Prasa o Stali: domowa niemoc

4 Października 2010, godzina 10:50, autor:

W dzienniku Super Nowości ukazał się kolejny artykuł na temat sobotniej przegranej naszych piłkarzy z beniaminkiem drugoligowych rozgrywek - Soko

W dzienniku Super Nowości ukazał się kolejny artykuł na temat sobotniej przegranej naszych piłkarzy z beniaminkiem drugoligowych rozgrywek - Sokołem Sokółka. Zapraszamy do lektury.
 

Domowa niemoc
4 października 2010 - Super Nowości

Biało-niebiescy znów bez punktów na własnym stadionie. To zaczyna być już denerwujące, bo tracą punkty z przeciętnymi rywalami. Sokół nic wielkiego w Rzeszowie nie pokazał, wygrał bo Stal niemal sama strzeliła sobie bramkę.

A wydawało się, że tym razem nasz zespół rozniesie rywali. Nie minęło jeszcze pięć minut, a gospodarze powinni byli już prowadzić 1-0. Tak się nie stało, bo Andreja Prokic zamiast podać do stojącego przed pustą bramką Wojciecha Krauze, sam strzelał. Jego egoizm doprowadził do zmarnowania wyśmienitej okazji i choć później Serb był jednym z najlepszych na boisku, to być może zmarnowana przez niego okazja z samego początku spotkania, zaważyła na braku wygranej gospodarzy.

W sobotę biało-niebieskim brakowało przede wszystkim pomysłu na rozmontowanie defensywy rywali. Pierwszej połowie bezradna była pomoc, bo atak Karol Wójcik - Konrad Maca tylko przeszkadzał i stopował ataki miejscowych. Próbowali coś zrobi skrzydłowi, ale zarówno Prokiciowi jak i Krauzemu brakowało precyzji przy ostatnim podaniu. Sokół oprócz kuriozalnej bramki, tylko raz zagroził naszej drużynie. Z rzutu wolnego, Michał Kopeć trafił piłką w słupek.

Po przerwie trener Szymański zaczął wpuszczać kolejnych ofensywnie nastawionych piłkarzy, ale niewiele to pomogło. Gospodarze wypracowali sobie tylko trzy bramkowe okazje. Pierwszą zmarnował Krystian Lebioda, jego uderzenie z wolnego obronił Łukasz Trudno. Bramkarz Sokoła zdołał też zatrzymać podanie Krauzego do Prokicia, w momencie, gdy ten drugi stał metr przed pustą bramką. W sytuacji, gdy strzelał Mateusz Orzechowski, swojego golkipera wyręczyli obrońcy, blokując uderzenie pomocnika Stali. - Gol, który strzelili nam rywale, można śmiało zapisać na konto naszej drużyny, a w szczególności Piotra Dudy, który sam chyba wepchnął piłkę do naszej bramki. Nie o to mam jednak największe pretensje. Niestety kilku naszych piłkarzy chyba nie dorosło by grac w drużynie aspirującej do ogrywania czołowych ról w tej lidze. Nie mam pretensji do młodzieżowców, którzy zagrali słabo, bo im jeszcze mogą się zdarzyć wahania formy. To jednak nie Maca, czy Hus mają ciągnąc grę naszej drużyny. To jest zadanie ich doświadczonych kolegów, którzy wyraźnie zawiedli - powiedział szkoleniowiec Stali.

REKLAMA
reklama