Prasa o Stali: Moją receptą na sukces jest ciężka praca

24 Lutego 2011, godzina 01:01, autor:

Zapraszamy Państwa do przeczytania wywiadu jaki ukazał się w gazecie Super Nowości z trenerem grup młodzieżowych Stali Rzeszów – Ma

Zapraszamy Państwa do przeczytania wywiadu jaki ukazał się w gazecie Super Nowości z trenerem grup młodzieżowych Stali Rzeszów – Marcinem Wołowcem, który z juniorami starszymi zdobył w 2010 roku brązowy medal Mistrzostw Polski.

Moją receptą na sukces jest ciężka praca
23 lutego 2011 r. – Super Nowości


Marcin Wołowiec to z pewnością jeden z najbardziej obiecujących trenerów na Podkarpaciu. W minionym roku zdobył z juniorami Stali Rzeszów brązowy medal mistrzostw Polski, a w piątek odebrał tytuł Trenera Wychowawcy Młodzieży, podczas IX Gali Piłkarskiej Podkarpacka Nike 2010.
- Bardzo sobie cenię tą nagrodę, jest ona dla mnie szczególna. - powiedział nam młody szkoleniowiec. - W dużej mierze zapracowali na nią moi podopieczni jak i najbliżsi współpracownicy, którzy pomagali mi w prowadzeniu drużyny. Dużą satysfakcję miałem także wtedy, gdy nagrodę dla Młodzieżowca Roku odbierał Konrad Hus. To prawie mój wychowanek, bo pierwsze kroki stawiał u Przemysława Matuły. Cieszę się, że tak dobrze się rozwinął i robi to nadal.
- Medal mistrzostw to spore osiągnięcie, tym bardziej, że w finale pana podopieczni rywalizowali z drużynami, które są bezpośrednim zapleczem zespołów występujących w Ekstraklasie.
- Wszelkie niedostatki organizacyjne, które przecież występują, można nadrobić. Liczy się zapał, nie tylko samych zawodników, ale i trenera. Poza tym ciężka, codzienna praca. Przy czym nie tylko piłkarze muszą zostawić zdrowie na boisku. Poświęcać się także musi ich trener. Wtedy można walczyć i osiągać sukcesy.
- Dobrego trenera młodzieży, nie poznaje się jednak po wynikach, ale po liczbie jego wychowanków, którzy na poważnie zaistnieli w piłce. Ilu z pana podopiecznych ma na to szansę?
- Rocznik, którym się opiekował czyli 1991, w momencie gdy zakończył swoją działalność liczył 16 chłopaków. Może jestem dużym optymistą, ale uważam, że połowa z nich powinna zaistnieć w podkarpackiej piłce i to na jej wyższym poziomie. Jeśli czterech zagra, tam gdzie jak bym ich widział, to będzie to duży sukces. Dziś trzech moich wychowanków (Konrad Hus, Damian Jędryas i Konrad Maca przyp. red), gra w II-ligowej Stali Rzeszów. Na pewno będzie z nich jeszcze sporo pożytku.
- Ilu młodych piłkarzy przewinęło się przez pana zespół, zanim powstała grupa, z którą zakończył pan rywalizację?
- Ostatnio przeglądałem notatki i dokładnie wszystko przeliczyłem. Przez osiem lat, miałem do czynienia 193 chłopakami, z czego w tym okresie czasu około 45 w różnych okresach czasu, w miarę regularnie uczestniczyło w zajęciach.
- Rzeczywiście w dzisiejszych czasach nie ma takiego zainteresowania sportem ze strony młodzieży, jak to miało miejsce dawniej?
- Według mnie nie. Owszem jest sporo rzeczy, które odciągają, ale młodzi ludzie chętnie zajmą się sportem, trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki do jego uprawiania. Z naborem nigdy nie miałem problemów. 90 procent chłopców interesuje się piłką i chciałoby w nią grać. Dopiero jak zobaczą, że im, nie idzie, szukają czegoś innego. Talentów też nie brakuje. Muszą jednak mieć gdzie i na czym trenować, aby prawidłowo się rozwijać.
- Od lipca prowadzi pan zespół seniorów. Juniorzy pójdą w tej sytuacji w odstawkę?
- Pracę w Strumyka Malawa traktuję jako kolejny etap mojego rozwoju jako trenera. Na pewno jednak nie znudziłem się pracą z młodzieżą. W Stali Rzeszów prowadzę kolejny rocznik młodych adeptów.
- Trener musi sobie radzić ze stresem. Gdzie on jest większy w piłce młodzieżowej czy juniorskiej?
- Mi towarzyszy on zarówno gdy prowadzę zespół Strumyka, jak i zespół trampkarzy. Inna sprawa, że największą tremę, to mam podczas oficjalnych uroczystości, na których w dodatku zostaję nagradzany. Bardzo się wtedy denerwuję, choć przecież nie ma ku temu powodów.
Jaka jest pana recepta na sukces.
- Ciężka praca. Innej nie znam i nie mam.
- Marzy się panu taka kariera Ryszarda Kuźmy, który jeszcze niedawno pracował w Stali, a dziś pomaga Jose Marii Bakero w Lechu Poznań. Jego przykład chyba działa na wyobraźnię?
Działa jak najbardziej, tym bardziej, że jestem wychowankiem tego szkoleniowca. Przeszedłem u niego wszystkie szczeble szkolenia z rocznikiem 1976. Gdy nasze drogi się rozeszły, nie straciłem z nim kontaktu. Często konsultowałem się z nim w sprawach szkoleniowych. Mocno kibicuję trenerowi Kuźmie, mam nadzieję, że dane mu będzie poprowadzić zespół w Ekstraklasie, może to będzie Lech, może jakiś inny zespół. To, że zaczynał od pracy z młodzieżą, na pewno jest dla mnie pewnym wyznacznikiem.
 

(Wofik)

REKLAMA
reklama