Najważniejsze to wykazać maksimum zaangażowania

21 Sierpnia 2006, godzina 11:27, autor:

Rozmowa z trenerem Stali Rzeszów Piotrem Brzezińskim. - Na początek standardowe pytanie. Jak ocenia Pan grę swojej drużyny w ostatnim sp

Rozmowa z trenerem Stali Rzeszów Piotrem Brzezińskim.

- Na początek standardowe pytanie. Jak ocenia Pan grę swojej drużyny w ostatnim spotkaniu (w Nowym Sączu)?
- Były różne momenty gry. Lepsze i gorsze. Rozpoczęliśmy nieźle, ale powtórzyła się sytuacja z Wieliczki - nie oddawaliśmy strzałów, a bez tego nie sposób zdobyć bramkę. I właśnie o to miałem pretensje. W pierwszej połowie przydarzył nam się także błąd. Sandecja po dośrodkowaniu z prawej strony miała stuprocentową sytuację. Gdyby napastnik zachował się lepiej, byłoby prowadzenie gospodarzy i nie wiadomo, jakby się mecz potoczył. W drugiej części zaczęliśmy inaczej. Nie wiem, jak Popiela mógł nie trafić do pustej bramki po rzucie wolnym Kloca, a Tatara nie wykorzystać sytuacji sam na sam. Ja wymagam zdobywania bramek w takich momentach. Na szczęście chwilę później Jabłoński dobrze się zachował, pewnie minął bramkarza i strzelił do pustej bramki. Liczyłem w tym momencie na to, że uda się skontrować i strzelić na 2-0. Wtedy mecz by się uspokoił, a tymczasem do końca było troszkę nerwowo. Zawsze powtarzam, że każde zwycięstwo trzeba wybiegać. W tej lidze nie będzie łatwych przeciwników... Jak nie udaje się powiększyć prowadzenia, to trzeba uważać do ostatniego gwizdka.

- Widać jednak, że z meczu na mecz gra wygląda coraz lepiej. Jest Pan zadowolony z postępów, które czynią zawodnicy? Czy uważa Pan, że z drużyny można jeszcze więcej wykrzesać?

- Wydaje mi się, że zespół stać na więcej, niż do tej pory pokazuje. Większość to są bardzo doświadczeni zawodnicy. Na przykładzie Krzyśka Majdy widać, że mimo drobnej przerwy w grze, wszystkie braki potrafi nadrobić doświadczeniem. Ale przede wszystkim jest mi żal, że nie miałem okresu przygotowawczego, w którym mógłbym w meczach towarzyskich sprawdzić ustawienie, bo chodzą mi po głowie różne ustawienia. Na przykład mając Wtorka i Majdę, można grać Wtorkiem i Popielą jako stoperami, a Majdą w pomocy. Jednak w meczach mistrzowskich nie jest łatwo odważyć się na eksperymenty.

- Powrót do ustawienia 4-5-1 (w Wieliczce Stal grała ustawieniem 4-4-2) jest powrotem na stałe, na całą rundę jesienną?

- Początkowo w grach towarzyskich ustawienie 4-4-2 się sprawdzało, ale to były tylko sparingi. Wyciągnąłem wnioski z pierwszego meczu i powróciłem do tego stosowanego w Stali w poprzednich latach. Starałem się dobrać do niego odpowiednich zawodników. Zarówno Szymański, jak i Jabłoński na skrzydłach w dwóch ostatnich spotkaniach zaprezentowali się pozytywnie. Wygląda na to, że właśnie tak będziemy grać w kolejnych meczach.

- Jest zawodnik, którego chciałby Pan szczególnie wyróżnić za postawę na boisku?

- Nie chciałbym nikogo specjalnie wyróżniać, gdyż to dopiero początki. Warto jednak na pewno wspomnieć o Krzysztofie Majdzie, który mimo wspomnianej wcześniej przerwy w treningach, wniósł wiele dobrego do zespołu. Nie tylko dobrze gra, ale zawsze pomaga i służy radą młodszym kolegom.

- Nie ma Pan pewnych kłopotów natury "wychowawczej" z Krzysztofem Szymańskim? Dzisiaj niespecjalnie słuchał Pana nawoływań do powrotu na swoją połowę.

- Krzysiek to przeambitny zawodnik, bardzo kontaktowy, cenię go za jego podejście do gry i dobrze się rozumiemy. Żadnych kłopotów z nim nie stwierdziłem.

- A jak według Pana radzą sobie młodzieżowcy - wychowankowie?

- Z tego co wiem, Stal zawsze słynęła z mocnej młodzieży, ale dziwi mnie, że powstała swego rodzaju "dziura" jeśli chodzi o roczniki 86-87. Mamy co prawda spośród wychowanków Kosztyłę, Skałę, Pileckiego czy Reimana, ale to są zawodnicy z lat 88-89. Dla nich gra w całym spotkaniu to jest duże obciążenie.

- Jak ocenia Pan występ debiutanta Damiana Wolańskiego?

- Trudno jeszcze oceniać. Zagrał dopiero 20 minut. Wszedł w niełatwym momencie. Chłopak przyszedł z czwartej ligi, ale widać, że ma umiejętność biegania, ustawiania się czy operowania piłką. Całkiem możliwe, że niebawem zagra w podstawowym składzie.

- Kolejnym debiutantem w Nowym Sączu był Marek Drozd. Będzie on alternatywą dla stopera Popieli czy defensywnego pomocnika Kędziora?

- To zawodnik mogący grać na obu tych pozycjach. Chociaż dla mnie bardziej pasuje na pomocnika. To zawodnik z dużym doświadczeniem, dobrze grający głową. Powinien być z niego pożytek.

- Wróćmy jeszcze do sprawy Daniela Radawca. Prezes Lech twierdzi, że decyzja o jego wypożyczeniu do Przemyśla była wspólną decyzją zawodnika i włodarzy Stali. Czy nie uważa Pan, że było to jednak pochopne postępowanie? Daniel był w końcu jedynym naturalnym następcą Pawła Kloca. Bo Wojtek Reiman jest jeszcze zbyt młody.

- Znam Daniela od dawna, znam jego piłkarską wartość. Obserwowałem go na treningach i zauważyłem, że czuł się w tej drużynie jakby zagubiony. Nie miał takiego luzu, i na treningach, i w meczach. W grach towarzyskich starałem się zapewnić mu komfort psychiczny, jednak nie prezentował się tak, jakbym sobie tego życzył. Wynegocjowaliśmy nowe warunki umowy i wydawało się, że będzie z niego pożytek. Był dwukrotnie w osiemnastce meczowej, jednak powróciły te pewne wcześniejsze zachowania, myślenie o odejściu. To na pewno mu nie pomagało. Szkoda, bo to jest młody chłopak, który w piłkę na prawdę potrafi grać...

-A klub nie powinien zapewnić mu gry w jakimś lepszym zespole niż Polonia?

- Z tego, co się orientuję, to zawodnik sam decydował. Początkowo brał pod uwagę Pogoń Leżajsk, ale wybrał Przemyśl ze względu na grę w tym klubie jego kolegów ze Stalowej Woli, np. Artura Lebiody.

- W takim razie czy w jego miejsce chciałby Pan widzieć w kadrze Daniela Grębowskiego?

- Oglądam go na treningach i na razie nie zachwyca. Jeśli jednak dojdę do wnosku, że się przyda, to pewnie wzmocni Stal.

- Kontynuując temat ewentualnych wzmocnień. Jak przedstawia się sprawa Sylwestra Sikorskiego i młodzieżowca z Ghany?

- Zawodnika z Ghany widziałem dwa razy - na rozruchu i raz jak w bamboszach wkoło boiska biegał, dlatego trudno mi się na jego temat wypowiadać. Natomiast Sikorskiego chętnie bym w składzie widział. Jest to solidny chłopak. Potrafi grać zarówno w obronie, jak i pomocy. Byłaby to dobra inwestycja dla klubu. Jest to młody piłkarz, mieszka blisko, w Krośnie, ma niewygórowane warunki finansowe. Ja bym z jego usług chętnie korzystał.

- Planuje Pan jakieś korekty w składzie na najbliższy pojedynek z Orlętami?

- Nie wykluczam drobnych zmian. Być może dam odpocząć zmęczonemu Kubie Kosztyle. Zastąpię go innym młodzieżowcem. W ogóle mecz z Orlętami może być jednym z trudniejszych. Może nazwa u nas w regionie niewiele mówi, ale to jest bardzo mocna drużyna. Czwartą ligę wygrali bez najmniejszych problemów, strzelają dużo bramek, mają niezłych napastników,  dobrego trenera Majkę z Zabrza. Nie jest to zespół studentów, tylko rzeczywiście solidna drużyna.

- Ale celem są oczywiście trzy punkty?

- Nie widzę innej możliwości. Trzy punkty to trzy punkty, trzeba o nie walczyć zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.

- A jak podoba się praca w Rzeszowie?

- Jak do tej pory nie narzekam. Ja nie przyjechałem się tutaj dorobić, tylko dobrze wykonywać swoją pracę. Najważniejsze to, by każdy  wykazał maksimum zaangażowania, a efekty bedą widoczne.

- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama