Wykształcenie ponad sport

29 Sierpnia 2006, godzina 11:02, autor:

Rozmowa z RAFAŁEM POMIANKIEM - bramkarzem Stali Rzeszów. - Jak oceniasz poczynania swoich kolegów z zespołu w pierwszych kolejkach?

Rozmowa z RAFAŁEM POMIANKIEM - bramkarzem Stali Rzeszów.

- Jak oceniasz poczynania swoich kolegów z zespołu w pierwszych kolejkach? Obserwujesz ich grę z ławki rezerwowych, więc masz możliwość chłodniejszego spojrzenia i możesz "obiektywnie" się do tej kwestii ustosunkować.

- Może nie tyle obiektywnie, co inaczej. Faktycznie jest różnica pomiędzy obserwacją z boiska i ławki rezerwowych. Uważam, że jeszcze trochę nam brakuje, mankamentów w grze jest wciąż sporo. Natomiast prawdą jest też to, że ta drużyna jest praktycznie nowa, dopiero się zgrywamy. Dlatego oceniać naszą postawę będzie można dopiero po półmetku rundy jesiennej, gdy chłopcy zaczną się rozumieć na boisku, gdy na przykład będzie możliwe dogrywanie pewnych piłek na pamięć. Bo jak do tej pory to mamy do czynienia z ciągłym "dogrywaniem się", oswajaniem się zawodników z nowymi pozycjami, a także z systemem 4-5-1, w którym niektórzy nigdy nie grali i dopiero się go uczą.

- Jak według Ciebie wygląda potencjał drużyny w porównaniu z zeszłymi sezonami?

- Chyba tylko laik, który totalnie nie zna się na piłce, patrząc na nasz skład nie zorientuje się jak bardzo mocna to drużyna jeśli chodzi o nazwiska. Potencjał tych zawodników jest ogromny. Teraz trzeba tylko złożyć to wszystko "do kupy" i stworzyć z nazwisk zespół, kolektyw. A to myślę należy już do trenera oraz starszych zawodników. I właśnie od tego zależeć będzie postawa w pozostałych meczach.

- Po zakończeniu zeszłego sezonu planowałeś przerwać swoją przygodę z futbolem. Co skłoniło Cię do zmiany decyzji i powrotu do drużyny?

- Nie ukrywam, że ja przez prawie dwa i pół tygodnia już nie trenowałem, bo powiedziałem definitywnie koniec. Natomiast do zmiany planów skłoniła mnie osoba trenera, rozmowa z nim. Nie krył on, że mając na uwadze fakt, iż zespół chce walczyć o jak najwyższe miejsce w tabeli, a może o coś więcej, ciężko jest ryzykować grę bramkarzem młodzieżowym, którego nie ma czasu przygotować do rozgrywek. Wcale się nie dziwię, że chciał mieć dwóch doświadczonych bramkarzy. I dlatego przekonał mnie do powrotu.

- Czy nie żal Ci trochę tej dwutygodniowej przerwy, która zadecydowała o tym, że Rafał Pomianek, swego rodzaju "ikona Stali Rzeszów" mecze obserwuje z ławki rezerwowych? Wszak w międzyczasie do zespołu dołączył Krzysztof Petrykowski...

- To, że Rafał Pomianek nie gra, to tylko potwierdza fakt, że nie ma osób niezastąpionych. Każdego można wymienić. Ja natomiast jestem po to w tej drużynie, żeby wspierać ją duchowo, mentalnie, jeśli nie na boisku, to w szatni, na treningach. Natomiast jeśli w końcu otrzymam szansę występu, z pewnością nie omieszkam z niej skorzystać i zrobię wszystko, żeby na dłużej zadomowić się w pierwszej jedenastce.

- Jednak Krzysztof Petrykowski zawsze może liczyć na rady nieco starszego i bardziej doświadczonego kolegi?

- Ciężko tu mówić o radach. Krzysiek jest wyśmienicie doświadczonym piłkarzem i wręcz nietaktem byłoby czasami z mojej strony "pouczanie" go. Zawsze jednak może się zapytać, może pewne sprawy skonsultować ze mną. Od dawania wskazówek jest trener, ewentualnie trener bramkarzy, a nie kolega z drużyny. W każdym razie z mojej strony Krzysiek może zawsze liczyć na wsparcie duchowe, natomiast nie będę ingerował w to co on robi w bramce, bo on doskonale wie co ma robić. A poza tym chyba śmiesznie wyglądałaby sytuacja, gdy człowiek z ławki poucza lub krytykuje tego z pierwszego zespołu.

- Ale na przykład w Stróżach Petrykowski grał daleko od własnej bramki (notabene o mały włos nie skończyło się to utratą gola). Proszę nie odbieraj tego jako złośliwość, ale przypomniały się czasy Rafała Pomianka w bramce Stali... To nie Twoje wskazówki, aby grał jako ostatni obrońca?

- To absolutnie nie były moje sugestie. Teraz po prostu gra w pewnych systemach wymaga specyficznego "zachowania" na pozycji bramkarza. We współczesnej piłce golkiper ma nie tylko łapać piłkę, lecz także doskonale grać nogami. Wybijać nimi piłkę, wygrywać wślizgi i dobrze, celnie zagrać. To, że ja grałem wysunięty do przodu, to nie była moja koncepcja. To jest narzucone przez trenera. Krzysiek zresztą podobnie grał w poprzednich klubach. Natomiast jeśli chodzi o tracone w takich sytuacjach bramki, to są one w ten sposób gry wkalkulowane. Myśmy stracili w ostatnich latach trzy albo cztery o ile dobrze pamiętam. Warto także podkreślić, że niewielu jest zawodników, którzy potrafią strzelić z połowy tak precyzyjnie jak Filipiak (Kmita) czy Lee Quaye (Polonia).

- Między innymi Twoja kandydatura była brana pod uwagę jeśli chodzi obsadę stanowiska drugiego trenera. Jednak podobno kategorycznie odmowiłeś...

- Rzeczywiście miałem propozycję od prezesa Lecha. Kategorycznie odmówiłem z jednego prostego względu. Nie jestem zwolennikiem, a wręcz jestem przciwnikiem tego, żeby człowiek odpowiedzialny za grę zespołu, ustawienie, ustalanie składu, był równocześnie zawodnikiem. Dla mnie te dwie funkcje są nie do pogodzenia, jedno z drugim koliduje. Wcześniej, w momencie rezygnacji, powiedziałem, że mogę zostać opiekunem bramkarzy. Propozycję podtrzymuje, ale dopiero gdy nie będę już czynnie uczestniczył w treningach i grze. W każdym razie, każdy z zawodników zawsze może na mnie liczyć, przyjść, porozmawiać, mogę poradzić, wesprzeć, ukierunkować. Będę starał się udzielać jak najbardziej konkretnych odpowiedzi, oczywiście na miarę moich możliwości.

- A jak udaje się godzić grę w piłkę z działalnością w biznesie? Nie brak czasu chociażby dla rodziny?

- Nie ukrywam, że jest bardzo ciężko, chociaż można to pogodzić tak jak to czyniłem do tej pory. Natomiast problemem jest to, że ja się wykształciłem troszeczkę w innym kierunku niż teraz pracuję. Skończyłem budownictwo na Politechnice, a pracuję w firmie elektrycznej. Dlatego od kilku lat noszę sie z zamiarem studiowania na kolejnym kierunku. Nie ukrywam, że chciałbym to w tym roku zrealizować. Zamierzam podjąć studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Rzeszowskiej i planuję je ukończyć.To był też jeden z powodów dla których chciałem zrezygnować z piłki. Będę robił wszystko, niestety kosztem rodziny, kosztem moich dzieci i żony, aby się udało. Pierwszy rok planuję zaliczyć grajac w piłkę. Kiedyś próba taka była podjęta. Nie udało się, zrezygnowłem ze studiów. Tym razem chcę to zrobić, tym bardziej, że za parę lat w piłkę na pewno nie będę grał, a w firmie chciabym nadal działać. Dlatego wykształcenie stawiam ponad sport.

- Dziękując za rozmowę, nie pozostaje w takim razie nic innego jak życzyć powodzenia w realizacji tych niezwykle ambitnych planów!

- Na pewno nie będę dziękował, żeby nie zapeszyć. Ale dziękuję za rozmowę.

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama