Prasa o Stali: pomeczowe relacje

21 Kwietnia 2010, godzina 09:24, autor:

Zapraszamy do lektury dwóch kolejnych artykułów, które ukazały się w lokalnej prasie na temat wygranego wczoraj przez naszych

Zapraszamy do lektury dwóch kolejnych artykułów, które ukazały się w lokalnej prasie na temat wygranego wczoraj przez naszych piłkarzy spotkania ze Startem Otwock.


Stal Sandeco Rzeszów wygrała trzeci mecz z rzędu
20 kwietnia 2010 - GC Nowiny

Po golach strzelonych w ostatnich 5 minutach Stal Sandeco wyrwała 3 punkty Startowi Otwock, pokonując go 2-1. To trzecia wygrana rzeszowian z rzędu.

Stal w drugim kolejnym meczu długo przegrywała 0-1, ale uratowała skórę. W I połowie po okresie przewagi gospodarzy padł gol-kuriozum dla... Startu. Ukonu Mba Chukwuemeka zatracił się w walce z szarżującym napastnikiem gości, nie zauważył, że Tomasz Wietecha wychodzi do piłki, trącił ją przypadkowo i zaliczył... asystę. Piotr Stańczuk strzelił do pustej bramki.

Przed przerwą biało-niebiescy atakowali głównie skrzydłami, z przewagą prawego, po którym biegał Wojciech Krauze. Stalowy przechwytywali sporo piłek, ale za łatwo się ich pozbywali. W środku pola nie wszystko grało, jak trzeba.

Trudno się dziwić, Krzysztof Majda i Janusz Iwonicki z musu pierwszy raz tworzyli tę część formacji. Okazje do goli stalowcy mieli. W 11. min Ireneusz Gryboś lepiej by chyba zrobił, przyjmując piłkę po zgraniu Damiana Wolańskiego, zamiast strzelać (droga do bramki była wolna). Start też atakował. Jeszcze przy remisie "setkę” miał Stańczuk, jednak Tomasz Wietecha pokazał klasę broniąc strzał z bliska.

Po zmianie stron rzeszowianie parli do przodu, zyskali przewagę, ale długo tylko bili głową w mur. Otwocka ekipa groźnie kontrowała i kilka razy wynik 0-2 wisiał w powietrzu. W końcu jednak Serges Kiema podał do Krauzego, ten dośrodkował na krótki słupek, a nadbiegający Gryboś zrobił świetny użytek z głowy.

Podrażniony Start przestał kalkulować, przejął inicjatywę i w ostatniej minucie nadział się na nokautujący cios; Janusz Iwanicki, któremu wczoraj nie szło, podał idealnie do Grybosia, ten pociągnął lewą strona, wstrzelił piłkę w pole bramkowe, Damian Wolański dołożył nogę i było 2-1 (3 gol naszego zawodnika w 3 kolejnym meczu). Radości piłkarzy i grupy najwierniejszych kibiców, zgromadzonych pod bramą stadionu nie było końca.

Niespodziewana wygrana
20 kwietnia 2010 - Super Nowości

Stal Sandeco Rzeszów - Start Otwock. Wietecha ojcem zwycięstwa biało-niebieskich

Stal rozegrała wczoraj przeciętny mecz, ale zgarnęła trzeci z rzędu komplet punktów. Gospodarze po piorunującej końcówce, rzucili rywali na kolana. - W takich spotkaniach tworzy się zespół i jego charakter. To dużo ważniejsze niż trzy oczka, które możemy zapisać na swoje konto - mówił jeden z bohaterów tego pojedynku Ireneusz Gryboś.

Stal zaczęła z animuszem, Start przyczajony na własnej połowie, czekał na okazje do kontry. Nasz zespół starał się atakować skrzydłami, co było dobrym pomysłem, bo na bokach goście nie czuli się zbyt pewnie. Niestety biało-niebieskim brakowało wykończenia. Kilka dobrych wrzutek Krauzego lub Iwanickiego z prawej strony boiska, nie miało adresata, bo za każdym razem do akcji kolegów nie podłączał się Chałas. Raz futbolówka trafiła do Wolańskiego, ale ten z kolei nie miał czasu, by ją sobie "ułożyć" i szansa przepadła. Napastnik Stali miał też dużo lepszą okazję, gdy otrzymał podanie od Grybosia. Uderzył "szczupakiem", ale Bułka był na posterunku.

Start sporadycznie wychodził z własnej połowy, ale jego akcje, były dużo groźniejsze. Duża w tym zasługa defensorów Stali, którzy poczynali sobie nader beztrosko. Przodowali w tym Duda i Ukonu. To oni sprokurowali pierwszą bramkę dla gości, a mogli mieć udział przy kolejnych, gdyby nie skutecznie interweniujący Wietecha.

Po przerwie Stal miała optyczną przewagę, z której w zasadzie nic nie wynikało. Trener Szymański na ostatni kwadrans wpuścił trzeciego napastnika, osłabiając obronę. Jego podopieczni grali jednak słabo, nie mieli pomysłu jak się dobrać rywalom do skóry. Na dodatek wyraźnie odstawali od rywali pod względem przygotowania fizycznego. Goście kilka razy zagościli pod bramką rywali i zanosiło się na kolejne bramki dla nich. W końcówce jednak nastąpiła metamorfoza biało-niebieskich. Dwie akcje z bocznych sektorów boiska przyniosły im bramki i bezcenne punkty. Za ambicję i wolę walki do końca, w pełni na nie zasłużyli.

Jak padły bramki
0-1 Duda do spółki z Ukonu zablokowali próbującego łapać piłkę Wietechę, z czego skorzystał Stańczak, strzelając do pustej bramki
1-1 Kiema przytomnie odegrał do Iwanickiego, ten dorzucił piłkę na piąty metr, gdzie Gryboś uprzedził Bułkę i obrońców Startu, strzałem głową doprowadzając d o remisu
2-1 Gryboś dogrywa po ziemi w pole karne Startu. Wolański wślizgiem pakuje piłkę do bramki Startu. Akcja palce lizać

REKLAMA
reklama