Zgodnie z tradycją

25 Marca 2007, godzina 18:44, autor:

Który to już raz spragnieni piłkarskich emocji po zimowej przerwie fani rzeszowskiej Stali zmuszeni byli przełknąć gorzką pigułkę na in

Który to już raz spragnieni piłkarskich emocji po zimowej przerwie fani rzeszowskiej Stali zmuszeni byli przełknąć gorzką pigułkę na inaugurację rundy wiosennej? Systematycznie i skrupulatnie nadmuchiwany zimą przez włodarzy sekcji balon o nazwie "awans do drugiej ligi" zdaje się pękać już tuż po wznowieniu rozgrywek. Jak co roku zresztą... I jak co roku na własne życzenie. Wzmacniany w ostatniej chwili zespół nie potrafił sobie poradzić z zawsze groźną, ale dziś wyraźnie nieprzekonującą ekipą Górnika Wieliczka. Bezbramkowy rezultat i strata dwóch punktów już na starcie stawia Stal w niezbyt komfortowej sytuacji przed kolejnymi potyczkami. Wszak rywale ze Stróż i Lublina skrzętnie wykorzystują każde potknięcie konkurentów z czuba tabeli.
Samo spotkanie rozpoczęło się wyjątkowo niemrawo. Początkowo mieliśmy do czynienia z klasyczną trzecioligową kopaniną, bądź jak kto woli, wzajemnym badaniem sił. Górnik, nastawiony bardziej defensywnie, umiejętnie przeszkadzał podopiecznym Piotra Brzezińskiego, którzy pod nieobecność kontuzjowanego Pawła Wtorka nie mieli pomysłu na umiejętne rozegranie piłki. Ale już po kwadransie nadarzyła się 100% okazja do objęcia prowadzenia przez gospodarzy. Jednak Łukasz Szczoczarz w sytuacji sam na sam zszedł zbyt głęboko do linii końcowej co ograniczyło mu pole manewru przy oddawaniu strzału. Wykorzystał to Marcin Juszczyk umiejętnie broniąc strzał "Szczotki". Pięć minut później wybił on również soczysty strzał Pawła Kloca z rzutu wolnego z 25 metra. Nie minęły dwie minuty a prawą flanką "pociągnął" debiutujący w Stali Damian Niemczyk, jednak jego dośrodkowanie w pole karne było zbyt mocne, a zamykającego akcję Kloca stać było jedynie na anemiczne i niegroźne uderzenie w woleja. W 31 minucie natomiast wieloletni lider rzeszowian posłał prostopadłą piłkę do Łukasza Kobosa, który w niezłej sytuacji zamiast jak najszybciej próbować pokonać Juszczyka nieumiejętnie dogrywał do partnerów. W pierwszej części dwukrotnie dał znać o sobie w ofensywie także nowy nabytek Stali Damian Sala. Jego próby zza pola karnego szybowały niestety nad poprzeczką.

Po zmianie stron biało - niebiescy wciąż bili głową w mur. A Wojciech Reiman także w przeciwnika. Uderzony przez niego niedługo po zmianie stron Wojciech Wojcieszyński ucierpiał do tego stopnia, że został odwieziony do szpitala przez naprędce wezwaną karetkę pogotowia. Po około 15 minutowej przerwie wznowiono zawody. A ich scenariusz niewiele odbiegał od tego sprzed przymusowej przerwy. W 67 minucie po dograniu Niemczyka w pole bramkowe niewiele brakowało by defensorzy Górnika zapisali na swoje konto "swojaka". 78-a to niepowodzenie ataku Krystiana Lebiody. Zamiast podawać piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Krzysztofa Szymańskiego wdał się w drybling i stracił piłkę na 18 metrze. Ten ostatni zachował się niedługo potem podobnie jak Lebioda nie oddając piłki Wolańskemu. Jednak najdogodniejszą szansę zaprzepaścił Kloc. Po faulu i czerwonej kartce dla Piszczka arbiter podyktował rzut wolny dokładnie z linii pola karnego. "Perła", który kiedyś takie stałe fragmenty gry jak na zawołanie zamieniał na bramkę, tym razem uderzył najgorzej jak tylko można. Słabo i w sam środek muru. Tak samo nieporadne były jego niecelne prostopadłe piłki kierowane do napastników w doliczonym czasie gry. Zawód stał się faktem.

Ogromna szkoda punktów straconych w meczu z przeciwnikiem, który przez 90 minut gry nie potrafił zagrozić bramce strzeżonej przez Krzysztofa Petrykowskiego. Zasługa to także defensorów rzeszowskich, którzy mimo przedmeczowych obaw, przy absencji chorego Krzysztofa Majdy, grali dość pewnie i ustrzegali się poważniejszych błędów. To jednak tyle pozytywów. Jak na razie brak Stali siły rażenia. Główny kreator poczynań ofensywnych - Paweł Wtorek - leczy kontuzję, Karol Wójcik - nie jest jeszcze w pełni gotowy do gry, a od Pawła Kloca (notabene i jego, i Lebiody z powodu nadmiaru żółtych kartek na boisku w Krakowie nie ujrzymy) nie możemy wymagać już cudów. Chociaż oddać mu trzeba, że schodząc na lewe skrzydło skutecznie wyłączył z gry Piotra Powroźnika. Nieciekawie wygląda także atak. Wyraźnie odczuwalny jest brak Wojciecha Fabianowskiego, którego w żaden sposób zastąpić nie potrafi Łukasz Szczoczarz, któremu przede wszystkim (co pokazały już sparingi) brakuje skuteczności. Może zbawienny będzie powrót Kacpra Tatary, który w spotkaniu rezerw błysnął skutecznością? Poza tym zespół oczywiście nie jest wciąż w pełni zgrany, ale to już efekt polityki transferowej, prowadzonej w Rzeszowie nie od dziś.

Długa wiosna jeszcze przed nami. 14 kolejek daje możliwość zdobycia naprawdę wielu punktów. Ale nie można pozwalać sobie na tak "głupie" ich straty. Rywale nie śpią. A wręcz szykują siły na coś więcej niż trzecią ligę. Kolejarz "zaklepał sobie" wypożyczenie stadionu Sandecji do gry w drugiej lidze. Z kolei Motor Lublin otrzymał znaczący zastrzyk finansowy ze strony miasta. W tym miejscu warto zapytać w jaki sposób Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc pomaga, podobno bliskiej jego sercu, Stali? Co do tej pory zrobił by awans stał się faktem? Nie myślę tu o pieniądzach przeznaczonych na przystosowanie stadionu do rozgrywek Ekstraligi Żużlowej, bo wywalczone one zostały tylko i wyłącznie dzięki umiejętnemu "szantażowi" zastosowanemu przez Martę Półtorak.  

P.S. Warto wrócić jeszcze do zdarzenia, w którym ucierpiał Wojciech Wojcieszyński. Napiętnowania godnym jest fakt, iż w trakcie meczu na terenie stadionu nie znajdowała się karetka. Oszczędzać trzeba, owszem, ale nie kosztem czyjegoś zdrowia... A jeszcze bardziej żenująca jest postawa osoby funkcyjnej, która w trosce o stan murawy boiska, nie chciała pozwolić ambulansowi na nie wjechać. Cóż, takie rzeczy też o czymś świadczą...

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama