Prasa o Stali: relacja z meczu z OKS-em

25 Kwietnia 2010, godzina 13:42, autor:

Zapraszamy do lektury trzech artykułów na temat wczorajszego spotkania Stali Sandeco Rzeszów z OKS-em 1945 Olsztyn. Jak się nie ma

Zapraszamy do lektury trzech artykułów na temat wczorajszego spotkania Stali Sandeco Rzeszów z OKS-em 1945 Olsztyn.



Jak się nie ma co się lubi...
24 kwietnia 2010 - sportowetempo.pl

Piłkarze Stali Sandeco Rzeszów nie sięgnęli po czwarte kolejne zwycięstwo. W dzisiejszym meczu osłabieni rzeszowianie nie mieli pomysłu na sforsowanie defensywy OKS Olsztyn i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Po ostatnie zwycięstwa Stal sięgała w bólach, a także okupione zostały wieloma stratami. Przeciwko olsztynianom trener Andrzej Szymański nie mógł skorzystać przede wszystkim z trzech środkowych pomocników i musiał eksperymentować. Z tego powodu ponownie za rozgrywanie odpowiadał nominalny skrzydłowy Janusz Iwanicki, a zabezpieczał go młodziutki Damian Jędryas. Wychowanek rzeszowskiego klubu grał może zbyt asekuracyjnie, co pewnie spowodowane było tremą, ale ze swojej roli wywiązał się co najmniej przyzwoicie. Bez kłopotów przerywał akcje rywali, a także nie notował prostych strat. Niestety nie można tego powiedzieć o wszystkich jego kolegach, którzy zbyt często w łatwy sposób zagrywali pod nogi przeciwników i kolejne szanse na szybszy atak przepadały. W pierwszej połowie w ogóle rzeszowianie grali bardzo ospale i ich akcje nie miały właściwego tempa. Goście natomiast ewidentnie przyjechali po jeden punkt, na własnej połowie ustawili zasieki i taka gra miejscowych była dla nich wodą na młyn. W 13 minucie taktyka olsztynian mogła jednak wziąć w łeb. W dogodnej sytuacji znalazł się bowiem Ireneusz Gryboś, ale jego lob był zbyt lekki i obrońcy w porę zdołali wyekspediować futbolówkę w pole. Dopiero po przerwie gospodarze przyspieszyli, ale wciąż nie mogli zagrozić bramce strzeżonej przez Daniela Iwanowskiego. Goście natomiast dalej nie za bardzo kwapili się do ataków i nawet nie próbowali powalczyć o komplet punktów. Jedynie strzałami z dalszej odległości starali się zaskoczyć Tomasza Wietechę, ale ten za każdym razem był na posterunku. Na ostatnie minuty na boisku pojawił się Konrad Maca i mógł zaliczyć prawdziwe wejście smoka. Przy pierwszym kontakcie z piłką posłał bombę na bramkę gości, którą ze sporymi kłopotami wybronił Iwanowski. Młody napastnik Stali piłkę meczową miał jednak w doliczonym czasie gry. Długie podanie w pole karne posłał Wojciech Krauze i Maca zamiast strzelać głową z pierwszej piłki, starał się ją przyjmować, pomógł sobie przy tym ręką, a w efekcie szansa przepadła. Chwilę później sędzia gwizdnął po raz ostatni i "stalowcy" musieli pogodzić się ze stratą dwóch punktów.
Kibice przypominają

"22.02.2010, T. Ferenc: Jeżeli powiecie NIE - uszanuję Waszą wolę
Więc oddaj stadion i nie obwiniaj Stali za błędy urzędasów"

Taki transparent skierowany do Prezydenta Miasta Rzeszowa Tadeusza Ferenca wisiał przez całe spotkanie na płocie oddzielającym trybuny od boiska.

Stal Rzeszów nie poszła za ciosem. Tylko 0-0 z OKS-em Olsztyn
24 kwietnia 2010 - GC Nowiny

Po trzech kolejnych wygranych wszyscy kibice Stali Sandeco liczyli na czwartą wygraną. Tym bardziej, że rzeszowianie mogli liczyć na wsparcie kibiców. Niestety – OKS Olsztyn zamurował swoją bramkę i wywiózł z Hetmańskiej zasłużony remis.

W ostatnich meczach nasz zespół zdobywał zwycięskie bramki w końcówkach. Tym razem mógł trafić i na początku i na końcu.

Przemeblowana po raz kolejny pomoc w pierwszym kwadransie dwa razy świetnie dogrywała piłki do Ireneusza Grybosia. W pierwszej snajper Stali zbyt długo zwlekał ze strzałem i z ostrego kąta uderzył tylko w boczną siatkę, w drugiej – przelobował bramkarza zbyt lekko i obrońcy zdążyli zażegnać niebezpieczeństwo.

Tak dobrych szans na gole rzeszowianie nie mieli już do końca, choć wejście debiutującego w II lidze Konrada Macy jeszcze w samej końcówce ożywiło nasz zespół; w pierwszym kontakcie z piłką 19-latek uderzył potężnie, ale wprost w brakarza.

W doliczonym czasie gry był sam na sam z bramkarzem, ale zamiast uderzać głową próbował oszukać sędziego i rywali przyjmując piłkę ręką. Liniowy Jerzy Marciniak był jednak bardzo czujny.

Między 15. a 80. minutą rzeszowianie bezskutecznie próbowali przedrzeć się przez skomasowaną defensywę. Poirytowany Gryboś w II połowie brał się nawet za rozgrywanie piłki, ale nic z tego nie wynikało poza kilkoma strzałami z dystansu, które nie mogły zaskoczyć bramkarza z Olsztyna.

Jego koledzy starali się być aktywni w ofensywie, ale do szans podbramkowych dochodzili tylko po akcjach lewym skrzydłem. Najgroźniejszą zmarnował Paweł Alacewicz, którego strzał z ostrego kąta z trudem obronił Tomasz Wietecha. Bramkarz Stali byłby pewnie bezradny, gdyby Paweł Podhorodecki tuż po zmianie stron trafił w piłkę (fatalny kiks na 13. metrze), albo w 89. min główkował nieco dokładniej – strzelił nad poprzeczką.

– Lepszy punkt niż nic. Jesienią takie mecze zwykle przegrywaliśmy – komentowali kibice.

OKS 1945 wywalczył remis w Rzeszowie
24 kwietnia 2010 - Gazeta Olsztyńska

Podopieczni Zbigniewa Kieżuna wywieźli z ciężkiego terenu w Rzeszowie cenny punkt. OKS 1945 Olsztyn zremisował 0:0 ze Stalą Rzeszów.

- Bardzo się cieszymy z remisu. Rzeszów to bardzo ciężki teren. Nastawiali się na zwycięstwo z nami, a my pokazaliśmy, że kolejny mecz potrafimy zagrać na remis. - mówił na gorąco po meczu bramkarz OKS-u 1945 Olsztyn - Daniel Iwanowski.

REKLAMA
reklama