Tak być nie może !

11 Września 2006, godzina 12:40, autor:

I znowu porażka. I fatalna passa trwa nadal. Czyżby tak wyczekiwana II liga znów odsuwa się o kolejny sezon? Sobotni mecz z Motorem po raz k

I znowu porażka. I fatalna passa trwa nadal. Czyżby tak wyczekiwana II liga znów odsuwa się o kolejny sezon? Sobotni mecz z Motorem po raz kolejny obnażył słabości rzeszowskiej drużyny. Czy kolejne niepowodzenia można tłumaczyć brakiem zgrania, zbyt krótkim okresem przygotowawczym? Kredyt zaufania jest już praktycznie na wyczerpaniu. Tradycją stało się (patrz Wieliczka), że rzeszowscy zawodnicy grają odważnie, agresywnie dopiero gdy - cytując słowa trenera Piotra Brzezińskiego - "... mecz jest juz praktycznie przegrany". Motor rządził i dzielił na całym boisku.

Przetrzymując piłkę w środku pola dokładnie ją rozgrywał. Zmieniał tempo gry, potrafiąc wciagnąć Stal na swoją połowę, by nagle przyspieszyć i próbować zadać celny cios. Udało im się to dwukrotnie. Pierwsza bramka pada po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, głową strzela Dawid Ptaszyński. Paradoksalnie stałe fragmenty gry nie są zbyt mocną stroną Motoru. Bierna postawa obrońców Stali i faworyzowany Motor obejmuje prowadzenie.

A Rzeszowianie grają jakby nic sie nie stało. Jakby to oni prowadzili. Ciężko zrozumieć taką postawę, czyżby minimalna porażkę 1-0 traktowali jako sukces. To już zakrawa na paranoję. A Motor grał swoje. Biało-niebiescy nie wykazywali większej chęci do ataków. Po godzinie gry jedna z nielicznych akcji ofensywnych stalowców zostaje przerwana w środku pola, a Karol Drej długim podaniem uruchamia Piotra Prędotę, który strzela obok desperacko interweniującego Krzysztofa Petrykowskiego. Należy zauważyć, że przy tym golu koszmarny błąd popełnia Daniel Popiela. Obrońca z takim doświadczeniem, aspiracjami nie może pozwolić piłce by go w taki kuriozalny sposób minęła. Od razu kibicom nasunęło sie podobieństwo do postawy Mariusz Jopa z reprezentacji Polski w meczu z Serbią. Motor przy prowadzeniu dwa do zera całkowicie się rozluźnił. Dopiero od tego momentu zawodnicy Stali pokazali, że jednak jakąś amibicje mają. Ale dlaczego tak późno? Nie można tak od początku. Nadchodzi dosyć niespodziewany moment. Zamykający akcję Łukasz Szczoczarz płaskim strzałem zdobywa gola. Jednak na wyrównanie nie starczyło czasu. Po meczu można wyróżnić znów tych samych zawodników co od początku sezonu - Damiana Wolańskiego i Krzysztofa Majdę oraz powracającego do normalnej dyspozycji strzelca gola Łukasza Szczoczarza.

To właśnie "Majdi" staje się prawdziwym liderem drużyny. Chyba już najwyższy czas przekazać mu opaskę kapitańską. Stał się nie tylko "dozorcą" dla defensorów, ale także "ojcem" dla wszystkich zawodników. W pomeczowych wypowiedziach prezes sekcji piłki nożnej Jacek Szczepaniak mówił o słabości drużyny rzeszowskiej, ale równocześnie zapowiedział, że nie należy spodziewać się gwałtownych ruchów, pozycja trenera nie jest zagrożona. Jednak należałoby chyba poważnie "potrząsnąć" zawodnikami, gdyż z taką grą już po rundzie jesiennej możemy pożegnać się z myślą chociażby o nawiązaniu walki o miejsce barażowe.

 Już w najbliższą sobotę będzie okazja do wywalczenia punktów, które potrzebne są Stali jak powietrze. Do grodu Rzecha zawita drużyna Okocimskiego Brzesko. "Piwosze" nie prezentują się zbyt dobrze, lecz nie wolno ich w jakikolwiek sposób zlekceważyć. Tak było z Orlętami i każdy pamięta jak to się skończyło. Trener Brzeziński zapowiada zmiany kadrowe. Może to właśnie zmiennicy odmienią oblicze Stali. Miejmy taką nadzieję, gdyż kolejne niepowodzenie może przepełnić czarę goryczy.

(Sąsiad Byłego Trenera)

REKLAMA
reklama