Sędzia w roli głównej

14 Maja 2007, godzina 13:58, autor:

Piłkarze Stali Rzeszów niespodziewanie zremisowali na własnym boisku z Hetmanem Zamość. Stalowcy od początku dążyli do jak najszybszego

Piłkarze Stali Rzeszów niespodziewanie zremisowali na własnym boisku z Hetmanem Zamość. Stalowcy od początku dążyli do jak najszybszego zdobycia bramki. W 12 minucie Krzysztof Majda trafia w słupek, piłka wychodzi w pole jednak nikt nie potrafi jej dobić. Kilka minut później ponownie w roli głównej występuje lewy obrońca Stali minimalnie chybiając po podaniu Pawła Kloca. Od tego momentu walka toczyła się w środkowej strefie boiska, a coraz częściej pod pole karne rzeszowian zapędzał się Hetman.
W 29 minucie Łukasz Giza strzela nad poprzeczką. Kiedy już wszyscy czekali na gwizdek kończący pierwszą połowę zamościanie przeprowadzili kontrę. Piłkę wyprowadził Maciej Pastuszka, przebiegł kilkadziesiąt metrów, podał do Nakoulmy, który sprytnym lobem pokonał Krzysztofa Petrykowskiego. Niektórzy reklamowali, że Lebioda był faulowany, jednak sędzia wskazał na środek boiska.

To właśnie arbiter z Warszawy pan Marek Karkut (pochodzący ze Stalowej Woli, były piłkarz tamtejszej Stali) został "bohaterem" spotkania. W 54 minucie na stadionie rozległy się ogromne brawa, ponieważ Majda umieścił piłkę w bramce strzeżonej przez Marka Baranowskiego. Chwilę później sędzia asystent uniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego, przeciwko czemu zaprotestował Majda za co natychmiast został ukarany żółtym kartonikiem. A ponieważ 2 minuty wcześniej otrzymał "żółtko" za zagranie ręką musiał opuścić boisko. Warto zaznaczyć, że zapis wideo potwierdził, iż gol został zdobyty w prawidłowy sposób.

Jednak sędziowie decyzji nie zmienili i Stal musiała grać w osłabieniu. Paradoksalnie od tego momentu rzeszowianie "wzięli się" poważnie za grę. Ostatnie pół godziny meczu atakowali, jednak bez rezultatu. Hetman ewidentnie nastawił się na kontry, które mogły rozstrzygnąć mecz. Okazje zmarnowali Pastuszka oraz Giza. Do usilnie próbujących zdobyć bramkę rzeszowian w 92 minucie uśmiechnęło sie szczęście. W zamieszaniu w polu karnym Mateusz Kędzior zostaje kopnięty, a sędzia wskazuje "jedenastkę". Egzekutorem został Łukasz Szczoczarz. Po zdobyciu gola przez Stal atmosfera mocno się podgrzała. Nieustanne dyskusje zawodników Hetmana spowodowały, że arbiter najzwyczajniej w świecie przestraszył się i postanowił zakończyć mecz po 2, a nie po 4 minutach doliczonego czasu gry.

Słowa, które padły w szatni z ust działaczy Hetmana nie nadają się do publikacji, a najbardziej delikatne to "złodziejstwo, skandal, rozbój w biały dzień". Jeden z zawodników Hetmana swoją złość postanowił wyładować na drzwiach w budynku klubowym. Straciliśmy 2 punkty, czy zyskaliśmy 1? Pozostałe zespoły jakby się uparły i cały czas grają "pod nas". Czy w końcu uda się wykorzystać szansę i zdobyć drugie miejsce? Oby. Nie przekreślajmy jednak rzeszowian. Niech udowodnią, że myśl o awansie nie napawa ich grozą. Niech udowodnią to w kolejnym meczu (bez udziału publiczności) z Hutnikiem w Krakowie.

(SBT)

REKLAMA
reklama