Zachęcam do inwestowania w sport, także w futbol

27 Grudnia 2006, godzina 17:55, autor:

Rozmowa z Martą Półtorak - prezes żużlowej sekcji Marma - Stal Rzeszów, działaczką samorządową oraz inicjatorką i wielką entuz

Rozmowa z Martą Półtorak - prezes żużlowej sekcji Marma - Stal Rzeszów, działaczką samorządową oraz inicjatorką i wielką entuzjastką budowy nowoczesnego stadionu Stali Rzeszów - między innymi o szansach na jego powstanie oraz możliwości wsparcia sekcji piłkarskiej przez Marmę Polskie Folie. Na dalszą obszerniejszą część rozmowy z Panią Prezes pt. "Nie mam patentu na mądrość" o sprawach związanych głównie z rzeszowskim żużlem zapraszamy do serwisu www.stal.rze.pl . Zamieszczona zostanie tam ona w czterech częściach (pierwsza z nich już jest opublikowana). Zapraszamy do lektury w imieniu obu serwisów.

- Jest Pani pomysłodawczynią i inicjatorką budowy nowoczesnego stadionu Stali. Wierzy Pani, że uda się ten ambitny cel zrealizować?
- Wszystkie działania zaczynają się od marzeń. Jeśli nie marzymy, że coś będziemy mieć, to na pewno mieć tego nie będziemy. Wiem jedno - w Rzeszowie bardzo potrzebny jest nowoczesny stadion z prawdziwego zdarzenia. Bo w chwili obecnej nasz obiekt jest jednym z gorszych, a jeśli chodzi o miasta wojewódzkie, najgorszym w kraju.
Jeżeli mamy, uważam, bardzo dobrego gospodarza miasta, jakim jest Tadeusz Ferenc, jeżeli mamy Radę Miasta, która współdziała z Panem Prezydentem, jeżeli mamy, w Urzędzie Marszałkowskim, Sejmiku Wojewódzkim, u Pani Wojewody ludzi popierających tę inicjatywę, myślących podobnymi kategoriami, to można być optymistą. Stadion służyłby nie tylko żużlowi czy piłce nożnej, lecz także organizowane na nim mogłoby być różnego rodzaju widowiska, które w tej chwili w świetle przepisów o zabezpieczeniu imprez masowych nie mają w Rzeszowie racji bytu. Jeżeli można pozyskać środki z Unii, 85%-owe dofinansowanie, a jest już ostatni dzwonek, to trzeba to uczynić. Tym bardziej, że stać nas na to, by przeznaczyć własne 15%. Rzeczywiście pomysł budowy był również mój. Ale na pewno podobne pomysły mają również inni, tylko bali się nawet o nich myśleć. A tu właśnie nie należy się bać, tylko podjąć działania, które będą z korzyścią dla całego rzeszowskiego sportu. Pomyślmy choćby ile młodzieży trenuje na Stali i jak poprzez odpowiednią bazę można ją wspomóc.

- Kiedy można się spodziewać pierwszych widocznych efektów działań w tym kierunku?
- Na pewno należy działać dość intensywnie, pierwszy krok został uczyniony. Stadion został przejęty przez miasto. Środki pozyskiwane na obiekty miejskie są większe niż te otrzymywane przez obiekty klubowe. Wierzę, że prezydent miasta zdaje sobie sprawę, że należy się spieszyć, żeby przygotować koncepcje, projekty. Od pewnego czasu trwają już konsultacje, w których uczestniczą ludzie od nas, także prezes Jacek Szczepaniak, ludzie odpowiedzialni za nakreślenie pewnych ram, w których należy się poruszać. Musi powstać szereg dokumentów, które pomogą nam, gdy w życie wejdą programy 2007-2013. Już czynione są także kroki "techniczne" dlatego myślę, że są duże szanse na powodzenie przedsięwzięcia.

- Podobno jeśli do skutku dojdą planowane inwestycje na Resovii, to Stal może tylko obejść się smakiem...
- To dobrze, że ludzie chcą coś robić. Ale uważam (zdaję sobie sprawę, że wśród kibiców Resovii może zostać to źle odebrane), że najpierw powinniśmy wybudować jeden stadion i jeden stadion utrzymać. Nie należy łapać dwóch srok za ogon. Jest to lepsze rozwiązanie niż staranie się o środki na dwie inwestycje. Może się zdarzyć, że wtedy możemy nie mieć nic.

- Tymczasem już wiosną stadion będzie musiał zostać przystosowany do spełnienia wymogów licencyjnych żużlowej ekstraligi. Czy, mając w perspektywie wspomnianą budowę, to przystosowanie nie będzie przypadkiem wyrzuceniem pieniędzy w błoto?
- Nie. Absolutnie pieniądze nie zostaną wyrzucone w błoto. Krzesełka będą przykręcane, więc będą mogły zostać wykorzystane w przyszłości. Również słupy oświetleniowe przydadzą się do oświetlenia nowego parkingu. Wszystko jest obliczone tak, że złotówki nie zmarnujemy.

- A kiedy zainstalowane zostaną krzesełka i jaki będą miały kolor?
- W marcu powinny być już zainstalowane. Będą miały kolor niebieski. Mogę uspokoić, że pomarańczowych akcentów posiadać nie będą.

- Niedawno toczyła Pani "bój" z radnymi o pieniądze, których miasto początkowo nie chciało przeznaczyć na przystosowanie obiektu do rozgrywek. Udało się Pani postawić na swoim. Ale czy nie ma Pani wrażenia, że nietypowym środkiem, jaki Pani zastosowała do osiągnięcia celu był po prostu "szantaż medialny". Przyznamy się szczerze, że Pani groźby o wycofaniu się ze sponsoringu i łzy na konferencji prasowej tak właśnie odebraliśmy.
- To nie było tylko i wyłącznie grożenie. Przedstawię jak sprawy wyglądały. My jako sponsor wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy na infrastrukturę stadionową. Nowy budynek sędziowski, nawierzchnia na torze i bandy, których koszt w 1/3 pokryła Marma. Nie znam przypadku, by sponsor wydawał na infrastrukturę miejską takie pieniądze. Więcej nie mogłam wydać ani złotówki, chcąc wciąż finansować żużel. Powiem, że my w żużel inwestujemy tyle, ile miasto w cały sport. Uznałam razem z ludźmi, którzy wspólnie ze mną podejmują w firmie decyzje, że nie jesteśmy w stanie więcej finansować stadionu. Dlatego prezydentowi powiedziałam wprost. Jeśli nie znajdą się pieniądze, drużyna nie zostanie dopuszczona do rozgrywek, będę musiała się wycofać ze sponsoringu, bo nie będzie kogo wspierać. To nie było stawianie nikogo pod ścianą. Jeśli prezydent powiedział, że nie można, to ja schyliłam głowę, podziękowałam i uznałam, że nie można, że musimy się wycofać. A łzy pojawiły się dlatego, że przez te trzy lata zrobiłam naprawdę wiele, włożyłam wiele środków finansowych, a niektórzy uznali, że skoro zrobiłam swoje to mogę odejść. Każdy na moim miejscu odebrałby to emocjonalnie.

- W realizacji chociażby tego celu, jakim jest budowa stadionu, ale także innych, pomóc Pani może mandat w Sejmiku Wojewódzkim, który decyzją wyborców otrzymała Pani w ostatnich wyborach samorządowych. Zamierza Pani nawiązać jakąś ponadpartyjną współpracę w kwestiach sportowych z, na przykład, przedstawicielami nowej Rady Miasta, wśród których znajduje się między innymi nasz kolega redakcyjny?
- Ja nie jestem osobą partyjną. Ale nie mogę powiedzieć, że jestem apolityczna, bo każdy jakieś preferencje, sympatie ma i polityka dotyczy mnie tak, jak każdego z nas. W ogóle z polityką jest tak, że każdy się na niej zna. Z tym, że ja nie mam ambicji politycznych. Długo wahałam się czy przyjąć propozycję kandydowania. Z prostej przyczyny. Ja naprawdę mam mało wolnego czasu. Przekonał mnie natomiast fakt, że mogę będąc w Sejmiku pomóc choćby przy budowie stadionu, ale także, że mój wyważony głos może przyczynić się do czegoś dobrego dla naszego miasta czy regionu. Udało się wygospodarować jeszcze troszkę czasu i postaram się go poświęcić dla dobra wszystkich mieszkańców regionu. Ktoś mógłby pomyśleć, że to kolejna forma zarobku. Ja nawet jeszcze nie wiem, ile wynosi dieta. Ale wiem, że będę chciała ją przeznaczyć na szkółkę żużlową.

- Na co dzień jest Pani prezesem świetnie prosperującej firmy. Nie sądzi Pani, że możliwości reklamy poprzez żużel zostały już wyczerpane? Początkowo nikt firmy nie znał, teraz nie ma już chyba takiej osoby w Rzeszowie, która nie wiedziałaby "co to Marma".
- Jeśli przełożyć zainwestowane środki na wynik komercyjny to wcale nie jest rewelacyjnie. Włożone pieniądze w działalność sportową nie przekładają się stricte na działalność komercyjną. Jest jednak druga strona medalu: związek danej firmy z danym regionem, reklama wizerunkowa. Wydawało mi się, że warto znaczną część pieniędzy zostawić tutaj na miejscu, mimo, że nie oczekiwaliśmy reklamy w tym regionie i nie byliśmy tu firmą znaną. Naszych potencjalnych klientów jest tu bardzo niewielu. Jesteśmy korporacją o zasięgu co najmniej ogólnopolskim, a nawet ogólnoświatowym. Wiele naszych produktów przeznaczonych jest na eksport. Dlatego po zainwestowaniu w żużel wcale nie liczyliśmy na wzrost obrotów w firmie. Bardziej chodziło o budowanie wizerunku, pokazanie, że można coś dla miasta zrobić.

- Z pewnością zdaje sobie Pani sprawę z faktu, że reklama przez żużel ograniczona jest tylko do pewnych ośrodków, niektóre województwa są całkowicie z niej wyłączone.  Może warto zainteresować się sekcją piłkarską Stali? Gdyby udało się wprowadzić piłkę nożną do II ligi gremium odbiorców reklamy bardzo by się poszerzyło. W końcu piłka nożna jest popularna wszędzie.
- Jeśli wchodzimy w jakieś działania, tak jak w tej chwili w żużel, to nie rozdrabniamy się. Zaangażowane środki finansowe chcemy przeznaczyć na jeden konkretny cel. Gdy zdecydowałam się sponsorować żużel, był dla niego bardzo trudny okres. Dzięki nam ta dyscyplina w Rzeszowie mogła się odbudować. Na początku planowałam jedynie utrzymanie w pierwszej lidze. Uważam, że wiele udało się zrobić i z wielu z tych rzeczy korzysta także piłka nożna. Na przykład z budynku sędziowskiego, krzesełek na przyszły sezon itp.

- A trzy lata temu nie miała Pani dylematu, żużel czy piłka?
- Padła propozycja z żużla i z tej propozycji skorzystałam. Albo odwrotnie, chcieliśmy pomóc żużlowi. Działacze żużlowi byli w odpowiednim miejscu i czasie. Dla mnie marzeniem jest, by firmy rzeszowskie, a jest ich dużo, myślały podobnie jak myśli się u nas. Nie myślały od razu o zyskach, tylko dały coś od siebie. Naprawdę warto w regionie dla sportu coś zrobić. Ja mogłabym znacznie mniejsze pieniądze zainwestować w Tarnowie, a czysty zysk komercyjny mógłby być dużo większy, gdyż tam mamy swojego dużego klienta. Warto by inni, tak jak ja, kierowali się przywiązaniem do swojego miasta. Tym bardziej, że na początku przeznaczane sumy nie muszą być wcale wysokie. I nie chodzi tu już tylko o działalność sportową, ale choćby charytatywną. Gdyby każda firma coś w tym kierunku zrobiła, żyłoby nam się dużo lepiej. Czasem pojawiają się też zarzuty, że Marma chce wszystko zawłaszczyć. Ja tymczasem zapewniam, że jeśli pojawi się ktoś inny, usunę się w cień.

-Pierwsze zawody żużlowe, na których Pani była miały miejsce już po podjęciu decyzji o sponsoringu. I "zaraziła" się Pani żużlem. Może więc warto spróbować także z piłką nożną? Kto wie czy by Pani nie wciągnęła...
- Zdaję sobie sprawę z tego, że piłkę nożną ogląda znacznie więcej ludzi i jest zdecydowanie bardziej popularna. Są jednak dla mnie dwa negatywne czynniki. Po pierwsze niewielka, ale zawsze, grupa pseudokibiców, którzy robią tej dyscyplinie szalenie złą reputację. A druga sprawa to fakt, że druga liga piłkarska to jednak nie to co ekstraklasa.

- Czyli nie bierze Pani pod uwagę możliwości zmiany "zainteresowań"?
- Ale naprawdę zachęcam do inwestowania w sport, także w futbol. Nie oszukujmy się, sport bez wsparcia nie będzie mógł normalnie funkcjonować. Ale ważne jest, by w zamian darczyńca otrzymał przynajmniej szacunek kibica. Szanujmy się nawzajem, bo dobra atmosfera może tylko pomóc. Kibice powinni również rozumieć i szanować sponsora wtedy, gdy ten na przykład chciałby umieścić nazwę swojej firmy w nazwie klubu. Także kibice też troszkę muszą zmienić mentalność.

- Dziękujemy za rozmowę i za wszystko, co Pani dla sportu robi. Przy okazji składamy w imieniu dwóch serwisów najlepsze życzenia Świąteczne i Noworoczne!
-  Dziękuję bardzo i również życzę wszystkim spokojnych Świąt oraz wiele pomyślności i sukcesów w Nowym Roku!

Obszerniejszy ciąg dalszy (w czterech częściach) tylko w serwisie www.stal.rze.pl .

(stal_rzeszów, Sąsiad Byłego Trenera)

REKLAMA
reklama