Podkarpacki ZPN tworzy kłopoty z klasą piłkarską

26 Maja 2009, godzina 21:20, autor:

Dlaczego naszych dzieci nie może trenować trener ze Stali, skoro ma świetne kwalifikacje i bardzo dobre wyniki? - pytają rodzice uczniów,

Dlaczego naszych dzieci nie może trenować trener ze Stali, skoro ma świetne kwalifikacje i bardzo dobre wyniki? - pytają rodzice uczniów, którzy ubiegają się o przyjęcie do klasy piłkarskiej rzeszowskiego gimnazjum sportowego. - Jeśli klub chce mieć swoją klasę, to niech ją sam finansuje - odpowiada Kazimierz Greń, prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej.

Gimnazjum istnieje od czterech lat. Mieści się w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 2 przy ul. Hetmańskiej, vis a vis stadionu Stali Rzeszów. Uczniowie mają tu tygodniowo po 10 godzin wychowania fizycznego. Są klasy piłki nożnej, akrobatyki sportowej, siatkówki oraz lekkoatletyki. Teoretycznie trafiać tu mogą uczniowie z klubów sportowych całego Podkarpacia, ale np. trzon klasy piłki nożnej co rok stanowią wychowankowie Stali.

Przez pierwsze lata istnienia szkoły trener piłkarzy ze Stali trenował ich także w gimnazjum, w ramach obowiązkowych zajęć. - Dawało to świetne efekty, bo ktoś, kto trenował dzieci przez cały tydzień, wpuszczał je także w niedzielnych rozgrywkach klubowych - opowiadają rodzice uczniów, którzy w tym roku chcą rozpocząć naukę w gimnazjum. Zgłosili się do "Gazety", bo w ubiegłym roku ta zasada została zmieniona. Trenera dla klasy piłkarzy wskazuje PZPN (szkoła jest miejska, ale klasę piłkarską współfinansuje PZPN: internat dla uczniów spoza Rzeszowa, posiłki, stroje i buty sportowe) i jest to osoba spoza Stali. - Obecni pierwszoklasiści to dzieci, które świetnie znamy. Niestety, od kiedy są w gimnazjum, ich poziom sportowy bardzo spadł. Boimy się, że z naszymi dziećmi będzie tak samo, tym bardziej, że trener wybrany dla naszych dzieci ma niższe kwalifikacje niż trener, który prowadził nasze dzieci dotychczas - denerwują się. 

Wybór trenera ze Stali miał ich zdaniem sens, bo co roku zdecydowaną większość klasy stanowili zawodnicy z tego właśnie klubu. - Po prostu są najlepsi - uważają rodzice.

Wybrali się więc do prezydenta. - Wiceprezydent Wolicki obiecał nam umówić spotkanie z panem Greniem. Ale dotąd żaden termin nie został ustalony. Rozważamy teraz, czy poślemy nasze dzieci do tego gimnazjum, choć dla wielu nauka w tej szkole jest marzeniem od lat - mówią rodzice.

Henryk Wolicki zapewnia, że spotkanie się odbędzie później. - Nie została jeszcze zakończona rekrutacja do pierwszej klasy, więc nie wiadomo, z kim mielibyśmy się spotykać - tłumaczy.

Niedawno PZPN przeprowadził w gimnazjum kontrolę. Zastrzeżenia budzi przede wszystkim baza, bo przy szkole nie ma boiska ze sztuczną nawierzchnią i niska sprawność uczniów, co zdaniem kontrolerów świadczy o ich niewłaściwej selekcji. - Tylko dwóch z obecnej klasy pierwszej gra w reprezentacji województwa, a powinni w reprezentacji Polski - mówi Henryk Rożek, trener koordynator w gimnazjum. Ale najważniejszy zarzut dotyczy składu klas: ich trzon w każdym roczniku stanowią zawodnicy Stali. Na 72 w szkole jest ich 67. Tymczasem szkolenie powinno być dostępne dla chłopców z całego województwa. - Klasę mają tworzyć najlepsi zawodnicy - podkreśla Rożek.

- Zawodników ze Stali jest najwięcej wcale nie dlatego, że są najlepsi. Po prostu uczniowie z innych klubów nie chcą przychodzić do tej szkoły. Także dlatego, że trenerzy, poza jednym, to trenerzy Stali Rzeszów - mówi Kazimierz Greń. - Nie może być tak, że za pieniądze PZPN-u klub kształci sobie zawodników. 

- Po wielu rozmowach udało się nam namówić kilku zawodników z innych klubów, by przyszli na testy sprawnościowe. Sześciu z nich prawdopodobnie zostanie przyjętych - mówi Rożek.

Proporcja będzie więc 6:18, mała szansa, by usatysfakcjonowała PZPN. Efekt jest taki: - Jesteśmy zagrożeni wstrzymaniem dotacji. Sam walczyłem, by ta klasa powstała w Rzeszowie. Dziewięć miast chciało ją mieć u siebie. A teraz nie ma żadnych sukcesów - same kłopoty. Rozważam, czy nie przenieść jej w inne miejsce albo zupełnie poza Rzeszów. A jeśli Stal chce mieć swoją szkołę, niech sobie ją stworzy i sfinansuje - mówi Kazimierz Greń.

Zdaniem Jacka Szczepaniaka, prezesa sekcji piłkarskiej Stali Rzeszów, logika nakazywałaby, by dotychczasowy trener nadal szkolił zawodników, którzy trafią do gimnazjum. - Nie chcemy dopuścić do tego, by przez pięć dni trenował chłopców ktoś inny, a w soboty przychodziliby do klubu. Nie wiemy, jak rozwiązać ten problem. A jeśli pan Greń chce mieć zawodników z różnych klubów, niech spowoduje, by zaczęli przychodzić do tej szkoły. Albo jest ona dla najlepszych, albo po to, by związek był zadowolony - mówi Szczepaniak. - Trzeba pamiętać, że my też ponosimy koszty tego szkolenia: przygotowania i utrzymania boisk. Szkoła nie ma odpowiedniej bazy, więc zawodnicy trenują u nas.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
 

(DrCholesterol)

REKLAMA
reklama