewagę i grając uważnie z tyłu nie pozwalali piłkarzom gospodarzy stwarzać sytuacji bramkowych. Niestety pod koniec meczu powtórzyła się sytuacja z pierwszej połowy. Ostatnie 10 minut meczu to znów przewaga Stali ze Stalowej Woli. W 81 minucie jeszcze szczęśliwie jeden z obrońców wybił piłkę z linii bramkowej, ale 4 minuty później było już 2:1. Po akcji prawą stroną boiska Piątkowski wyłożył idealnie piłkę Kamilowi Gęśłi, któremu pozostało tylko przyłożenie nogi aby piłka znalazła się w siatce.
Do końca meczu nasi piłkarze nie potrafili już groźne zagrozić bramce gospodarzy.
Podsumowując dzisiejszy mecz można zacytować, że „w piłce nie liczą się sytuacje, tylko to co w bramce”. Stal Stalowa Wola oddała w tym meczu raptem trzy strzały na bramkę z czego dwa znalazło drogę do niej.

Za tydzień – w Wielką Sobotę o godzinie 11.00 – nasz zespół czeka bardzo ważny mecz derbowy z Resovią. Jeśli myślimy o utrzymaniu drugoligowego bytu musimy ten mecz bezwzględnie wygrać. Drużyna z Wyspiańskiego również jest w kryzysie. Od trzech meczów nie potrafi trafić do bramki drużyny rywali, a jej najlepszy strzelec z powodu kontuzji nie zagra już do końca sezonu.

A więc panowie. Czas się przełamać ! Czas wygrać derby !

(Wofik)

REKLAMA
reklama