Proszę mnie nie skreślać!

21 Września 2006, godzina 15:29, autor:

Rozmowa z Pawłem Klocem, wieloletnim kapitanem i "przywódcą" Stali Rzeszów. - Swój występ w meczu z Hetmanem okup

Rozmowa z Pawłem Klocem, wieloletnim kapitanem i "przywódcą" Stali Rzeszów.

- Swój występ w meczu z Hetmanem okupił Pan urazem. Czy to coś poważnego? Czy zdąży się Pan wykurować do soboty?
- Na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć, co będzie do soboty. Boli mnie kostka, okładam ją lodem, na szczęście nie ma zbyt wielkiej opuchlizny. Dlatego mam nadzieję, że do najbliższego meczu wszystko będzie w porządku.
- A jak ocenia Pan grę drużyny w Zamościu?

- Myślę, że powoli drużyna "łapie" jakiś odpowiedni rytm. Od początku rozgrywek graliśmy słabo, nadal nie wygląda to jeszcze tak, jakbyśmy chcieli, ale przełomowym momentem było to wymęczone, bo wymęczone, ale zwycięstwo z Okocimskim. W Zamościu było widać, że lepiej wyglądała gra ofensywna, stwarzaliśmy sobie sytuacje, strzeliliśmy trzy bramki. Uważam, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Także dzisiejszy występ można ocenić tak na czwórkę.

- Dziewięć kolejek za nami, dorobek punktowy nie jest zbyt imponujący. Czy można się spodziewać, że jeszcze tej jesieni uda się podgonić czołówkę i wiosną walczyć o coś więcej?
- Zdajemy sobie sprawę z tego, że 14 punktów to nie jest jakiś olśniewający wynik. Najgorsze jest to, że odrobienie tych strat nie zależy już tylko od nas. Nawet wygrywając wszystkie mecze musimy liczyć na potknięcia rywali. Ale po cichutku wierzymy, że dzięki tym dwóm ostatnim zwycięstwom z rzędu złapiemy odpowiedzni rytm i wywalczymy jeszcze kilkanaście punktów jesienią, a drużyny z czuba tabeli, grając między sobą, coś potracą. Może nie zdążymy już w tej rundzie dogonić lidera, ale oby ta strata nie była zbyt duża. Postaramy się odrobić najwięcej ile będzie można, przepracować sumiennie, spokojnie zimę i wystartować na wiosnę z jak najlepszej pozycji. Wtedy nie pozostanie nic innego jak tylko grać. Nie będę mówił o co, bo wszyscy bębnią o tej drugiej lidze, a to przynosi tylko odwrotny skutek.

- Czyli presja cały czas jest odczuwalna i paraliżuje piłkarzy?
- Jest odczuwalna. Bo jak drużyna wpadnie w dołek (tak jak ostatnio), to ciężko jest się z niego wygrzebać. Mam nadzieję, że dwa ostatnie zwycięstwa są dobrym prognostykiem na przyszłość i pomogą nam wyjść na prostą.

- Ze względu na nienajlepsze wyniki na trybunach zasiada coraz mniej kibiców. Czy nie jest trochę przykro grać dla tak niewielkiej garstki fanów?
- Wiadomo, że lepiej się gra, gdy na mecze przychodzi dużo ludzi, gdy jest doping, tak jak chociażby w poprzednich sezonach. Wtedy światła przyciągały kibiców, może nasza gra wyglądała inaczej... Ale jeszcze raz podkreślam w tym roku zespół był "klejony na prędce", mieliśmy zamieszanie z trenerem. Nazwiska są, w tej drużynie tkwi potężna siła. Nie zgraliśmy się odpowiednio przed startem rozgrywek, dlatego musimu robić to dopiero teraz. Myślę, że to nie jest to, co ma być. Takie naprawdę dobre wyniki przyjdą po przepracowaniu w tym składzie personalnym zimy. Dlatego proszę wszystkich o zrozumienie.

- A czy zauważył Pan protest kibiców na ostatnim meczu w Rzeszowie? Chodzi mi szczególnie o stwierdzenie "Piłkarze bez ambicji". Czy mógłby się Pan do tego jakoś ustosunkować?
- Coś tam widziałem. Co by nie napisali, na pewno trochę racji mają. Może tak to wygląda, że nie walczymy. Może rzeczywiście kierowane do nas pretensje są zasadne. Może i przeszliśmy obok meczu. Ale naprawdę to nie jest tak, że człowiek wychodzi na boisko i nie chce wygrać. I tak jak wspominałem - jeśli w drużynie coś w pewnym momencie się zatnie, to nie jest łatwo się odblokować. Wychodzi z drużyny taka niemoc i nie wiadomo, co na to poradzić. Dlatego pośwęcaliśmy w szatni wiele czasu na rozmowy, żeby dociec, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Między sobą podkreślamy, że boisko to nieustanna walka, bieganie, zapiep...nie,  jednak gdy już na nie wybiegniemy to bywa różnie.

- W takim razie Pan jako kapitan i "przywódca" może powiedzieć, że w zespole jest taka prawdziwa chęć i determinacja, żeby wybić się ponad trzecioligową przeciętność i znaleźć się na zapleczu Orange Ekstraklasy?
- Na pewno chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik. Przyszli do nas piłkarze z pierwszoligową przeszłością, ja na przykład też przecież grałem w pierwszej lidze. Mamy znakomitego snajpera Wojtka Fabianowskiego, choć on też jakby się zaciął, nie układała mu się gra tak, jak całemu zespołowi. Tak więc jeszcze raz podkreślę, na pewno wola, aby osiągnąć jak najlepszy wynik jest. Ja też mam już swoje lata, więc kiedy jak nie teraz? W końcu ile ja jeszcze mogę pograć na takim poziomie jak chociażby ten trzecioligowy? Rok, dwa, może trzy... Zobaczymy na ile zdrowie pozwoli. Jak do tej pory na szczęście pozwala. Nie mam problemów z grą przez całe 90 minut. Obiecuję, że z każdym meczem ta determinacja będzie coraz bardziej widoczna i w sobotnim meczu z Hutnikiem pokażemy to.

- A jeśli chodzi o Pana indywidualne występy. Gra Pan nieco mniej efektownie i efektywnie niż w poprzednich latach, strzela mniej bramek... Pojawiają się stwierdzenia, że jest Pan "cieniem samego siebie". Czy jest to wynik jakiejś słabszej dyspozycji w tym sezonie, czy może koledzy z drużyny niespecjalnie pomagają Panu w grze..?
- To nie jest tak. Po prostu cały zespół gra słabo i ciężko komukolwiek wtedy wybić się ponad przeciętność. Zdaję sobie sprawę z tego, że najwięcej win będzie przypisywane mojej osobie, a nie młodym chłopakom, bo ja jestem doświadczony, grałem w pierwszej lidze w Hutniku czy w Mielcu. Zawsze pierwsze zastrzeżenia będą kierowane do mnie. Czy jestem "cieniem siebie"? Nie ukrywam, że zespół gra słabo i ja gram słabo. Czasem są jednak także przebłyski. Natomiast co do mniejszej liczby strzelanych przeze mnie bramek to jest to wynik mojego ustawienia na boisku, jako defensywnego pomocnika. Pamiętajmy jednak, że 5-6 asyst przy strzelonych przez nas bramkach jest mojego autorstwa. A na to też należy zwracać uwagę. Ogólnie rzecz ujmując ciężko jest mi się wybić, gdy drużyna gra kiepsko. Można powiedzieć, że dostosowuję się wtedy do pozostałych. Na pewno chcę jak najlepiej, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Dlatego proszę, żeby mnie nie skreślać, bo jest na to jeszcze za wcześnie.

- Czyli mimo upływających lat czuje się Pan na siłach, żeby być niekwestionowanym liderem Stali?
- Może nie tyle niekwestionowanym liderem, ale czuję się na siłach, żeby spokojnie sobie grać w trzeciej lidze.

- W drugiej także?
- Też spokojnie dałbym radę. Patrząc na poziom drugiej ligi, biorąc pod uwagę, że jest tam większa kultura gry, więcej miejsca na boisku, nie ma takiej "wybijanki", walki, myślę że nie byłoby problemu. W trzeciej lidze liczy się walka przez 90 minut. Każdy z każdym może wygrać i przegrać. Punkty trzeba wybiegać. Tu liczy się walka, determinacja, zaangażowanie. Czasem na trzeci front przychodzi zawodnik z ekstraklasy i sobie nie radzi. Także powiem, że chyba nawet łatwiej gra się w drugiej lidze.

- Czy Pan jako kapitan, drugi trener, nauczyciel dla wielu kolegów z zespołu, widzi w nim kogoś, kto mógłby wypłynąć na głębsze wody i osiągnąć w piłce na przykład tyle co Pan?
- Jest grupa chłopaków, którzy mogą grać na wysokim poziomie. Część z nich zresztą już kiedyś grała nawet w pierwszej lidze tak jak Szczotka (Łukasz Szczoczarz - przyp. stal_rzeszów). Jest Damian Wolański, który może sobie z powodzeniem poradzić w wyższej klasie rozgrywkowej. Jest Kacper Tatara... Natomiast reszta naszej młodzieży musi się jeszcze trochę uczyć. Droga przed nimi otwarta, ale muszą się przykładać do treningów, wykazywać zaangażowaniem w meczach. Tym dzisiaj można dużo w piłce osiągnąć. Sama technika i przegląd pola teraz nie wystarczają. A poza tym zawsze szczęście się przydaje. Czasem przeciętny piłkarz trafi na dobrego menadżera i gra w renomowanym klubie, a zdolny i obiecujący bez pomocy kończy w trzeciej lidze.

- Sam Pan powiedział, że w piłkę nie da się grać wiecznie. Widzi Pan kogoś kto mógłby przejąć po Panu pałeczkę i godnie Pana zastąpić na pozycji rozgrywającego i lidera drużyny?
- Ciężko jest mi powiedzieć, bo nikogo takiego na pozycję nie widać. Może ewentualnie Wojtek Reiman, jeśli osiągnie pewne doświadczenie i przestanie borykać się z kontuzjami. Odporność na kontuzje to także ważna cecha zawodnika. Pamiętajmy też o Karolu Wójciku. A może "wyskoczy" jeszcze jakaś młodzież? Oby! Co prawda nie obserwuję występów juniorów, ale z tego co słyszę jest tam paru dobrze zapowiadających się młodych zawodników.

- Był niedawno w kadrze jeszcze jeden taki zawodnik... Daniel Radawiec, wypożyczony teraz do Przemyśla. Czy nie warto było jednak go zostawić, by jeszcze przyuczył się przy Pana boku i niedługo przejął Pana obowiązki? Tym bardziej, że smykałkę do piłki z pewnością ma...
- Na pewno Daniel umie grać w piłkę. Nie wiem natomiast jakie były kulisy jego odejścia do Przemyśla. O to trzeba zapytać samego Daniela lub prezesa.

- Z tego co mówił i co można było bez problemu zaobserwować miał problemy z aklimatyzacją w zespole. Czy nie warto było w tych ciężkich dla niego chwilach wesprzeć go i wyciągnąć pomocną dłoń?
- Ja powiem tak - jak przyszedł tutaj, był ustawiany na zupełnie innej pozycji niż wcześniej. Grał na lewej pomocy, natomiast na środku rozgrywał jedynie epizody. Nie mógł może pokazać pełni swoich umiejętności. Może trzeba było zostawić go i dać mu szansę. Ciężko mi jednak odpowiadać za jego decyzję, nie wiem jak doszło do rozstania się z nim.

- Jak podoba się Panu polityka transferowa prowadzona w Stali od kilku lat? Chodzi mi o pozbywanie się własnych wychowanków, którzy muszą grać po okolicznych klubach.
- Powiem w ten sposób - jeżeli drużyna chce grać o awans, tak jak teraz, czy w zeszłych latach, to muszą być zawodnicy z zewnątrz, nie można grać tylko swoimi wychowankami. Ciężko jest mi to oceniać. Czasem jak mam czas to jadę na przykład na mecz Izolatora i obserwuję postępy naszych wychowanków. Gra tam chociażby Jakub Dragan, który będąc u nas nie strzelił żadnej bramki, poszedł do Tyczyna trafił raz. Dopiero teraz się przełamał, rozegrał i prezentuje się lepiej. Tak więc może to jest dobry pomysł, żeby młodych chłopaków wypożyczać na rok, dwa, umożliwić im ogrywanie się i wtedy sprowadzać ich z powrotem do Stali. Ale gdyby teraz Jakub wrócił to też grywałby tylko "ogony" po 5, 10 minut... Tam przynajmniej gra całe mecze. Jakub to tylko przykład, bo jest takich piłkarzy kilku. A w tym roku z juniorów też nie było kogo zostawić w Rzeszowie. Szkoda, bo co roku mamy problem z młodzieżowcami w składzie. Trzeba ściągać ogranych z zewnątrz. A często taki transfer kończy się niewypałem.

- Jest prosta recepta na "obejście" tego przepisu - wystarczy awansować do drugiej ligi...
- No właśnie i wtedy by nie było problemu. Chociaż moim zdaniem ten pomysł z młodzieżowcem, jeśli rzeczywiście ma obowiązywać to powinien obowiązywać od pierwszej ligi. A jak nie, to ten wymóg należałoby znieść. Kiedyś tego przepisu nie było, a przykładowo Łukasz Szczoczarz i tak w wieku 16-17 lat debiutował w trzeciej lidze. Jeśli ktoś jest dobry to i tak będzie grał niezależnie od wieku. Fabregas z Arsenalu ma 18 lat, a gra na poziomie Ligi Mistrzów. A ten punkt to jest tylko robienie miejsca na siłe w jedenastce. Poza tym ciężko jest znaleźć 5-6 młodzieżowców o porównywalnym poziomie, których trzeba mieć w kadrze. Zwykle jest 2-3 dobrych, a reszta tylko na wypadek kontuzji.

- Teraz pytanie z "innej beczki". Jak układa się współpraca z trenerem Brzezińskim? W końcu to pierwszy od ładnych paru lat szkoleniowiec spoza Rzeszowa.
- Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do współpracy z trenerem Brzezińskim. Drużyna ma do niego pełne zaufanie. On do nas tak samo. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy z nim. Niektórzy psioczyli, zwalniali już trenera, a my w ogóle nie braliśmy takiej ewentualności pod uwagę. Mam nadzieję, że dalej będzie nam się układało tak, jak do tej pory.

- Na koniec chciałbym zapytać czy czyta Pan czasem forum kibiców Stali?
- Niestety nie mam internetu w domu. Czasem pokątnie uda mi się zajrzeć. Czasem ktoś mi przekaże, co ciekawego kibice piszą. Internetu jeszcze nie założyłem ze względu na moje dzieciaki. Są to jeszcze za młode chłopaki moim zdaniem. A poza tym nie ma czasu. Żona pracuje, ja też na trening nieraz muszę pojechać, często nie ma nas w domu...

- Pytam dlatego, że jak Pan wie, nie wszystkie wpisy na Pana temat są specjalnie pochlebne. Może chciałby się Pan w jakiś sposób do tej kwestii ustosunkować?
- Forum jest po to, żeby pisał każdy to, co sobie myśli. Dzisiaj jest wolność słowa, każdy może pisać co chce. Ja nie mam do nikogo pretensji. Ale podejrzewam, że ci, którzy piszą te "najostrzejsze rzeczy", są to ludzie, którzy mnie nie znają, nigdy ze mną nie rozmawiali, nie wiedzą jakim jestem człowiekiem. Zdaję sobie sprawę, że krytyka mojej postawy na boisku jest uzasadniona, nie jestem bowiem jeszcze w optymalnej formie, takiej jaką miałem kiedyś. Ale na pewno daję z siebie wszystko co mogę. Będę mógł więcej to dam jeszcze więcej. Proszę tylko, żeby być powściągliwym w wyrażaniu niektórych opinii. Nie tylko na mój temat, ale także niektórych kolegów z zespołu, gdyż to z pewnością nie pomaga w grze. Niektórzy biorą sobie te wpisy do serca i potem odbija się to w postawie na boisku. Chłopak popełni jeden błąd i blokuje się na dalszą część meczu, gdyż cały czas myśli: "co tam o mnie w tym internecie napiszą?". Jeżeli ktoś ma coś takiego na mój temat do powiedzenia, zapraszam na rozmowę w cztery oczy, możemy nawet zorganizować odpowiednie spotkanie z większą grupą kibiców. Odpowiem na każde zadane mi pytanie. Przed monitorem każdy jest odważny i może napisać co tylko chce, a ja nawet nie wiem kto to jest. Może kibic Resovii, a wśród nich nie jestem darzony zbyt wielką sympatią... Dlatego powtarzam jeszcze raz. Jeśli ktoś ma do mnie o coś pretensje - zapraszam na rozmowę lub większe spotkanie.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.
- Dziękuję.

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama