Jestem rozczarowany

29 Maja 2006, godzina 16:52, autor: Grzegorz Szalacha

Rozmowa z JACKIEM SZCZEPANIAKIEM, prezesem sekcji piłki nożnej Stali Rzeszów - Nie ma pan dość pracy w Stali? - Nie mam. Ja to bardzo l

Rozmowa z JACKIEM SZCZEPANIAKIEM, prezesem sekcji piłki nożnej Stali Rzeszów

- Nie ma pan dość pracy w Stali?
- Nie mam. Ja to bardzo lubię. Jeśli jednak znajdzie się ktoś, kto pociągnie ten wózek lepiej, kto ma lepszą receptę na awans do drugiej ligi, gotów jestem zejść na drugi plan. - Po tym sezonie ani pan, ani piłkarze nie macie co liczyć na pochwały.
- Ludzie uwielbiają narzekać i krytykować. Nie zdarzyło się, aby ktoś przyszedł do mnie i powiedział na przykład, że to fajnie oglądać w Stali takiego Wojtka Fabianowskiego. To, że gra u nas, jest oczywiste, że nie bronimy się przed spadkiem tylko walczymy o czub tabeli, też. Dla takich osób fakt, iż dany gracz się nie sprawdził albo złapał kontuzje też jest oczywisty. Oni wszystko potrafią przewidzieć.
- Wydawało się, że awans Stali jest do przewidzenia.
- Jestem rozczarowany jeszcze bardziej od kibiców. Widać, ten zespół nie był taki mocny, jak sądziliśmy. Niektórzy gracze chyba źle się u nas czują, więc niech próbują szczęścia gdzie indziej. Inna rzecz, że farta też nie mieliśmy. Bez przerwy nękały nas kontuzje. W większości meczów kilku podstawowych piłkarzy nie grało. Zawaliliśmy też rundę jesienną, tracąc po niej 8 punktów do lidera.
- Czy Stal nie powinna sprowadzić kilku tak zwanych boiskowych twardzieli, powiedzmy kogoś w typie Marka Gołąbka?
- To ciekawy piłkarz, ale jest jeden problem. Kolejarz płaci mu o połowe więcej niż my naszym zawodnikom. Jak widać tacy gracze niczego nie gwarantują, bo zespół ze Stróż walczył o utrzymanie. My mamy jeden z mniejszych budżetów w lidze, a gramy o coś więcej.
- A może trener z nazwiskiem odczaruje ten zespół?
- Taki szkoleniowiec to wydatek rzędu 8-10 tysięcy w miesiącu. Nie stać nas na kogoś takiego.
-Jest pan zadowolony z pracy Grzegorza Opalińskiego?
- Nie mam większych pretensji. W piłce decydują szczegóły i trener nad wszystkim nie zapanuje. Nie zmienia to faktu, że po sezonie zadaniem numer jeden bedzie dla nas zdecydować: zostawiamy Grześka na stanowisku czy szukamy kogoś nowego.
- Co pan powie o pomyśle, by stawiać głównie na wychowanków?
- Granie młodzieżą o utrzymanie też może być ciekawe, ale ja lubię walczyć o wyższe cele. Nie jest tak że pozbywamy się swoich graczy. Pożyczamy ich do innych klubów, bo lepiej żeby tam grali, niż u nas siedzieli na ławce.
- Kiedy budżet Stali dorówna jej ambicjom?
- To nie jest proste. Ważne, aby został z nami Tadeusz Kwieciński. Jest nie tylko sponsorem, ale też żyje sprawami drużyny. Tak czy owak, na kokosy raczej nie liczymy. Wiele firm przestało nam pomagać. Nie poddajemy się jednak.Dokonamy zmian w składzie i jesienią znów zaczynamy bić się o awans.

Rozmawiał Tomasz Ryzner
REKLAMA
reklama