"Spopielone" kolejne trzy punkty

15 Października 2006, godzina 10:51, autor:

Momentami ręce już opadają... O ile zrozumieć można jeszcze porażki z zespołami renomowanymi, okupującymi czołowe lokaty trzecioligowej tabel

Momentami ręce już opadają... O ile zrozumieć można jeszcze porażki z zespołami renomowanymi, okupującymi czołowe lokaty trzecioligowej tabeli, o tyle przegrana z prezentującą czwartoligowy poziom Wierną z podkieleckiej wsi jest kompromitacją na całej linii. I naprawdę ciężko jest ją w ogóle próbować usprawiedliwiać, żeby nie narazić się na śmieszność. Fakt faktem - gra, w porównaniu z niektórymi poprzednimi "popisami" Stalowców, nie wyglądała może katastrofalnie, ale katastrofalny jest wynik i błędy popełniane przede wszystkim przez jednego z rzeszowskich obrońców. Dlatego też tytuł przypadkowym nie jest.
Nie ma sensu zbytnio rozwodzić się nad przebiegiem wczorajszej potyczki z małogoszczanami. Każdy mógł dołączyć do tej garstki zawsze wiernych kibiców, przychodzących na stadion bez względu na wyniki ukochanej drużyny, i jego przebieg ujrzeć na własne oczy. Zastanawia jednak, dlaczego gospodarze zgodnie ze wskazówkami trenera Brzezińskiego nie starali się już od pierwszych minut narzucić swojego stylu gry. Pozwolili sobie natomiast już w 9. minucie wbić bramkę. Dopiero ona podziałała mobilizująco na biało-niebieskich. Stworzone okazje nie zostały jednak wykorzystane. A to, jak powiadał klasyk, lubi się mścić. Już w niecałe pół godziny od pierwszego gwizdka było 0-2. Rzeszowianie na całe szczęście się nie podłamali i konsekwentnie dążyli do odwrócenia losów pojedynku.

Kontaktowe trafienie tuż przed przerwą zaliczył, dzięki celnemu uderzeniu głową, Wojciech Fabianowski. Gdy dał on 10 minut po przerwie wyrównanie, wydawało się, że wszystko wraca do należytego porządku, a zadanie ostatecznego ciosu jest tylko kwestią czasu. Niestety impet Stalowców jakby przygasł i kolejnych szans było już niezbyt wiele. A te, które się nadarzały wyjaśniał świetnymi interwencjami strzegący małogoszczańskiej bramki Wróblewski. Wszyscy zdążyli pogodzić się już ze stratą dwóch punktów, gdy za sprawą kolejnego już w ostatnim czasie szkolnego błędu Daniela Popieli w doliczonym czasie okazało się, że Wierna zgarnie jednak pełną pulę.

Solidna porcja gwizdów kierowanych po meczu pod jego adresem była jak najbardziej zasłużona. To nie pierwszy taki "wybryk" popularnego "Peli". Wystarczy w tym miejscu wspomnieć chociażby ubiegłotygodniowe spotkanie w Dębicy, mecz w Lublinie, czy zeszłoroczne potyczki z Buskiem i Stalową Wolą. Nie chodzi tu jednak tylko o błędy, które przydarzyć mogą się każdemu. Ktoś powie, że podobne plamy notował już parokrotnie Krzysztof Majda, który fatalnie interweniował wczoraj przy stracie drugiej bramki. Różnica pomiędzy tą dwójką jest jednak wyraźna. Majda wielokrotnie potrafił uratować zespół przed utratą gola, naprawiał błędy partnerów, wreszcie wnosi wiele spokoju i pewności w poczynania defensywy oraz często inicjuje ataki. Popiela jest natomiast niepewny przy każdej interwencji, nie potrafi wnieść nic pozytywnego w poczynania ofensywne, nie potrafi wykorzystać swojego słusznego wzrostu przy stałych fragmentach gry i zawodzi w najistotniejszych momentach. Kibice doszukują się tutaj drugiego dna. Apelowałbym jednak o powściągliwośc w wyrażaniu niektórych niepopartych żadnymi dowodami sądów. Dyskusji nie podlega jednak to, że za występy w Stali trzeba mu już podziękować. Kredyt zaufania został całkowicie wyczerpany, a czara goryczy przelała się do ostatniej kropli...

Nie jest to jednak jedyny zawodnik, który musi sobie zadać fundamentalne pytanie - czy nie nadszedł już czas zmienić otoczenie i przestać szkodzić Stali. Czas podsumowań przyjdzie już za dwa tygodnie i wtedy każdy powinien zostać rozliczony. Najwyższa pora, by powtórzyć casus lubelski i przeprowadzić kadrową czystkę. Ziarna należy oddzielić od plew. Jeśli kierownictwu piłkarskiej sekcji rzeczywiście zależy na jej dobru -  nie mogą już dłużej z podjęciem radykalnych kroków zwlekać. Trener Brzeziński powinien dostać wolną rękę w kwestiach sportowych i rozpocząć terapię, której skutkiem będzie diametralna odmiana oblicza zespołu w rundzie wiosennej.

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama