Prasa o Stali: relacja z meczu ze Zniczem

1 Sierpnia 2010, godzina 11:04, autor:

Zapraszamy do lektury relacji z wczorajszego spotkania Stali Sandeco Rzeszów ze Zniczem Pruszków.     Stal Sandeco Rzesz&oac

Zapraszamy do lektury relacji z wczorajszego spotkania Stali Sandeco Rzeszów ze Zniczem Pruszków.
 
 

Stal Sandeco Rzeszów przegrała ze Zniczem Pruszków
31 lipca 2010 - GC Nowiny

Nie udała się Stali Sandeco inauguracja sezonu. Znicz Pruszków, spadkowicz z I ligi okazał się zespołem dojrzalszym i wygrał na Hetmańskiej dość pewnie 3-1.

Nim zdążyli wejść w mecz, stalowcy już przegrywali. Sprawił to Bartosz Osoliński, - piłka po jego silnym i precyzyjnym uderzeniu z okolica narożnika pola karnego zatrzepotała w siatce w pobliżu okienka przy długim słupku.

Grający twardo, nieco bardziej dynamiczni goście poszli za ciosem, w czym pomógł trochę sędzia. Po wślizgu Konrada Husa niesłusznie przyznał pruszkowianom rzut rożny; piłka wpadła w tłok na 5 metrze, skoczyło do niej kilku graczy, a najwięcej szczęścia miał Paweł Tomczyk, który wcisnął "skórę” do siatki.

W 23. minucie po akcji trzech Wojciechów było jednak blisko 1-2: Reiman pięknie podał na skrzydło do Krauzego, a ten znalazł w polu karnym Fabianowskiego. Napastnik Stali nie złożył się porządnie do strzału, bo został popchnięty z tyłu. Dopiero po pół godzinie interweniować musiał Łukasz Błażejczyk (strzał Janusza Iwonickiego z dystansu był za słaby). Stali niewiele się udawało, a gdy Konrad Maca był bliski oddania strzału z 5 metrów, dopadli go obrońcy Znicza. Znów pachniało faulem, ale gwizdek milczał.

Po zmianie stron Paweł Bylak omal nie podwyższył na 3-0. Za chwilę zrobiło się wesoło na trybunach. Akcję mądrym podaniem rozpoczął Reiman, Gryboś wstrzelił piłkę na pole karne, po kiksie stopera dopadł do niej Fabianowski i spokojnie wpakował do. Radość trwała krótko. Po stracie w środku pola Feliksiak został uruchomiony prostopadłym podaniem, Jacek Maciorowski go nie dogonił, ale wydawało się, że Wietecha zdąży zapobiec nieszczęście. Niestety, bramkarz Stali wystartował o ułamek sekundy za późno.
Stal walczyła, ale gdy drugą żółtą kartkę zobaczył Reiman, jej sytuacja zrobiła się prawie beznadziejna. Mimo to gospodarze nie godzili się z porażką. Głowa groźnie strzelał Fabianowski, a w taki sam sposób, po super akcji Krauzego, obowiązek zmniejszenia rozmiarów porażki miał Ireneusz Gryboś. Niestety, brakło precyzji i choć bramka była pusta piłka do niej nie wpadła.

REKLAMA
reklama