Przegrana na własne życzenie

18 Kwietnia 2007, godzina 19:20, autor:

Niedzielne popołudnie uraczyło kibiców zarówno gości jak i gospodarzy wspaniałymi promieniami słońca. Piłkarze Stali Rzeszó

Niedzielne popołudnie uraczyło kibiców zarówno gości jak i gospodarzy wspaniałymi promieniami słońca. Piłkarze Stali Rzeszów przyjeżdzając na stadion od razu docenili bardzo dobrą infrastrukturę radzynian. Dwa doskonałej jakości boiska treningowe, zaplecze odnowy biologicznej, której nie powstydziłby się niejeden klub z wyższej ligi. Punktualnie o 16 sędzia Mariusz Stolarz z Brzeska rozpoczął spotkanie. Od pierwszej minuty rzeszowianie starali się narzucić swój styl gry, co im się dosyć szybko udało. Składne, rozgrywane w dobrym tempie akcje siały zamęt w szeregach Orląt. Jedyne zagrożenie bramki biało-niebieskich miało miejsce po nieporozumieniu Krzysztofa Petrykowskiego i Mateusza Rzucidły. Wraz z upływającym czasem przewaga Stalowców rosła. Jednak do przerwy nikomu nie udało się zdobyć bramki. Jednak "co sie odwlecze...". 8 minut po rozpoczęciu drugiej połowy wspaniałym czterdziestometrowym podaniem popisał się Wojciech Reiman. Piłkę otrzymał Krzysztof Majda, który zwodem zwiódł obrońcę i dośrodkował wprost na nogę Łukasza Szczoczarza, któremu nie pozostało nic jak tylko dopełnić formalności.

Od tego momentu przewaga rzeszowian rosła. Kibice z Rzeszowa czekali na kolejny cios, po którym Orlęta na pewno by się nie podniosły. Próbowali go zadać dwukrotnie Łukasz Kobos (wprowadzony za Szczoczarza), Reiman, Krystian Lebioda. Jednak kolejnych goli nie udało się zdobyć. W końcu nadeszła 79. minuta. Niegroźna akcja radzynian - dośrodkowanie z rzutu wolnego ze środka boiska, do główki skacze tylko Jarosław Pacholarz, rzeszowianie stoją jak zaklęci, piłka wpada tuz obok lewego słupka. Szał radości na trybunach.

Jednak 2 minuty później radzynianie tracą zawodnika - po brutalnym faulu z boiska zostaje usunięty Krzysztof Kępa. Jednak to nie załamało Orląt. Radzynianie bronili wyniku bardzo zaciekle. Nie wychodzili z własnej połowy, aż tu w 85. minucie nadarzyła się okazja do kontry. Wychodząc dwóch na jednego Pacholarz trafia ... w rzeszowskiego obrońce, jednak piłka odbija się tak nieszczęśliwie, że trafia do pomocnika radzynian, który ładnym podaniem obsłużył Pacholarza i na tablicy świetlnej zapala sie wynik 2:1. W rzeszowskim obozie panuje atmosfera tragedii. "Jak można przegrać wygrany mecz?" krzyczy trener Piotr Brzeziński.

Po raz kolejny Stalowcy udowadniają, że potencjałowo nie ma mocniejszej drużyny w III lidze, ale co z tego?. Proste błędy, brak koncentracji doprowadzają do smutnego końca. Postawa Orląt była daleko od spodziewanej - żadnych fajerwerków, brak pomysłowości - ale skuteczność. To jest bolączka Stali. Czy wreszcie się przełamią na dobre? Okazja już w sobotę przy ulicy Hetmańskiej w pojedynku z Kolejarzem Stróże. Czekamy na zwycięstwo.

(Hektor)

REKLAMA
reklama