SuperKobos

27 Września 2005, godzina 20:01, autor: Grzegorz Szalacha

Stal zaczęła z dużym animuszem. Już w 1. min dogodną sytuację zmarnował Krzysztof Szymański, który z 15 metrów strzelił wysoko

Stal zaczęła z dużym animuszem. Już w 1. min dogodną sytuację zmarnował Krzysztof Szymański, który z 15 metrów strzelił wysoko nad poprzeczką. Rzeszowianie raz po raz sunęli na bramkę Kmity, ale nic z tego nie wynikało. W 15. min mogło być 1-0, ale dlaczego nie było wie tylko Krzysztof Szymański, który po idealnym zagraniu Piotra Brożka z 6 metrów zamiast do bramki strzelił prosto w bramkarza. Lepszej sytuacji wymarzyć sobie nie mógł.  Na szczęscie ta zmarnowana sytuacja nie zemściła się na miejscowych, bowiem w 18. min Łukasz Kobos popisał się kapitalnym uderzeniem z 25 metrów i zdobył prowadzenie. Od tego momentu zaczął jednak grać Kmita. W 26 min po jednej z kontr do dogodnej pozycji dochodził Bagnicki, ale Rafał Pomianek wybiegł daleko przed pole karne i zdołał go powstrzymać. Do piłki doszedł Bębenek i zza pola karnego uderzał głową do pustej bramki, na szczęście niecelnie. Chwilę potem z daleka strzelał Filipczak i Pomianek, choć z trudem, to jednak obronił. Stal ograniczała się do kontr, a raczej chciała się ograniczać, bo były one anemiczne i niegroźne. Wreszcie w 34. min miejscowi przeprowadzili składną akcję, Brożek zgrał głową do Kobosa, a ten z 10 metrów strzelił minimalnie obok słupka. Nie ucichł jeszcze ję zawodu, a ten sam duet stanął na wysokości zadania. Brożek dośrodkował, a śietnie dysponowany tego dnia Łukasz Kobos głową przelobował bramkarza i ustalił wynik do przerwy, a jak się później okazało i całego meczu. Druga połowa zaczęła się dla miejscowych fatalnie. W 50 min czerwoną kartką został ukarany Daniel Popiela, który rzekomo po interwencji w polu karnym, już za boiskiem kopnął przeciwnika. Co prawda na trybuna ch nikt takiego faktu nie zarejestrował, ale wiadomo, że sędzia ma zawsze rację, a jeżeli jej nie ma to i tak nic i nikt nie może tego zmienić. Od tego czasu Kmita uzyskał przewagę. Grał bardzo ładnie, imponował wyszkoleniem technicznym, ale te koronkowe akcje były nieskuteczne – na szczęście dla Stali. W 73 min bardzo groźnie z dystansu huknął Bagnicki, ale Pomianek efektowną robinsonadą zażegnał niebezpieczeństwo. W 77 min bardzo groźnie strzelał Dzierżanowski, ale jego strzał z 12 metrów przeszedł obok bramki. W 87. min rzeszowianie przeprowadzili jedną z nielicznych kontr – niestety Brożek będąc w dogodnej sytuacji z ostrego kąta zamiast zagrać do Karola Wójcika strzelił i nie trafił do bramki. Do końca meczu sytuacja nie uległa zmianie – Stal się broniła, a Kmita robił koronkowe akcje, z których nic nie wynikało.

Zdaniem trenerów

Tomasz Machaj, asystent trenera Stali: - Pierwszą połowę zagraliśmy konsekwentnie, realizując założenia przedmeczowe i to się opłaciło podwójnie. Po pierwsze zdobyliśmy dwie bramki, a po drugie zawodnicy przekonali się jak bardzo opłaca się być konsekwentnym. Druga połowa była w naszym wykonaniu nie najlepsza, ale bardzo duży w tym udział czerwonej kartki dla Daniela Popieli już na początku. Na szczęście udało się dowieźć zwycięstwo do końca i to cieszy, bo mecz ten był z gatunku tych bardzo ważnych.

Jerzy Kowalik, trener Kmity: - Sądzę, że mecz mógł się podobać. My jesteśmy drużyną dobrze wyszkoloną technicznie i nie przyjeżdżamy murować bramki tylko chcemy grać w piłkę. Przynajmniej ja to cały czas wpajam moim zawodnikom. Z przebiegu meczu uważam, że zasłużyliśmy na remis, no ale piłka nożna to gra błędów. Stal była skuteczniejsza, a my dwa razy w pierwszej połowie zdrzemnęliśmy się i stąd taki efekt. Jest jeszcze jedno ale jeżeli chodzi o błędy w protokóle meczowym – otóż z numerem 2 grał Zajdel, a taki numer wpisany miał również Woźniak. Tak do końca więc, nie wiemy kto grał. Nie wiem czy będziemy składać jakiś protest – zastanowimy się.

Po meczu powiedzieli

Daniel Popiela, obrońca Stali, ukarany czerwoną kartką: - Do tej pory nie wiem za co ujrzałem czerwony kartonik – faulu przeciez nie było bo musiałby być rzut karny. A za boisko wyjechałem wslizgiem i może gdzieś tam zawodnika gości lekko zahaczyłem, ale na pewno nie było w tym żadnej złośliwości ani tym bardziej brutalności. Jestem jeszcze w szoku i mam przynajmniej nadzieję, że nie będę musiał pauzować w nastepnych meczach.

Łukasz Kobos, strzelec dwoch bramek dla Stali: - Jestem bardzo szczęśliwy, bo najwyraźniej moja forma strzelecka wróciła. Pierwszą bramkę zdobyłem nie zastanawiając się za wiele. Po prostu była okazja, więc strzeliłem, a że piłka dobrze siadła to wpadła bramka. Oby tak dalej.

STAL Rzeszów KMITA Zabierzów 2-0 (2-0)
1-0 Kobos (18.)
2-0 Kobos (35. głową)

STAL: Pomianek – Lebioda, Łuczyk, Popiela, Ogar, Zajdel (90. Walat), Banaszkiewicz, Sierżęga, Szymański (63. Kędzior), Kobos (80. Wójcik), Brożek (90. Sereda).

KMITA: Brzeziański – Krauz (74. Dzierżanowski), Giza, Jędrszczyk, Zontek (46. Broź), Bębenek, Filipczak, Zawadzki, Szwajdych (85. Mazurkiewicz), Bagnicki, Czerwiec (69. Gawecki).

Sędziował Marek Karkut (Warszawa). Żółte kartki: Banaszkiewicz, Lebioda, Popiela, Ogar, Zajdel oraz Zontek i Filipczak. Czerwona kartka Popiela (50. – faul bez piłki) Widzów 600.

KRZYSZTOF PIPAŁA
REKLAMA
reklama