Prasa o Stali: relacja z meczu

28 Marca 2010, godzina 20:46, autor:

Zapraszamy do lektury artykułu na temat dzisiejszego meczu naszych piłkarzy z Sokołem Aleksandrów Łódzki, który ukazał się

Zapraszamy do lektury artykułu na temat dzisiejszego meczu naszych piłkarzy z Sokołem Aleksandrów Łódzki, który ukazał się w serwisie sportowetempo.pl.


Stal urwała się ze stryczka

28 marca 2010 - sportowtempo.pl

Drugoligowa Stal Sandeco Rzeszów może nie zachwyciła dzisiaj w meczu z Sokołem Aleksandrów Łódzki, ale sięgnęła po niemal bezcenne trzy punkty. Wygraną rzeszowianom zapewnił osiemnastoletni Damian Szala.

Stal musiała ten mecz wygrać i celu dopięła. Nie przyszło to jednak łatwo, a wręcz zwycięstwo to rodziło się w bólach. Pierwsi groźniej zaatakowali rzeszowianie, ale w 9 minucie Janusz Iwanicki spudłował z 5 metrów. To się zemściło chwilę później. Tak na dobrą sprawę goście pierwszy raz podeszli pod pole karne gospodarzy, ale to wystarczyło. Mający za sobą grę m.in. w Wiśle Kraków i Widzewie Łódź Kelechi Iheanacho stał tam gdzie powinien i z bliska wepchnął futbolówkę do bramki. Taki wynik to było marzenie dla Sokoła, który jeszcze mocniej się cofnął i tylko z rzadka atakował. Inicjatywę posiadali więc miejscowi, ale nie wiele z tego wynikało. Wyrównać mógł jednak tuż przed przerwą Ireneusz Gryboś, ale w ostatniej chwili piłkę "zdjął" mu z głowy Arkadiusz Sima. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Cały czas to Stal atakowała, ale jej akcjom brakowało błysku oraz dokładności. Wszystko wskazywało więc na to, że jutrzejszy dzień przy ulicy Hetmańskiej nie będzie należał do najspokojniejszych. W ostatnim kwadransie zaczęły się jednak prawdziwe emocje. W 75 minucie bramkarza gości uprzedził Damian Wolański, który w trudnej sytuacji zachował się jak rasowy snajper i wyrównał. Sędzia tego meczu pierwotnie gola nie uznał odgwizdując faul napastnika rzeszowian, ale po konsultacji z arbitrem liniowym zmienił decyzję i wskazał na środek. Sytuacja ta dodała skrzydeł gospodarzom i na bramkę Sokoła sunął atak za atakiem. Pierwsze skrzypce grał wprowadzony na boisko w 63 minucie Wojciech Krauze. Właśnie jego centrę ładną "główką" wykończył Damian Szala i "stalowcy" wyszli na prowadzenie. Do końca trwało nerwowe odliczanie czasu, ale gdy Robert Hasselbusch gwizdnął po raz ostatni wszystkim spadł z serc bardzo ciężki kamień.

REKLAMA
reklama