Szanować zdobyty punkt

18 Marca 2012, godzina 12:52, autor:

Wczorajszym wyjazdowym meczem w Puławach piłkarze Stali Sandeco Rzeszów zainaugurowali wiosenne mecze w II lidze wschodniej. I od razu zaczę

Wczorajszym wyjazdowym meczem w Puławach piłkarze Stali Sandeco Rzeszów zainaugurowali wiosenne mecze w II lidze wschodniej. I od razu zaczęli od spotkania o tzw. „6 punktów”. Ich rywalem był bowiem zespół miejscowej Wisły, który jest sąsiadem biało – niebieskich w ligowej tabeli. Ten emocjonujący mecz zakończył się bezbramkowym remisem tylko dlatego, że w obu zespołach fenomenalnie spisywali się bramkarze: Nazar Penkovets z Wisły oraz Tomasz Wietecha ze Stali Sandeco. W większości innych meczów na ustach wszystkich kibiców byłby Penkovets, ale w tym był „tylko” bohaterem drugoplanowym. Tym pierwszoplanowym był bowiem Wietecha, który w sobie wiadomych okolicznościach wybronił kilka strzałów piłkarzy gospodarzy.

Początkowe minuty meczu to zdecydowana przewaga piłkarzy Wisły, którzy wykorzystali dość bierną postawę podopiecznych Andrzeja Szymańskiego i raz za razem atakowali bramkę strzeżoną przez jako się później okazało bohatera meczu – Tomasza Wietechę. Co ciekawe prawie wszystkie akcje Wisły były rozgrywane lewym skrzydłem przez co w kłopotach był młody Stalowiec Konrad Hus. Ta sytuacja zmieniła się około 30 minuty kiedy to w przypadkowym starciu głowę rozciął sobie jeden z lewoskrzydłowych gospodarzy.
Pierwszą groźną sytuację gospodarze mieli już w 11 minucie kiedy to o mały włos nie wykorzystali nieporozumienia Wietechy z rzeszowskimi obrońcami. Po około 20 minutach od pierwszego gwizdka Tomasza Krawczyka z Piotrkowa Trybunalskiego wreszcie przebudzili się piłkarze Stali Sandeco. Pierwszy sygnał do ataku dał Andreja Prokić, który wykorzystując swoją szybkość przeprowadził lewą stroną około 40-to metrowy rajd przerwany tuż przed polem karnym przez miejscowych obrońców. Kolejne minuty to niestety ale znów przewaga podopiecznych Jacka Magnuszewskiego, którzy zdominowali środek wyraźnie wygrywając w tej części boiska rywalizację z Tomaszem Margolem i Damianem Jędrasem. Na 1:0 gospodarze mogli wyjść w 35 minucie spotkania. Wtedy to próbkę swoich umiejętności pokazał Wietecha, który szarżą pod nogi Nowaka uratował Stalowców z opresji. Jeszcze pod koniec tej części gry po rzucie wolnym wykonywanym przez Łukasza Misztala, piłka wylądowała w polu karnym Stali. Na nasze szczęście znów daje o sobie znać „Balon”.
Drugą połowę gry oba zespoły zaczynają w bez zmian. Tę część meczu tym razem lepiej zaczęli piłkarze Stali Sandeco. W 52 minucie w sytuacji sam na sam z Nazarem Penkovetsem znalazł się Konrad Maca. Niestety jego sygnalizowany strzał nogami obronił bramkarz gospodarzy. Chwilę później – dokładnie w 57 minucie – to gospodarze stanęli przed olbrzymią szansą na objęcie prowadzenia. Sytuacji sam na sam nie wykorzystał jednak Konrad Nowak przegrywając ten pojedynek oczywiście z Tomaszem Wietechą! W kolejnej akcji Wisły znów na przeszkodzie zdobyciu przez nich bramki stanął bramkarz gości. Przybyli na ten mecz kibice z Rzeszowa w tym momencie zaczęli się zastanawiać, co by było gdyby nie było Wietechy. W tym czasie na boisku pojawił się Dawid Florian w miejsce słabego w tym meczu Tomasza Margola, który miał za zadanie poprawić grę pomocników w ostatnich 30 minutach spotkania.
W 85 minucie któżby inny jak nie Tomasz Wietecha znów przypomniał Wiślakom, że to on dziś będzie bohaterem meczu. W sobie tylko wiadomy sposób obronił strzał Nowaka. Napastnik gospodarzy po centrze Radosława Muszyńskiego z prawej strony strzelał może z 1, może z 2 metrów.
Minutę później zawodnicy Stali Sandeco wywalczyli wreszcie pierwszy rzut rożny dla swojej drużyny (gospodarze mieli ich na koncie już 10!), z którego nic niestety nie wynikło.
Ostatnie minuty meczu to kolejne emocje. Kiedy stadionowy zegar wskazywał 90 minutę w bardzo dobrej sytuacji znalazł się zatwierdzony w ostatniej chwili do gry przez Stalowców Piotr Klepczarek. Niestety jego strzał został zablokowany przez obrońców. Gdy wydawało się, że już nic się w tym spotkaniu nie wydarzy kilka sekund przed końcem Andreja Prokić niepotrzebnie dał się sprowokować przez Rafała Gizińskiego i został ukarany żółta kartą. Ponieważ wcześniej już taki kartonik zobaczył było wiadomo, że Stal zakończy ten mecz w 10.

Podsumowując:
Wisła była zespołem lepszym. Jednak większość sytuacji jakie sobie stworzyła wynikała nie z akcji lecz z dośrodkowań. Stalowcy w barwach, których zadebiutowało czterech nowych piłkarzy: Sebastian Przybyszewski, Piotr Klepczarek, Tomasz Persona i Kamil Stachyra też mieli swoje okazje. Jednak postacią numer jeden w zespole był wczoraj

 

Czas aby w następnych meczach więcej radości kibicom rzeszowskiego klubu dali jednak napastnicy.
 

REKLAMA
reklama