Pierwsze derby dla Rzeszowa

24 Sierpnia 2005, godzina 10:53, autor: Grzegorz Szalacha

Stal z Sanoka i jej imienniczka z Rzeszowa to pierwsza para III-ligowców z naszego regionu, która zmierzyła swe siły w sezonie 2005/06

Stal z Sanoka i jej imienniczka z Rzeszowa to pierwsza para III-ligowców z naszego regionu, która zmierzyła swe siły w sezonie 2005/06. Wygrali, na wyjeździe, rzeszowianie, dzięki czemu ich kibice mogą wierzyć, że zespół zapomniał o wpadce w Stróżach na inaugurację. Czy tak jest - w czwartek może sprawdzić inna podkarpacka drużyna: leżajska Pogoń. Ostatnio wygrała w Rzeszowie 3-0, prowadził ją wtedy Ryszard Kuźma, obecny trener... stalowców.
STAL-HERB SANOK - STAL RZESZÓW 1-2 (1-2)
1-0 Węgrzyn (2-karny), 1-1 Fabianowski (3, asysta Banaszkiewicza), 1-2 Fabianowski (7, asysta Kloca).
SANOK: Jankowski 6 - Ząbkiewicz 5 (75. Jęczkowski), Łuczka 4, Sumara 4, Łukacz 5 - Damian Niemczyk 5 (74. Nikody), Kuzicki 5 (69. Mielniczek), Węgrzyn 6, Kosiba 6 - Daniel Niemczyk 6, Matuszewski 5 (41. Badowicz 4).
RZESZÓW: Pomianek 6 - Banaszkiewicz 6, Kędzior 5, Popiela 6 (89. Łuczyk), Lebioda 5 - Walat 5, Ogar 5, Sierżęga 6 (73 Zajdel), Kloc 6 - Fabianowski 7 (90. Brożek), Kobos 5 (63. Szymański).
SĘDZIOWAŁ Tomasz Marynowski (Ostrowiec Świętokrzyski) - 8. ŻÓŁTE KARTKI: Kosiba - Kędzior, Walat, Popiela, Kobos. WIDZÓW 1300.
Za dobrą I połowę należało się gościom zwycięstwo. Zwłaszcza, że mecz zaczął się dla nich koszmarnie. Już w 2. minucie za zagranie ręką na polu karnym sędzia podyktował jedenastkę, którą Węgrzyn zamienił na bramkę.
Podrażniło to ambicje rzeszowian. Tuż po wznowieniu gry dynamiczna akcja Banaszkiewicza zaskoczyła defensorów sanockich i rzeszowski lider strzelców - Fabianowski pięknym, mocnym strzałem z kilkunastu metrów nie dał szans Jankowskiemu na obronę. Cztery minuty później rzeszowianie objęli prowadzenie. Tym razem Kloc idealnie obsłużył Fabianowskiego, który wykonał "powtórkę z rozrywki” i w obozie rzeszowskim zapanował szał radości. W 16. minucie Sumarze uciekł Fabianowski i w ostatniej chwili zdążył wybić mu piłkę Łukacz. W 28. minucie mogło być 1-3, jednak Kobos przegrał pojedynek sam na sam z Jankowskim.
Ostatni kwadrans I połowy należało do gospodarzy. W 34. minucie wielką szansę na wyrównanie miał Kosiba, który z 7 metrów, z kąta, strzelił tuż obok słupka. Gola "do szatni” mógł zdobyć Daniel Niemczyk, któremu piłka, po świetnym dośrodkowaniu Łukacza, musnęła tylko włosy. W sumie połowa dla gości, którzy zasłużenie prowadzili w stalowskich derbach.
Kolejną szansę na wyrównanie zaprzepaścił w 50. minucie Kuzicki. Po centrze Damiana Niemczyka główkował, piłka otarła się o słupek, lecz z zewnętrznej strony. W rewanżu świetny strzał z 20 metrów z woleja oddał Sierżęga, ale jego bomba minimalnie była za wysoka. W 68. minucie rzeszowianie mogliby odetchnąć, ale Sierżęga nie wykorzystał rzutu karnego. Podyktowany on został za faul Jankowskiego na Fabianowskim, po fatalnym błędzie Łuczki. Szansy na podwyższenie wyniku nie wykorzystał też w 82. minucie Banaszkiewicz, którego strzał głową trafił w poprzeczkę. Minutę później wychodzącego na pozycję sam na sam faulem powstrzymał jeden z obrońców gości i w tej samej minucie Badowicz zmarnował sytuację na wyrównanie.
O ile piłkarzy obydwu Stali można pochwalić za wolę walki i zaangażowanie w grze, o tyle słowa uznania należą się arbitrowi. Pokazał kunszt, umiejętnie temperując zawodników. W ostrej, bezpardonowej grze nie przebierali zwłaszcza goście, którzy spowodowali, że dwaj piłkarze gospodarzy (Matuszewski i Ząbkiewicz) doznali poważnych kontuzji. Dołączyli tym samym do Okasa, Gawłowicza i Pawiaka, którzy za sprawą kontuzji mocno osłabili defensywę sanocką. Ich brak był widoczny w tym meczu.
REKLAMA
reklama