Nigdy nie lekceważymy przeciwników

15 Października 2006, godzina 13:53, autor:

Rozmowa z Krzysztofem Majdą, ostoją formacji defensywnej Stali Rzeszów przeprowadzona tuż po wczorajszym pojedynku trzynastej kolejki z Wier

Rozmowa z Krzysztofem Majdą, ostoją formacji defensywnej Stali Rzeszów przeprowadzona tuż po wczorajszym pojedynku trzynastej kolejki z Wierną Małogoszcz.

- Co było powodem takiego, a nie innego wyniku w meczu z Wierną?
- Obrona popełniła dzisiaj bardzo dużo błędów, między innymi również ja i Daniel Popiela. Ze wszystkich meczów, które do tej pory rozegraliśmy, dzisiaj nasza defensywa grała najsłabiej.
- Masz sobie coś do zarzucenia?
- Mam sobie dzisiaj jedną rzecz do zarzucenia. Stara piłkarska zasada mówi "pierwsza myśl najlepsza". Chciałem wybić piłkę, ale zacząłem za bardzo kombinować i ją straciłem. Powinienem też strzelić gola. Mam z tego powodu poważne wyrzuty sumienia. Później chcieliśmy zrehabilitować się za tę sytuację, bo zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że remis nam nic nie daje. Chcieliśmy jeszcze ostatnimi siłami zaatakować, ale straciliśmy trzecią bramkę i przegraliśmy mecz.

- Twój błąd nie wynikał z braku koncentracji?
- Ja mam taki nawyk, żeby najpierw zobaczyć, komu zagrać piłkę, a nie wybijać jej do przodu. Samo wybicie piłki jest najprostszym rozwiązaniem, które nam nic nie daje, a prowadzi do pozbycia się piłki. Jednak gdy zatrzymałem piłkę, zobaczyłem, że nie mam komu zagrać i wtedy musiałem ją wybić.

- Dobrze Ci się współpracuje z Danielem Popielą na środku obrony?
- Myślę, że dobrze.

- Przypadkiem nie zlekceważyliście przeciwnika?
- Nigdy nie lekceważymy przeciwników. Tak, jak w Pucharze Polski nie zlekceważyliśmy 6-ligowego przeciwnika, tak i dzisiaj wyszliśmy na mecz odpowiednio zmotywowani, bo zależało nam, żeby w nim zwyciężyć. Z wyniku dla nas niekorzystnego udało nam się wywalczyć remis, mieliśmy jeszcze mnóstwo innych sytuacji, których niestety nie udało się wykorzystać.

- A nie jest tak po ludzku wstyd przegrać z taką drużyną jak Wierna i to jeszcze przed własną publicznością? Czego brakuje zespołowi? Co pozwoliłoby unikać takich wpadek?
- W pewnym sensie na pewno nie jest to miłe uczucie. Ale nie możecie powiedzieć, że brakuje nam motywacji. Na boisku zostawiamy zdrowie, robimy to za niewielkie pieniądze i myślę, że dajemy z siebie wszystko. To oczywiście w dużej mierze zależy od dyspozycji w danym dniu, bo bywa, że raz czujemy się lepiej, raz gorzej.

- Może brakło Twoich "krzyków" w kierunku partnerów?
- W każdym meczu staram się krzyczeć i motywować, ale w pewnym momencie moje gardło nie wytrzymuje. Staram się zachęcać chłopaków do tego, aby motywowali siebie nawzajem, ale oni ograniczają się jedynie do ostrzeżeń typu "Plecy!" i na tym się kończy.

- Nie jest to trochę tak, że na początku sezonu miałeś większy posłuch wśród kolegów z drużyny, bo byłeś nowy, przyszedłeś z ekstraklasy, a teraz już się koledzy z Tobą "oswoili" i niespecjalnie biorą sobie do serca Twoje wskazówki?
- Może tak jest. Staram się z nimi rozmawiać i pomagać im jak przyjaciel, a nie jak starszy kolega, kierujący nimi i udzielający im rad. Ja nie zamierzam ustalać taktyki i ustawiać zespołu, bo to nie jest moja rola. Do mnie należy realizacja zadań, które przydzielił mi trener.

- Chyba czas zmienić postawę na postawę hegemona...
- Nie wiem, jak zostałoby to odebrane przez kolegów. Może spowodowałoby to jakiś postęp, ale ciężko mi to w tej chwili ocenić.

- Mimo wszystko zasługuje ktoś według Ciebie na szczególne wyróżnienie za dzisiejsze spotkanie?
- Tak, przede wszystkim Wojciech Fabianowski za zdobycie dwóch bramek i tym samym doprowadzenie do remisu po niekorzystnym dla nas wyniku.

- Po dwóch niespodziewanych porażkach i pogubieniu sporej ilości punktów jest w drużynie jeszcze wiara i chęć walki?
- Oczywiście, że tak! Przed nami cała runda wiosenna i jeszcze wszystko się może zdarzyć. Jeśli przepracujemy solidnie zimę, to jesteśmy w stanie powalczyć o awans.

- Dziękujemy za rozmowę.
- Dzięki.

(Karola, Sąsiad Byłego Trenera, stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama