Pojawiły się łzy w oczach...

3 Kwietnia 2007, godzina 10:11, autor:

Rozmowa z Łukaszem Kobosem - zdobywcą dwóch bramek w pojedynku przeciwko rezerwom krakowskiej Wisły - powracającym do gry w Stali Rzesz&oac

Rozmowa z Łukaszem Kobosem - zdobywcą dwóch bramek w pojedynku przeciwko rezerwom krakowskiej Wisły - powracającym do gry w Stali Rzeszów po przerwie spowodowanej zerwaniem więzadeł krzyżowych.

- Nareszcie, po rocznej przerwie powróciłeś na boisko...
- Nie mogłem się już doczekać! Na początku stycznia wznowiłem treningi ze Stalą. Jeszcze nie na pełnych obciążeniach, ale stopniowo odzyskiwałem i odzyskuję pełną sprawność. Cieszę się, że trener zdecydował się wystawić mnie w pierwszych meczach ligowych w podstawowym składzie. To doda mi pewności siebie. Nie jestem co prawda przygotowany jeszcze do gry na sto procent w pełnym wymiarze czasowym, ale z każdym dniem będzie lepiej. Najważniejsze, że mam już tę kontuzję za sobą. Chociaż, niestety, ten uraz pozostaje wciąż w podświadomości. Nie jest łatwo o nim całkowicie zapomnieć.
- Ciężko było przetrwać tę rozłąkę z futbolem, ze Stalą?
- I to jak bardzo... Brakowało nie tylko meczów, ale i treningów z drużyną. Ogromnie za tym tęskniłem. Pamiętam jak w zeszłym sezonie po raz pierwszy po operacji przyszedłem z dziewczyną na mecz z Hutnikiem rozgrywany przy światłach. Nie będę ukrywał - pojawiły się łzy w oczach. Mało brakowało, a bym się porządnie popłakał. Ale cóż, musiałem zająć się czymś innym... Skupiłem się na studiach. "Podreperowałem" sobie oceny. Pierwszy raz wszystko pozaliczałem w terminach. Nareszcie, chciałoby się powiedzieć. Poza tym siłownia, basen, konsultacje z lekarzami czyli tradycyjna rehabilitacja.

- Ale chyba warto było czekać, chociażby żeby zanotować taki występ jak ten w Krakowie? Powrót w takim stylu naprawdę robi wrażenie.
- Z pewnością w jakimś niewielkim stopniu zrekompensował mi ten rok rozbratu z futbolem. Cieszę się, że przyczyniłem się do zdobycia trzech punktów przez drużynę.

- Dzisiejszy mecz pokazał, że nie zapomniałeś jak się gra w piłkę...
- Tego się nie zapomina. Obawiać mogłem się jedynie o zdrowie i ewentualnie skuteczność.

- Na skuteczność chyba też nie możesz narzekać. Przeciwko Wiśle miałeś trzy okazje i dwie z nich zamieniłeś na bramkę. A szczególnie przy drugim trafieniu wykazałeś się swoimi nieprzeciętnymi umiejetnościami.
- Udało się... Pewnie też trochę dopisało mi szczęście. Szkoda tylko, że po wypracowaniu przewagi w pierwszej połowie, chwila nieuwagi kosztowała nas stratę gola. Wisła się zbliżyła, a do naszej gry wkradła się odrobina nerwowości.

- Nie przestrzegał Was trener, by od pierwszego gwizdka być maksymalnie skoncentrowanym?
- Powtarzał nam w szatni, by na drugą połowę wyjść tak, jakby na tablicy wyników widniał rezultat 0-0. Wyszło inaczej - nie wiem dlaczego. Najpierw uratował nas Krzysiek Petrykowski, który fantastycznie obronił rzut karny, ale chwilę później nie mógł już nic zrobić. Niemniej jednak to jemu zawdzięczamy w dużej mierze te trzy punkty. Popisał się kilkoma niezłymi interwencjami. Zwycięstwo cieszy, gdyż Wisła grała w mocnym zestawieniu i powinna jeszcze niejednemu rywalowi odebrać punkty.

 - A ta pozycja na której teraz zastąpiłeś kontuzjowanego Pawła Wtorka , pozycja ofensywnego pomocnika jest dla Ciebie tą optymalną? Czy może raczej wolisz grać bardziej z przodu lub na boku?
- To jest moje ulubione miejsce na boisku. Tak grałem jako junior, później w czwartoligowej Wisłoce i tak chiałbym cały czas grać w Stali. Wchodzący zza napastników środkowy pomocnik to dla mnie optymalna rola. Natomiast przychodząc do Rzeszowa trener Ryszard Kuźma widział mnie na boku. Ja nie jestem skrzydłowym i naprawdę tamta sytuacja nie była mi na rękę. Nie mogłem się do tej pozycji przyzwyczaić.

- To "przymuszanie" Cię do gry na skrzydle było wymieniane jako jeden z wyraźnych błędów tego szkoleniowca. Starałeś się jakoś wyperswadować mu ten pomysł?
- Trener powinien takie rzeczy sam zauważać. Może myślał, że to kwestia czasu żebym się przyzwyczaił.

- A może nie chciał zauważyć...
- Ja tego nie powiedziałem.

- Zdajesz sobie sprawę, że po powrocie Pawła Wtorka, nieźle spisującego się jesienią, o grę na Twojej ulubionej pozycji będzie miała miejsce ostra rywalizacja...?
- Mój cel jest jasny - gra w pierwszej jedenastce. Dlatego nie boję się konkurencji o miejsce w niej. Zresztą ona może tylko na dobre wyjść zespołowi.

- Przez ten rok doszło do wielu roszad w kadrze, jest też nowy trener. Traktujesz te zmiany jako zmiany na lepsze?
- Stal miała, i wtedy, i ma teraz ogromny potencjał. Miejmy nadzieję, że w przeciwieństwie do poprzednich lat w pełni go wykorzystamy i przełożymy na upragniony wynik.

- Tego w takim razie życzę i dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję  również. A przy okazji chciałbym serdecznie podziękować prezesowi Szczepaniakowi, który we mnie nie zwątpił. Nie miał przecież żadnej gwarancji, że po tak długiej przerwie wrócę do pełnej dyspozycji.  A jednak dał mi szansę. Podszedł do problemu bardzo profesjonalnie.

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama