Rzeszowska zagadka

3 Kwietnia 2006, godzina 15:17, autor: Grzegorz Szalacha

Inauguracja rundy wiosennej, delikatnie mówiąc, nie wyszła naszym ekipom. Grzegorz Opaliński, opisując "wyczyny” swej drużyny w

Inauguracja rundy wiosennej, delikatnie mówiąc, nie wyszła naszym ekipom. Grzegorz Opaliński, opisując "wyczyny” swej drużyny w derbach z sanoczanami użył słowa zagadka. Rzeszowski szkoleniowiec musi ja czym prędzej rozwiązać, bo inaczej marzenia o awansie będzie można szybko między bajki włożyć. Ekipa z Sanoka była bliska sprawienia sensacji, ale zapomniała, że patent na nią ma Wojciech Fabianowski.
STAL RZESZÓW - STAL-HERB SANOK 1-1 (0-0)
0-1 Tabisz (82, głową, po centrze Węgrzyna), 1-1 Fabianowski (87, z półwoleja, po zbyt krótkim piąstkowaniu Pietrzkiewicza)

STAL Rz: Wierzgacz 4 - Lebioda 5 Łuczyk 6, Popiela 0, Walat 5 - Szymański 4 (65. Radawiec), Wtorek 6, Zajdel 4 (71. Banaszkiewicz), Wójcik 6, Ogar 4 - Fabianowski 6.
STAL S.: Pietrzkiewicz 4 - Łukacz 5, Łuczka 5, Gawłowicz 6, Jęczkowski 5 - Kosiba 5, Sumara 5, Węgrzyn 6 (88. Pawiak), D. Niemczyk 7 - Badowicz 4 (69. Tabisz), Nikody 5 (63. Pańko).
SĘDZIOWAŁ: Piotr Kołodziejski (Katowice). ŻÓŁTE KARTKI: Wtorek, Radawiec - Łuczka, Niemczyk, Łukacz. CZĘROWNA KARTKA: Popiela (71, faul na wychodzącym na czystą pozycję Niemczyku). WIDZÓW: 1500.
Lepszej przedmeczowej zachęty do walki, niż informacja o wyniku ze Stalowej Woli gracze z Rzeszowa dostać nie mogli. Jednak kiedy pan w czerni gwizdnął po raz ostatni, nastroje były marne po obu stronach. Sanoczanie pluli sobie w brody, bo wypuścili z rąk 3 punkty. Gospodarze byli bardziej przybici - remis w kontekście pogoni za czołówką tabeli, jest porażką. Nastroje w rzeszowskim obozie dodatkowo popsuł fakt miernej boiskowej formy - niezły początek I połowy, dobre 10 minut po zmianie stron połowy, trochę desperacji w końcówce to wszystko, co pokazała Stal.
Sanoczanie, którzy przyjechali na Hetmańską bez trenera Ryszarda Federkiewicza (odbywał kurs menedżera piłkarskiego) plan mieli prosty - postawili dwie linie obronne na swej połowie. Jeśli przechwytywali piłkę, posyłali ją do chasających w przodzie Nikodego i Badowicza. Mecz rozpoczął się od naporu rzeszowian, którzy jednak przez 45 minut ani razu nie zmusili Pietrzkiewicza do wysiłku. Goście blisko szczęścia byli w 25. min, gdy Niemczyk wykonał rajd przez pół boiska zakończony podaniem do Nikodego. Pewnie byłby gol, gdyby Wtorek w ostatniej chwili wślizgiem nie "zdjął” rywalowi piłki z nogi. Kilka minut po przerwie to zdecydowany atak miejscowych i ich nieskuteczność; najpierw z kąta chybił Zajdel, po minucie w słupek wycelował Wójcik. Za moment oko w oko z golkiperem sanoczan stanął Zajdel. Uderzył w trudnej sytuacji z półwoleja i piłka poleciała nad poprzeczką. Goście z czasem przesunęli ciężar gry do środka, a gdy w 71. minucie z boiska "spadł” Popiela, zaczęli szukać szansy na pełną pulę. Gol padł niespodziewanie - piłka po centrze Węgrzyna szybowała długo, ale Wierzgacz za późno do niej wyszedł, stąd wystarczyło, że zamykający akcję Tabisz dołożył tylko głowę. Wściekli rzeszowianie ruszyli do ataku. Gol był częściowo zasługą Łuczyka, który utrudnił Pietrzkiewiczowi piąstkowanie. Do piłki na 16 metrze dopadł Fabianowski. Jesienią napastnik ten strzelił w Sanoku dwa gole, teraz też nie zawiódł - przyjął futbolówkę na pierś, po czym mierzonym strzałem posłał ją obok słupka. Goście mieli pretensję do rywali, bo kiedy tracili gola na murawie od dłuższego czasu leżał Węgrzyn (kontuzja mięśnia dwugłowego). Rzeszowianie okazji już nie stworzyli i choć uratowali się przed losem imienniczki ze Stalowej Woli, byli po meczu w podłych nastrojach. Okazja do ich poprawy nadejdzie już pojutrze w meczu z Wierną Małogoszcz.
REKLAMA
reklama