Stracony punkt

29 Kwietnia 2012, godzina 08:39, autor:

Kibice przecierali oczy ze zdumienia i dziwili się jak można było nie wykorzystać tak doskonałej sytuacji, gdy w 10 minucie Kwedyczenko, będąc

Kibice przecierali oczy ze zdumienia i dziwili się jak można było nie wykorzystać tak doskonałej sytuacji, gdy w 10 minucie Kwedyczenko, będąc właściwie sam na sam z Florianem i Dylewskim, końcówką palców wybronił strzał tego drugiego. Gdy w przeciągu dwóch kolejnych minut Biało-niebiescy przeprowadzili dwie kolejne akcje, które również powinny zakończyć się bramkami większość osób zgromadzonych w upalne kwietniowe popołudnie na Izo-Arenie było pewnych, że lada moment któryś ze Stalowców otworzy wynik spotkania. Zwłaszcza, że w poprzednich spotkaniach, pomimo dużej ilości przeprowadzanych akcji, często brakowało wykończenia.

Zawodnicy Puszczy, po raz pierwszy do głosu doszli właściwie w 16 minucie. Szybka akcja prawym skrzydłem, dośrodkowanie i nieupilnowany Jarosław Lizak z 10 metrów wpakował futbolówkę pod poprzeczkę. Niby zaczęliśmy dobrze, a jednak prosty błąd sprawił, że musieliśmy gonić wynik. Co zwłaszcza przy wczorajszym, mocno świecącym słońcu nie należało do najłatwiejszych zadań.

Po stracie bramki gra chwilowo się wyrównała, jednak później to Stalowcy wciąż byli dominującą stroną. Niestety strzały Stachyry z 27 minuty, czy też Lisańczuka z 36 minucie nie stworzyły dużego zagrożenia dla bramki strzeżonej przez Tomasza Kwedyczenko. Zwłaszcza, że obrona Puszczy w porównaniu do wcześniejszych rywali Stalowców grała na dużo wyższym poziomie i zastawiając pułapki off-side'owe przerwała kilka dobrych akcji naszych piłkarzy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zbytnio zmianie. Niestety w szeregi Biało-niebieskich wraz z upływem minut wkradała się nerwowość, stąd też dużo zbyt silnych dośrodkowań czy podań do wybiegających zawodników, co niwelowało błędy nastawionych na grę z kontry zawodników z Niepołomic.

To co zmarnowaliśmy w początkowej fazie pierwszej połowy udało się wykorzystać w 82 minucie. Najpierw przy lini końcowej faulowany był Florian. Do piłki podszedł Klepczarek, który w iście profesorski sposób wrzucił piłke wprost na głowę Przybyszewskiego. Silne uderzenie głową pod poprzeczkę i w serca kibiców powróciła wiara, że nie wszystko w tym meczu jeszcze stracone. Zwłaszcza, że dwie minuty później za faul na M. Jędryasie czerwonym kartonikiem ukarany został Janik. Jeżeli dołożymy do tego skandaliczne zachowanie trenera gości, który wielokrotnie był upominany przez sędziego technicznego, to możemy śmiało powiedzieć, że sytuacja była w pewnym stopniu podobna do meczu z Jeziorakiem.

Niestety w końcówce meczu, Stalowcy chcieli pójść za ciosem i zainkasować komplet punktów, w efecie czego zbytnio odsłonili się. Na rezultat nie trzeba było czekać, bowiem w drugiej minucie doliczonego czasu gry w sytuacji sam na sam z Wietechą znalazł się Kałat. Tomek wybiegiem próbował jeszcze ratować sytuację, jednak zawodnik Puszczy nie pomylił się, a my straciliśmy bramkę dającą nam punkt, na który w przeciągu meczu z pewnością zasłużyliśmy.

REKLAMA
reklama