Droga przez mękę

11 Października 2005, godzina 08:52, autor: Grzegorz Szalacha

Trzy punkty - taki dorobek stał się udziałem rzeszowskiej Stali, której jednak w meczu z Hetmanem niemal nic nie wychodziło. Nasz team m&oa

Trzy punkty - taki dorobek stał się udziałem rzeszowskiej Stali, której jednak w meczu z Hetmanem niemal nic nie wychodziło. Nasz team mógł przegrać 0-3, na szczęście Piotr Lipiec wszystkie "setki” spartaczył. Bohaterem został Krzysztof Szymański, wpychając piłkę do siatki zamościan 5 minut przed końcem meczu.
STAL RZESZÓW - HETMAN ZAMOŚĆ 1-0 (0-0)
1-0 Szymański (85, asysta Kobosa)
STAL: Pomianek 7 - Lebioda 5, Łuczyk 4, Banaszkiewicz 3, Ogar 5 - Kobos 6 (90. Sereda), Kędzior 4 (64. Walat), Zajdel 4, Sierżęga 4, Wójcik 5 - Brożek 3 (64. Szymański 5).
HETMAN: Baranowski 6 - Chałas 5, Przybyszewski 5, Reyer 6, Saramak 5 - Sobczyk 4 (70. Sowa), Kita 4, Pliżga 4, Szepeta 4 - Iwanicki 4, Lipiec 2 (78. Lalik).
SĘDZIOWAŁ: Mariusz Patyński (Kielce). ŻÓŁTE KARTKI: Łuczyk, Kobos - Przybyszewski, Szepeta, Iwanicki. WIDZÓW 500.

Sędziowie w drodze do Rzeszowa utknęli gdzieś w powypadkowym korku, dlatego mecz rozpoczął się z 35-minutowym opóźnieniem. I połowa była jedną z gorszych, jakie Stal rozegrała u siebie w ostatnich latach. Rzeszowianie zaczęli nawet z werwą, ale efektem tego stał się tylko strzał Łukasza Kobosa z 15 metrów (8. min). Potem gospodarze dostroili się do rywali i na boisku przeważała bezładna kopanina, od której mogły rozboleć zęby. Warto dodać, że pierwsze 45 minut zakończyło się dla Stali wynikiem znakomitym. Zadbał o to Piotr Lipiec, marnując w 30. min 200-procentową sytuację. Było tak: z wolnego chytrze uderzył Bartosz Szepeta, Rafał Pomianek źle obliczył lot piłki, która po skozłowaniu odbiła się od naszego bramkarza i spadła po nogi Lipca. Ten miał przed sobą pustą bramkę, tyle że uderzył nieczysto i przeniósł futbolowkę nad poprzeczką. 2 minuty przed przerwą napastnik Hetmana stał na spalonym, ale podaną do niego piłkę trącił Patryk Banaszkiewicz i Pomianek mógł się zrehabilitować za wcześniejszy błąd (Lipiec trafił naszego bramkarza w nogi).
Po zmianie stron gra Stali nabrała nieco na jakości, ale składnych akcji było jak na lekarstwo. Być może miejscowi mieliby z górki, gdyby w 47. min Piotr Brożek trafił z bliska po centrze Krystiana Lebiody. Napastnik rzeszowian wycelował obok słupka i Stali nadal nie kleiła się gra. W 65. min dopełnił się dramat Lipca. Po niepewnej interwencji środkowych obrońców piłkarz z Zamościa znów znalazł się "oko w oko” z bramkarzem Stali. Tym razem miał pomysł na gola - chciał "objechać” Pomianka. Zrobił to jednak nieudolnie i bramkarz Stali wygarnął mu piłkę spod nóg, niczym juniorowi. W 73. min golkiper Stali pokazał klasę, broniąc potężne uderzenie Sebastiana Przybyszewskiego z 30 metrów. O tym, że punkty zostały nad Wisłokiem zdecydowała indywidualna akcja Łukasza Kobosa. Skrzydłowy Stali wykiwał w polu karnym trzech obrońców i z linii końcowej posłał piłkę wzdłuż pola bramkowego. Tam czekał już Krzysztof Szymański i podanie kolegi zamienił na "złotego gola”.
REKLAMA
reklama