To jeszcze nie to

17 Sierpnia 2005, godzina 17:01, autor:

Po drugim weekendzie trzecioligowych rozgrywek powody do radości mogą mieć jedynie piłkarze rzeszowskiej Stali. Spośród wszystkich drużyn

Po drugim weekendzie trzecioligowych rozgrywek powody do radości mogą mieć jedynie piłkarze rzeszowskiej Stali. Spośród wszystkich drużyn z Podkarpacia tylko oni zaksięgowali na swoim koncie trzy punkty.

Tydzień temu nastroje były zupełnie inne, bowiem to stalowcy jako jedyni wrócili na tarczy ze swego meczu. Teraz jednak, dzięki wspaniałej dyspozycji Wojciecha Fabianowskiego, na swoim koncie mają pierwsze punkty w tym sezonie. - Cieszę się, że udało się nam wygrać. Dwie bramki w jednym spotkaniu to niezłe osiągnięcie, ale mogłem więcej razy wpisać się na listę strzelców - mówił po meczu piłkarz. Jednak zwycięstwo 3:0 wystarczyło, by stalowcy zmazali plamę z pierwszego spotkania w Stróżach.

Marcin Lew, Gazeta: W meczu z Wierną odrobiliście straty z pierwszej kolejki. Czy można powiedzieć, że tym zwycięstwem wróciliście do gry o awans?

Wiesław Dulski, kierownik drużyny Stali: Ja uważam, że my w tej batalii byliśmy cały czas. Przegrana w Stróżach była jedynie wypadkiem przy pracy, co zresztą pokazaliśmy w tę sobotę. Niestety, tydzień temu chłopcy zlekceważyli nieco rywali i dlatego przegrali. To był kubeł zimnej wody wylany na ich głowy. Ale widać, że poskutkowało. Przed meczem z Wierną nie trzeba było im nic tłumaczyć. Sami wiedzieli, że muszą zagrać lepiej, i wyszli na boisko z wielką wolą walki.

Czy aby ta ogromna wola walki nie przyniosła w pierwszej połowie odwrotnego skutku?

- Być może. Chłopcy wyszli strasznie spięci na boisko. Za bardzo chcieli strzelić bramkę, ale ciągle czegoś brakowało. Ja jednak byłem pewny, że ta bramka padnie, a z biegiem czasu również następne, bo będzie się nam grało łatwiej.

Stal z drugiej połowy to ta drużyna, którą w klubie wszyscy by chcieli widzieć?

- Na pewno nie. Choć gra wyglądała już nieźle, to jednak popełnialiśmy zbyt dużo błędów w obronie. Przeciwnicy mogli nas ukarać, strzelając bramkę. Na szczęście jednak te nasze błędy pozostały bez konsekwencji. Jeszcze jest sporo pracy przed nami, aby to wszystko wyglądało tak jak trzeba. W zespole zaszło sporo zmian przed sezonem i potrzeba czasu na zgranie. Musi się wszystko ładnie zazębiać, aby można było osiągać dobre wyniki.

Pięknie zadebiutował przed własną publicznością Wojciech Fabianowski.

- Dokładnie. Być może stanie się on takim liderem drużyny, na którego bramki będzie można liczyć. Gdy jeszcze do zespołu po kontuzji wróci Wójcik, który był ostatnio w gazie, możemy mieć naprawdę fajną ekipę.

Główni rywale w walce o awans także potracili punkty. Sytuacja więc nie jest zła.

- Drużyny, które w tej chwili są w czubie tabeli, to tacy "papierowi liderzy". Na pewno w najbliższych kolejkach to się zmieni. My musimy teraz wygrać w Sanoku i później kolejny mecz u siebie. Wtedy będzie już dużo lepiej i spokojniej będziemy mogli patrzeć w przyszłość.

(opracował StalFan)

REKLAMA
reklama