Strzelanina w Rzeszowie

13 Września 2005, godzina 11:12, autor: Grzegorz Szalacha

Piłkarze Stali Rzeszów po dwóch remisach posmakowali w końcu zwycięstwa. Ekipa znad Wisłoka urządziła sobie ostre strzelanie i ro

Piłkarze Stali Rzeszów po dwóch remisach posmakowali w końcu zwycięstwa. Ekipa znad Wisłoka urządziła sobie ostre strzelanie i rozgromiła u siebie 5-0 Tłoki. Gorzyczanie tym samym przegrali piąty raz z rzędu i są w coraz mniej ciekawej sytuacji.
STAL RZESZÓW - TŁOKI GORZYCE 5-0 (1-0)
1-0 Brożek (45, dobitka strzału Lebiody z wolnego), 2-0 Zajdel (48, po indywidualnej akcji), 3-0 Kobos (50, asysta Brożka), 4-0 Łuczyk (71, po centrze Sierżęgi z wolnego), 5-0 Szymański (74, po centrze Fabianowskiego)
STAL: Pomianek 6 - Banaszkiewicz 6, Lebioda 7, Popiela 7 (78. Sereda), Łuczyk 7 - Fabianowski 6 (86. Wójcik), Ogar 5, Zajdel 7 (59. Kędzior), Sierżęga 6, Kobos 7 (66. Szymański 5) - Brożek 7.
TŁOKI: K. Beszczyński 5 - Suguła 3, Wtorek 3, Rychel 3 - Dziewulski 4, Szafran 4, Laskowski 4 (69. Głuch), Pałkus 5 (86. D. Beszczyński), Gajda 2 (62. Gielarek) -Samołyk 3 (74. Piwowar).
SĘDZIOWAŁ: Mariusz Siciński (Opole). ŻÓŁTE KARTKI: Sierżęga - Syguła, Laskowski. WIDZÓW 400.
Zanim na Hetmańskiej rozpoczęła się strzelecka kanonada, stalowcy musieli się trochę namęczyć. Gospodarze zaczęli z wigorem i już w 2. min po centrze Krystiana Lebiody Piotr Brożek główkował z kilku metrów. Bramkarz gości odbił piłkę, a dobitka Łukasza Kobosa trafiła w nogi obrońców. Potem gra się wyrównała, przeniosła na środek boiska i gorzyczanie nie robili wcale złego wrażenia. W 20. min Marcin Dziewulski posłał sprytne podanie do Piotra Samołyka, ten znalazł się przed Rafałem Pomiankiem, ale zwlekał ze strzałem, a dogoniony przez obrońców zagubił się w dryblingach. Po kwadransie szansę miał Kobos. Uderzył mocno, jednak strzał został zablokowany przez obrońcę. Gdy wydawało sie, że druga połowa zacznie się od stanu 0-0, do wykonania rzutu wolnego zabrał się Krystian Lebioda. Obrońca Stali przymierzył chutrze na długi róg, piłka po skozłowaniu odbiła się od słupka, wpadła pod nogi Brożkowi, który wiedział już co z nią zrobić.
Mecz rozstrzygnał się w dwie minuty, podczas których padły bliźniaczo podobne, do tego bardzo efektowne gole. Najpierw po rajdzie z połowy boiska strzałem z 20 metrów popisał się Michał Zajdel. Piłka wpadła w okolice okienka i Kamil Beszczyński był bez szans. Po kilku chwilach stratę na przedpolu zanotował Wiktor Gajda, Brożek z miejsca uruchomił Kobosa, a ten z okolic narożnika pola karnego strzelił niemal dokładnie tam, gdzie Zajdel. Piąta porażka Tłoków z rzędu była przesądzonona, ale stalowcy nie mieli litości dla rywala, który w porzednim sezonie był lepszy w dwumeczu (2-0 i 0-0). W 68. min bramkarz gości sparował strzał Brożka. Po chwili piłka z rogu powędrowała wprost na głowę Krzysztofa Szymańskiego, który jednak z 5 metrów paskudnie sfuszerował. - Dostałem w przysłowiowe "ucho”, piłka zeszła mi na ramię i poleciała obok słupka - tłumaczył piłkarz Stali.
Szymański zrehabilitował się po kilku minutach, gdy dołożył nogę do idelanej centry Wojciecha Fabianowskiego. Wcześniej brawa zebrał Grzegorz Łuczyk. Kapitan Stali wybrał się na pole karne w chwili gdy z wolnego centrował Bogusław Sierżęga. Mimo nacisku obrońcy stojący przy "długim słupku” gracz Stali zdodał wcisnąć piłkę do siatki. Tłoki odgryzły się tylko strzałem Przemysława Pałkusa, właściwie jedynym w całym meczu, który musiał wybronić Pomianek.
REKLAMA
reklama