Stracone złudzenia

17 Października 2005, godzina 17:51, autor: Grzegorz Szalacha

Sen o awansie do II ligi w wykonaniu Stali Rzeszów coraz szybciej dobiega końca. Niestety nieszczęśliwego. Podopieczni Ryszarda Kuźmy po ra

Sen o awansie do II ligi w wykonaniu Stali Rzeszów coraz szybciej dobiega końca. Niestety nieszczęśliwego. Podopieczni Ryszarda Kuźmy po raz kolejny tracą punkty tam gdzie wszyscy spodziewaja się sukcesu. Czemu tak się dzieje? Na razie nikt nie potrafi udzielić sensownej odpowiedzi. Wydaje się, że mówienie o słabej odporności psychicznej nie ma racji bytu. Wszak rzeszowianie nie grają ani o awans do Ligi Mistrzów, ani nawet o trofea w naszej ekstraklasie. To tylko III liga i nie ma się co przed meczem denerwować. A skoro tracą punkt za punktem i nikt nie żąda ich głowy to jak widać nie ma też jakiejś przesadnej presji wyniku.
Ci którzy nie bali się zaryzykować i obstawić w zakładach bukmacherskich wygraną miejscowych mogą się czuć szczęsliwi. Za postawioną złotówkę płacono, aż 2,6 złotego. Jednak pierwsze minuty meczu nie zapowiadały nokautu Stali. Już pierwsza akcja mogła przynieść rzeszowianom gola. Strzał Karola Wójcika nogami obronił Bodziony, zaś lob w wykonaniu gracza Stali ofiarną interwencją Damasiewicz wybił na rzut rożny. Na nieszczęscie ataki Stali już w 12. min przełamał Mężyk. Plasowanym uderzeniem po ziemii pokonał Rafała Pomianka. Ale tuż przed końcem pierwszej połowy radość zapanowała wśród gości. Po zagraniu z rzutu rożnego przez Bogusława Sierżęgę, Bodziony zdołał co prawda ręką odbić piłkę, ale trafiła ona do Łukasza Kobosa, ten silnie uderzył w kierunku bramki, a stojący na 2 metrze Karol Wójcik skierował futbolówkę pod poprzeczkę. Niestety tuż po przerwie trójka miejscowych:Zachariasz - Basta - Damasiewicz szybko rozklepała defensywę rywala i ponownie Sandecja objęła prowadzenie. W 74. min Stal stanęła przed szansą wyrównania. Bodziony sfaulował Piotra Brożka i arbiter wskazał na "wapno". Jedenastkę wykonywał sam poszkodowany – niestety Bodziony w znakomitym stylu sparował strzał i marzenia o dobrym wyniku prysły jak mydlana bańka. Jeszcze w końcówce ataki sądeczan przyniosły dwa gole. W 84 min po zagraniu Grryźlaka do Mężyka, ten ostatn dograł piłkę do Mordarskiego, który odważnie wbiegł między obrońców Stali i pokonał Pomianka. Z kolei w 90. min wprowadzony na boisko 10 sekund wcześniej Kudryk głową wykorzystał zagranie Gryźlaka.

OPINIE TRENERÓW

Janusz Pawlik, trener Sandecji: - Wreszcie rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie zakończone wysoką wygraną. Zespół wykonał wszystkie przedmeczowe założenia. Idealnie trafiliśmy również ze zmianami. Dwóch wprowadzonych na boisko piłkarzy strzeliło bramki.

Ryszard Kuźma, trener Stali: - Z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę. Przełomowe okazało się niewykorzystanie rzutu karnego przez Brożka. To już trzecia w tym sezonie "jedenastka", której nie potrafimy zamienić na gola. Kloc i Sierżęga spudłowali wcześniej dlatego przyszła kolej na Brożka. Ale i on spisał się słabo.

kp

SANDECJA Nowy Sącz 4 STAL Rzeszów 1
1-0 Mężyk (12.)
1-1 Wójcik (40.)
2-1 Damasiewicz (48.)
3-1 Mordarski (83.)
4-1 Kudryk (90. - głową)

SANDECJA: Bodziony - Hajduk (76. Mordarski), Kandyfer, Rusin (46. Basta),

Damasiewicz (88. Pociecha), Gryźlak, Szczepański, Ciastoń, Zachariasz, Świerad, Mężyk (90. Kudryk)

STAL: Pomianek - Lebioda, Łuczyk, Popiela (76. Kędzior), Ogar, Wójcik (79. Szymański), Walat, Sierżęga, Zajdel (46. Kloc), Kobos (60. Brożek), Dragan.

Sędziował Marcin Roguski (Warszawa). Żółte kartki: Gryźlak, Świerad oraz Pomianek, Łuczyk, Popiela, Walat, Sierżęga i Kloc. Widzów 1,5 tys.
REKLAMA
reklama