Emocje na początek i koniec

14 Listopada 2005, godzina 16:44, autor: Grzegorz Szalacha

Zwycięstwem zakończyli rundę jesienną piłkarze rzeszowskiej Stali. Kibice obecni na tym meczu przeżyli jednak istną huśtawkę nastrojów

Zwycięstwem zakończyli rundę jesienną piłkarze rzeszowskiej Stali. Kibice obecni na tym meczu przeżyli jednak istną huśtawkę nastrojów. Początek wskazywał, że gospodarze rozgromią Górnika. Później, wszyscy drżeli o utrzymanie skromnego prowadzenia. W samej końcówce było jak w kalejdoskopie. Najpierw wyrównujący gol strzelili goście i zapanowało rozczarowanie. Ostatnia akcja w wykonaniu biało-niebieskich odwróciła jednak niekorzystny przebieg wydarzeń i mecz zakończył się happy endem. Górnik w pierwszej połowie nie postawił miejscowym zbyt dużych wymagań. Od początku bramka dla Stali wisiała w powietrzu. Mogła paść już w 1 min, gdyby Jakub Dragan nie minął się z piłką. Później z dystansu uderzał niecelnie Karol Wójcik. Tym, który potwierdził regułę do trzech razy sztuka był Łukasz Kobos. W 16. min przejął piłkę około 40 m od bramki Tomasza Grabowskiego, na pełnej szybkości minął dwóch obrońców Górnika i spokojnie przymierzył w dolny róg bramki rywala. Kilkanaście sekund później napastnik Stali znów znalazł się sam przed wielickim bramkarzem. Tym razem był zbyt blisko rywala, by móc przerzucić nad nim piłkę. Co się jednak odwlecze... W 26 min. akcję gości na ich połowie przeciął Grzegorz Łuczyk, który bezpardonowo odebrał piłkę rywalowi. "Górnicy" spodziewali się przerwania akcji przez sędziego. Arbiter jednak nie dopatrzył się przewinienia stopera Stali. Piłkę przejął Dragan i podał do nie obstawionego Kobosa, a ten już wiedział co zrobić by futbolówka po raz drugi trafiła do bramki przyjezdnych. Po meczu? Wcale nie. Niepokojony przez nikogo Rafał Kwieciński strzela z 25 metrów nie gorzej niż sam Ronaldinho i inni spece od zdobywania pięknych goli i szybko przewaga miejscowych zostaje zniwelowana do jednej bramki. Jeszcze przed przerwą Rafał Grodzicki dał okazję do pokazania całego kunsztu Rafałowi Pomiankowi, co ten zrobił broniąc piłkę zmierzająca pod poprzeczkę.

Druga połowa znacznie słabsza, szczególnie jeśli chodzi o gospodarzy. Stalowcy za bardzo się cofnęli z czego skwapliwie korzystali podopieczni Władysława Łacha. Trzy minuty po wznowieniu gry piłkę z linii bramkowej wybił Tomasz Walat. Później kilka razy do szewskiej pasji doprowadzał rywali Pomianek. Zapędy przyjezdnych nieco ostudził soczystym strzałem Krzysztof Szymański. Gdy zaś za próbę wymuszenia faulu i drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Grodzicki wydawało się, że trzy punkty są już pewne. Niestety gospodarze grając w przewadze stracili gola. I to już w doliczonym czasie gry. Strzał Kwiecińskiego, Pomianek jeszcze zdołał sparować, ale wobec dobitki Michała Suchana był już bezradny. Załamany brmkarz Stali długą chwilę leżał we własnej bramce a "wierni kibice" gospodarzy, którzy do tej pory nie dawali oznak życia zaczęli wyzywać swoich piłkarzy od najgorszych. Najbardziej te epitety wziął sobie do serca Łuczyk, który wściekły pobiegł w pole karne gości, gdzie niespodziewanie dostał piłkę i soczystym strzałem zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. A po chwili mógł wykrzyczeć przy linii bocznej co myśli o takim dopingu.
STAL Rzeszów 3 GÓRNIK Weliczka 2 (2-1)
1-0 Kobos (16.)
2-0 Kobos (26.)
2-1 Kwieciński (33.)
2-2 Suchan (90.)
3-2 Łuczyk (90.)
STAL: Pomianek – Walat, Popiela, Łuczyk, Lebioda, Ogar (77. Woźniak), Kędzior (66. Sierżęga), Kloc, Wójcik (76. Szymański), Dragan , Kobos (89. Brożek)

GÓRNIK: Grabowski – Powroźnik, Grodzicki, Księżyc, Gruszka, Cebula, Kwieciński, Kozieł (69. Zegarek, 80. Weinar), Szczepański, Skiba (61. Musiał), Baran (61. Suchan)

Sędziował Marcin Patyński (Kielce). Żółte kartki: Kędzior, Szymański, Dragan, Walat oraz Grodzicki. Czerwona kartka: Grodzicki (84. druga żółta).Widzów 500.

PIOTR PEZDAN

Zdaniem trenerów

Grzegorz Opaliński, Stal – W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze. Szczególnie w jej pierwszej fazie. Po przerwie na boisku lepiej prezentował się Górnik. Na szczęście ostatnie słowo należało do nas. Grzesiu Łuczyk zdobył dziś złotego gola i w niezłych nastrojach kończymy tę rundę, choć ze sporym niedosytem. W środę czeka nas jeszcze mecz pucharowy ze Stalą Mielec, a później to zarząd sekcji zdecyduje o moim pozostaniu bądź nie na stanowisku pierwszego trenera. Co do rundy rewanżowej uważam, że Stal jeszcze jest w stanie nawiązać walkę o II ligę.

Władysław Łach, Górnik – Stal potwierdziła, że to dobra drużyna, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie to my dominowaliśmy, ale ciągle szwankuje u nas skuteczność. Na dodatek po zdobyciu wyrównującej bramki moi podopieczni się zagapili i dali strzelić gola stoperowi Stali. Jeśli chodzi o wiosnę to niestety zespoły, które są przed naszymi zespołami w tabeli będzie bardzo ciężko dogonić. Co nie oznacza, że nie uda się tego zrobić.



To nie byli kibice

Z Grzegorzem Łuczykiem, obrońcą Stali Rzeszów rozmawia Piotr Pezdan

- Bardzo ciężko przyszło wam dziś zwycięstwo z Górnikiem

- Początek należał do nas i wydawało się, że mamy rywala na łopatkach. Później jednak zawodnikowi Górnika wyszedł znakomity strzał. Po przerwie zrobiło się nerwowo i nawet dramatycznie, ale ostatecznie udało się nam wygrać.

- W czym pana duża zasługa.

- Po stracie bramki pobiegłem w pole karne rywali. Ci chyba zapomnieli o mnie. Dostałem piłkę miałem czas i zrobiłem to co trzeba.

- Czyżby do tej szarży zmobilizowały pana inwektywy, które leciały pod waszym adresem z trybun, po tym jak Górnik wyrównał?

- Powiem szczerze, że takie zachowanie nie powinno mieć miejsca. Rozumiem, że kibice mogą być rozczarowani naszymi ostatnimi wynikami, ale niektórzy przesadzili wyzywając nas od najgorszych. Dla mnie to nie byli prawdziwi kibice, którzy są z drużyną na dobre i złe.
REKLAMA
reklama