W Przemyślu wyciągnięto do mnie dłoń

8 Października 2006, godzina 22:58, autor:

Rozmowa z Danielem Radawcem, piłkarzem Stali Rzeszów, wypożyczonym do końca rundy jesiennej do przemyskiej Polonii, mającym za sobą wystę

Rozmowa z Danielem Radawcem, piłkarzem Stali Rzeszów, wypożyczonym do końca rundy jesiennej do przemyskiej Polonii, mającym za sobą występy między innymi w ekstraklasowym Górniku Zabrze.

- Nie uważasz, że gra na czwartym froncie jest dla Ciebie niejako upadkiem sportowym? Jeszcze niedawno przecież występowałeś w pierwszej lidze w barwach zabrzańskiego Górnika...
- Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Teraz gram w czwartej lidze, ale na wiosnę może być już inaczej, mogę grać gdzieś indziej. Chociaż pewnie jest to jakiś upadek  dla zawodnika, który zaliczył epizod w ekstraklasie. Tak to się niestety niepomyślnie dla mnie potoczyło. Ale ja cały czas sumiennie i ciężko pracuję na treningach i nie ukrywam, że chciałbym znów grać wyżej.

- Jak zaaklimatyzowałeś się w Przemyślu? Jak podoba Ci się w Polonii?
- Jest duży spokój. Mimo kiepskiego startu do rozgrywek nie było i nie ma żadnych nerwowych ruchów ze strony działaczy. Zmienił się trener, bo jednak należało w jakiś sposób wstrząsnąć zespołem. Trener Kogutkiewicz sam stwierdził, że pora na zmianę szkoleniowca i taka roszada nastąpiła. Jeszcze raz podkreślę - po porażkach, w porównaniu z moimi poprzednimi klubami, jest zachowywany spokój i nikt nie wykonuje nerwowych i pochopnych działań.

- Masz na myśli na przykład Stal Rzeszów?
- Chociażby...

- Czyli presja na wynik w Stali była bardzo odczuwalna już od samego początku tegorocznych rozgrywek...
- Na pewno tak. I to zdecydowanie bardziej niż w poprzednim sezonie, wszak kadra została wyraźnie wzmocniona i na papierze zespół z Rzeszowa prezentuje się bardzo solidnie.

- Twoje wypożyczenie kończy się po rundzie jesiennej. Czy masz już jakieś skonkretyzowane plany? Bierzesz może pod uwagę powrót do Rzeszowa?
- Do Stali raczej nie wrócę. Nie czułem się w tym klubie dobrze. Ja szczerze się starałem i chciałem dla Stali zrobić jak najwięcej, dążyłem do tego za wszelką cenę. Życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Jestem w Przemyślu i prawdę powiedziawszy nie wybiegam myślami zbyt daleko w przyszłość.

- Niektórzy Twoje problemy w Stali tłumaczą przymusem gry na nieodpowiedniej dla Ciebie pozycji, czyli lewej pomocy. Jak ustosunkowałbyś się do tej kwestii?
- W Przemyślu też jestem od czasu do czasu wystawiany na lewym skrzydle. Nie ulega wątpliwości, że rzeczywiście niezbyt pewnie się na nim czuję, zdecydowanie bardziej preferuję grę w środku pola. Lubię i nie boję się grać piłką, uderzyć ze środka, wykonywać stałe fragmenty gry. Ale nie był to powód mioch kłopotów w Stali. W końcu nawet w Górniku, chociaż tam był troszkę inny system, byłem "lewym atakujacym".

- Twoje przenosiny do Polonii to była Twoja inicjatywa czy ktoś dał Ci do zrozumienia, że należałoby zmienić otoczenie?
- Była to moja decyzja. Jednak mam troszkę żal do trenera Brzezińskiego. Skoro uważał, że nie jestem w formie, mógł mi to po prostu powiedzieć i problem rozwiązalibyśmy wcześniej. On natomiast obiecywał, że da mi szansę. Musiałem jednak czekać. W moim wieku nie ma już jednak czasu na czekanie, ja potrzebuję gry. Tym bardziej, że w Zabrzu nie grałem spotkań w pełnym wymiarze czasowym, w Stali na wiosnę też nie prezentowałem się za często. Pierwsze mecze sezonu też oglądałem z ławki rezerwowych, nawet nie miałem okazji, żeby się rozgrzewać... Czara goryczy przelała się w spotkaniu z Wisłą II Kraków, gdzie nie dostałem szansy nawet na minutę. Powtarzam, można było rozwiązać to wcześniej i nie miałbym do nikogo żadnych pretensji.

- W takim razie wykluczasz możliwość przeproszenia się ze Stalą?
- Nie powiedziałbym, że jakoś specjalnie się na siebie gniewamy. Co prawda obie strony odczuwają w stosunku do siebie pewien żal, ale nie można tej sytuacji też wyolbrzymiać. Myślę, że Stal jest tak mocna kadrowo, że poradzi sobie w takim składzie, jaki ma. Mogę powiedzieć, że brak awansu w tym sezonie będzie olbrzymią porażką dla klubu.

- A gdybyś zdecydował się wrócić i dostałbyś kredyt zaufania od włodarzy i kolegów z zespołu, czy czułbyś się na siłach by zostać liderem i grać na pozycji rozgrywajacego, na której przy kontuzji Karola Wójcika jest jakby wakat?
- Jest to bardzo odpowiedzialna funkcja. W tak doświadczonej drużynie jak Stal jest tylu znakomitych piłkarzy, że nie wiem, czy łatwo byłoby mi zostać liderem. Myślę natomiast, że mając za plecami takich zawodników, jak Paweł Wtorek czy Mateusz Kędzior dobrze sprawdziłbym się w roli rozgrywającego. Wziąłbym tę odpowiedzialność na siebie i podjąłbym się tego zadania.

- Reasumując, lepiej czujesz się w Przemyślu niż w Rzeszowie...
- Chyba lepiej... Tutaj wyciągnięto do mnie i podano mi pomocną dłoń. Spotkałem się z przyjaznym przyjęciem zarówno przez działaczy, jak i zawodników. W Stali o wszystko trzeba było się prosić, za wszystkim samemu chodzić, samemu wszystko załatwiać. A nawet jak się z kimś umówiło to ta osoba nie dotrzymywała słowa i nie przychodziiła... Odczuwałem wyraźny brak szacunku w stosunku do mnie. Ja jestem dobrze wychowany i przestrzegam pewnych zasad. Tego mi w Rzeszowie brakowało. W Przemyślu jest inaczej, za co jestem wdzięczny.

- Dziękując za rozmowę nie pozostaje nic innego jak życzyć Ci powodzenia i wielu sukcesów, nie tylko w czwartej lidze, bo na pewno na nie zasługujesz.
- Dziękuję bardzo.

(stal_rzeszów & Sąsiad Byłego Trenera)

REKLAMA
reklama