Poniżej oczekiwań

2 Listopada 2006, godzina 12:40, autor:

Rozmowa z Prezesem Sekcji Piłki Nożnej Stali Rzeszów Jackiem Szczepaniakiem, w której dzieli się on przemyśleniami na temat minionej

Rozmowa z Prezesem Sekcji Piłki Nożnej Stali Rzeszów Jackiem Szczepaniakiem, w której dzieli się on przemyśleniami na temat minionej rundy i wystawia indywidualne cenzurki poszczególnym piłkarzom Stali.

- Runda jesienna dobiegła końca. Jest Pan zadowolony z jej przebiegu?
- Według mnie zdecydowanie za późno zaczęliśmy prezentować to, na co nas naprawdę stać. Ale było kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Miały miejsce pewne zmiany wymuszone przejściem młodzieżowców w wiek seniorski. Zarówno Ogar, jak i Banaszkiewicz stanowili w zeszłym sezonie przecież trzon drużyny. Gdy do tego dodamy pauzujących Kobosa i Wójcika oraz odejście Łuczyka to od razu widać brak pięciu podstawowych zawodników. I pięciu nowych, którzy przyszli "skądśtam" trzeba było wkomponować do składu. To na pewno nie było sprawą prostą.
- I zespół dosyć długo się zgrywał...

- Drużyna musiała się zgrywać w trakcie sezonu, bo okres przygotowawczy był w naszym przypadku naprawdę bardzo krótki, niektórzy z zespołem przed sezonem trenowali niecałe 2 tygodnie. Im dalej wgłąb sezonu, tym ten zespół prezentował się lepiej, a dwa ostatnie mecze to postawa zawodników taka, jakiej życzylibyśmy sobie przez całą rundę. Bardzo dobry mecz w Busku, nie tylko ze względu na liczbę strzelonych bramek. Tam od początku było widać, że na pewno wygramy, piłkarze byli odpowiednio nastawieni do meczu, grali z pełnym zaangażowaniem. Już nawet pojedynek z Wierną nie był taki zły. Przegraliśmy go tylko przez indywidualne błędy zawodników. Nie można zespołowi zarzucić w tym spotkaniu braku chęci, lekceważenia przeciwnika. Wszyscy walczyli goniąc zresztą bardzo niekorzystny wynik. Ale szkoda straconych punktów. Jestem święcie przekonany o tym, że gdybyśmy zagrali z nimi kolejne mecze to na pewno byśmy je wygrali. To był wypadek przy pracy poszczególnych zawodników, którzy popełnili indywidualne błędy. Nie licząc meczu z Wisłoką, w którym przy prowadzeniu niepotrzebnie zbyt głęboko cofnęliśmy się, można powiedzieć, że końcówka sezonu była całkiem przyzwoita. Zgrywanie postępowało i te ostatnie mecze pokazały, że forma jest bliska optymalnej.

- Piąta pozycja nie spełniła chyba Pana oczekiwań... Wszyscy spodziewaliśmy się czegoś więcej.
- Po rundzie jesiennej w ogóle nie interesuje mnie miejsce w tabeli, tylko strata do lidera. Wolałbym być na 10. miejscu i mieć 2 punkty straty niż na piątym z sześcioma... Ale na pewno to, co udało się osiągnąć jest poniżej oczekiwań - nie ma się co łudzić. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ten sezon będzie ciężki, ale spokoju nie dają niepotrzebnie potracone punkty w niektórych teoretycznie łatwiejszych meczach, szczególnie u siebie. Gdybyśmy mieli te 4, 5 punktów więcej... A leżały one na trawie na wyciągnięcie ręki, wystarczyło je tylko podnieść. Wtedy byłyby inne nastroje, nadzieje. Z jednym czy dwoma punktami straty do lidera inaczej by to wszystko wyglądało.

- Stali często łatwiej gra się z bardziej wymagającym rywalem...
- To jest niestety problem mentalnościowy. Niestety, zawodnicy nie raz uczulani byli i są na to, by poważnie traktować każdego rywala, jednak nie zawsze szczerze biorą sobie to do serca. To jest tak, jak z porażką Legii w Sanoku. Nie żartujmy, Sanok od Legii lepszy nie jest. Po prostu legioniści wyszli z założenia, że wygrają nawet biegając na jednej nodze. I dostali nauczkę, odpadli z Pucharu Polski i straty teraz liczą w setkach tysięcy złotych.

- Przejdźmy do oceny poszczególnych zawodników. Na początek może bramkarze, którzy z pewnością nie zawiedli.
- Jednym z najlepszych naszych piłkarzy był Rafał Pomianek. Zarówno na boisku, jak i poza nim. Prezentował profesjonalne podejście, był dobrym duchem drużyny. Jestem przekonany, że to efekt rywalizacji, którą musiał podjąć z Krzysztofem Petrykowskim o miejsce w składzie. W zeszłym sezonie przytrafiały mu się wpadki, bo nie czuł na plecach oddechu konkurenta do miejsca między słupkami. Po wpadkach Wierzgacza wiedział, że ma zagwarantowane miejsce w jedenastce, co przekładało się na nieco inne podejście do obowiązków. Wiedział, że nawet jak coś nie wyjdzie, to i tak będzie bronił. W tym roku zarówno on, jak i Krzysiek Petrykowski prezentowali się bez zarzutu. Ciężko przez te 15 spotkań jest się doszukać choćby jednej bramki straconej po błędzie któregoś z nich. To z pewnością jest sukces ich obu. Krzysiek też ma znakomite podejście do obowiązków, przygotowanie do gry. Również nie popełnił błędu rzutującego na wynik drużyny. Tak więc golkiperom należą się na pewno słowa uznania.

- Z obroną już tak różowo nie było. Ktoś szczególnie się nie sprawdził?
- Obrona jest naszym największym problemem. Moim zdaniem najlepszym defensorem w przeciągu tej rundy był grający na lewej stronie Krystian Lebioda. Gra według mnie lepiej niż w zeszłym roku. Na średnim poziomie prezentowali się środkowi obrońcy: Daniel Popiela i Krzysztof Majda. Oni przeplatali bardzo dobrą grę beznadziejnymi zagraniami, głupimi, trampkarskimi błędami. Przez Krzyśka straciliśmy punkty z Orlętami i Wierną. Daniel ma znakomite warunki fizyczne, jest niezły piłkarsko, ale również za dużo popełnia szkolnych błędów.

- Nie warto w takim razie pomyśleć nad jakąś alternatywą dla nich? A może do środka przesunąć grającego po prawej stronie Drozda?
- Właśnie po to Drozd został ściągnięty, żeby być alternatywą dla nich. Niestety Marek niespecjalnie radzi sobie z grą w linii. Wymarzona dla niego jest pozycja defensywnego pomocnika, ale niestety nie ma tam dla niego miejsca. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest w pełni wykorzystany, gdyż z konieczności gra jako prawy obrońca. Na tej pozycji właśnie trener miał mały zgryz, gdyż przy słabszej dyspozycji "Banana", przymierzanego do tej funkcji, nie mamy klasycznego prawego obrońcy.

- Nie odniósł Pan wrażenia, że wśród pomocników zabrakło (przynajmniej na początku sezonu) kogoś, kto byłby prawdziwym filarem środka pola?
- U lidera z lat ubiegłych - Pawła Kloca, widać już troszeczkę wiek. Jednak mimo wszystko jest to zawodnik, który nie ma meczu, podczas którego nie zagrałby kilku podań otwierających napastnikom drogę do bramki. Dogrywa piłki crossowe, za obrońców czy do boku, stara się walczyć ambitnie, chociaż zdajemy sobie sprawę z tego, że Paweł tę rundę miał trochę słabszą. On ma jeszcze jakby problemy będące następstwem ostatniej kontuzji, dlatego musi solidnie przepracować zimę w siłowni. Paweł w tej lidze jeszcze niejednego może nauczyć grać w piłkę. Jeszcze raz powtórzę. Cały czas rozglądamy się za kimś na jego pozycję, ale naprawdę jest ciężko znaleźć zawodnika z kartą w ręce, albo w miarę taniego, którego moglibyśmy pozyskać i w to miejsce wstawić.

- W Busku z niezłej strony jako dogrywający piłki pokazał się Reiman...
- Z Wojtkiem Reimanem jest niestety mały problem. Na 15 spotkań 13 przechorował. Na przykład z Avią nie grał nie dlatego, że ktoś go nie widzi w składzie, tylko po prostu znowu miał kłopoty zdrowotne. My sprowadziliśmy go z Orłów dlatego, że wiążemy z nim nadzieje na przyszłość. Jest młody, ambitny. Po pierwszych słabszych meczach teraz, chociażby w Busku, grał rewelacyjnie. Ten mecz to był w ogóle pierwszy raz od niepamiętnych czasów, kiedy dwójka młodzieżowców w jednym meczu zagrała tak dobrze. Wojtek niestety ma po prostu astmę, podczas upałów ma problemy z oddychaniem i łatwo nabawia się kontuzji. Z tym, że ma dopiero 18 lat i mamy nadzieję, że on to wszystko przezwycięży i będzie grał. Z tego powodu trener musiał często stawiać na Tatarę. A ja już dostaję szału jak widzę grę tego ostatniego..

- Podobnie jak większość kibiców...
- Ale niestety Reiman, chory, Kosztyła poobijany, więc musiał grać Tatara. Tatara jest za "miękki" w walce i mimo, że ma umiejętności, wyszkolenie techniczne, dobrze się porusza, za dużo ma "juniorskiego zacięcia" do kiwania. Po jego grze spodziewaliśmy się dużo więcej niż do tej pory pokazał. Kosztyła z kolei niezbyt nadaje się do przednich formacji, a w defensywie powinni grać bardziej doświadczeni, wtedy ta gra w obronie wygląda dużo lepiej. Gdyby Kosztyła w Lublinie nie był obrońcą - meczu byśmy nie przegrali.

- A pozostali pomocnicy?
- Kędzior mimo, że nie rozgrywa piłki jest niezastąpiony, doskonale radzi sobie z rozbijaniem środka pola. Dzięki niemu nie tracimy bramek po strzałach z dystansu, ze środka boiska. Tak więc jego ocena musi być jak najbardziej pozytywna. Paweł Wtorek notował występy średnie, dobre i bardzo dobre. Coraz lepiej rozumie się z zespołem, myśli na boisku, wszystkie jego podania wynikają z konkretnego zamysłu. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale się stara.

- Prawie wszystkie zdobyte bramki to dzieło napastników. Tak więc z ich postawy można być zadowolonym.
- Łukasz Szczoczarz miał słabszy początek, nie grał, jednak potem wrócił do bardzo wysokiej formy i o klasę przewyższał rywali. Przytrafiła mu się w Dębicy kontuzja, ale myślę, że spokojnie na wiosnę wróci do optymalnej formy. Przestawiał się chwilę z grania pierwszoligowego na trzecią ligę, siedział na ławce, aż wreszcie się odnalazł i myślę, że z niego będziemy mieli duży pożytek. Jeśli chodzi o Wojtka Fabianowskiego to mogę powiedzieć, że jeśli zawodnik strzela 9 bramek w rundzie to nie można mu nic zarzucić. Niejeden klub chciałby mieć takiego piłkarza w kadrze. Zdobyć te 9 goli nie jest naprawdę łatwo. Także mimo słabszego początku jesteśmy z niego zadowoleni.

- Na gwiazdę pierwszego formatu wyrasta Damian Wolański...
-  Przy jego wieku, przy ilości zdobytych bramek można się o nim wypowiadać w samych superlatywach. Bramki, które strzelił też były bardzo ważne, były to trafienia otwierające wynik spotkania. Żeby tylko woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, a będzie z niego ogromna pociecha. Ale widzę, że to chłopak spokojny, którego interesuje przede wszystkim gra w piłkę, a nie jakieś "głupoty". Przed nim kariera piłkarska stoi otworem.

- Ławkę rezerwowych często grzali natomiast popularni "Jabol" i "Szymek". Ale chyba nie zaskoczyli in minus?
- Krzysztof Jabłoński miał bardzo dobry początek, później trochę brakło dla niego miejsca w składzie. Może właśnie ze względu na fakt, iż rzadziej grał - miał słabszą końcówkę. Szymański natomiast ciągle utrzymuje stały poziom. Nie gra źle, ale nie ma też przebłysków. A on ma możliwości. On ma na przykład potężną szybkość, ale nie do końca wykorzystuje swoje wrodzone atuty. Na niego zawsze można liczyć, zawsze da z siebie wszystko, tylko musi chcieć dać.

- Jeśli w rundzie wiosennej do zespołu dołączą Wójcik i Kobos i dojdą do chociażby 70% formy, którą prezentowali przed kontuzją to potencjał w ofensywie będzie niesamowity. Takiego ataku nie powstydziłby się chyba żaden klub drugoligowy.
- Oczywiście. Tym bardziej, że Wójcik mógłby grać na pozycji ofensywnego pomocnika, pozycji na której mieliśmy jesienią wakat. Gdyby zagrał z przodu Fabianowski, za nim Wójcik, na bokach Szczoczarz z Wolańskim, jako defensywni Kędzior i Reiman to byłoby to naprawdę optymalne zestawienie.

- Rehabilitacja Kobosa i Wójcika dobiega już końca. Za pięć miesięcy będą już zdolni do gry?
- Łukasz już ćwiczy w siłowni i niedługo wróci do treningów, Karol również na wiosnę powinien być zdolny do gry.

- Dziękujemy za rozmowę.
- Dziękuję.

(stal_rzeszów, Sąsiad Byłego Trenera)

REKLAMA
reklama