Inauguracja na minus

21 Marca 2010, godzina 11:20, autor:

Na pewno nie tak miała wyglądać ta długo wyczekiwana przez kibiców inauguracja rundy wiosennej. Mecz z plasującą się na ostatnim miejscu

Na pewno nie tak miała wyglądać ta długo wyczekiwana przez kibiców inauguracja rundy wiosennej. Mecz z plasującą się na ostatnim miejscu w tabeli drużyną z Jastrzębia był pierwszym w tym sezonie o tzw "sześć" punktów. Jednak częściowo przebudowany w przerwie zimowej skład GKS-u nie okazał się zespołem, który pogodził się już ze spadkiem i bez walki będzie rozdawał punkty każdemu rywalowi. Przed meczem trener Andrzej Szymański uczulał swoich podopiecznych na stałe fragmenty po których piłkarze gospodarzy mieli stwarzać najwięcej zagrożenia pod bramką Tomasza Wietechy. Kibice zgromadzeni we wczorajszy wieczór na stadionie przy ulicy Harcerskiej mogli zobaczyli dużo walki, szybkich akcji i przede wszystkim bramki. Niestety piłka jak zaczarowana wpadała tylko do naszej siatki...

Pierwsze minuty spotkania upłynęły na nieśmiałych atakach gospodarzy. Kończyły się one jednak albo na naszej lini obrony albo wysoko nad bramką Tomasza Wietechy. Pierwszą klarowną sytuację Stalowcy mieli w 14 minucie meczu. Błąd obrony GKS-u sprawił, że w doskonałej sytuacji znalazł się Karol Wójcik. Niestety golkiper gospodarzy Piotr Paś wybił zmierzającą w światło bramki piłkę.

W 21 minucie spotkania na strzał zza pola karnego zdecydowała się Artur Miły. Piękne uderzenie zawodnika gospodarzy zostało jednak w efektowny sposób sparowane na rzut rożny. Dwie minuty później debiutujący w naszym zespole Mateusz Orzechowski faulowany był 30 metrów od bramki gospodarzy. Do piłki podszedł etatowy snajper biało-niebieskich Ireneusz Gryboś, jednak to uderzenie jak i następne pozostawiało wiele do życzenia.

W przeciwieństwie do naszych piłkarzy, zawodnicy GKS-u po każdym stałym fragmencie gry stwarzali coraz większe zagrożenie pod bramką Wietechy. Perfekcyjne piłki dogrywane przez Wawrzyczka czy Adaszka mijały jednak nieznacznie światło bramki.

Gospodarze objęli prowadzenie cztery minuty przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę spotkania. Wawrzyczek dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę debiutującego w Jastrzębiu Wojciecha Smarducha. Ten widząc niezdecydowanie naszego bramkarza otworzył wynik spotkania.

Fatalny poczatek koniec pierwszej połowy, jeszcze gorszy początek drugiej. W 50 minucie spotkania po kolejnej wrzutce Wawrzyczka w pole karne, drugą bramkę dla GKS-u zdobył tym razem inny debiutant w kadrze gospodarzy - 17-letni Bartosz Kopacz.



Po stracie drugiego gola w grę naszych piłkarzy wkradło się wiele nerwowości. Niedokładne podania, lub zbyt głębokie dośrodkowania niestanowiły żadnego zagrożenia dla bramki Piotra Pasia. Broniący się momentami całą drużyną gospodarze skupili sie głównie na kontratakach, które w każdej chwili mogły się skończyć kolejnymi bramkami dla Jastrzębian. Wiele do gry nie wniosło także wprowadzenie Damiana Wolańskiego czy Sylwestra Sikorskiego. Stalowcy próbowali, jednak było to tylko przysłowiowe walenie głową w mur.

Następne spotkanie rozegrane zostanie wyjątkowo w niedziele, 28 marca. Mecz z Sokołem będzie dla nas kolejnym z serii być, albo nie być na drugoligowym froncie. Mamy nadzieję, że biało-niebiescy wezmą sobie do serca uwagi szkoleniowców i powtórzą wynik z jesieni.

REKLAMA
reklama