Dla Stali mogę grać na każdej pozycji

3 Grudnia 2006, godzina 19:22, autor:

Rozmowa z Krzysztofem Szymańskim - napastnikiem, pomocnikiem, a od niedawna także obrońcą Stali Rzeszów, o "grzaniu ławy", prawe

Rozmowa z Krzysztofem Szymańskim - napastnikiem, pomocnikiem, a od niedawna także obrońcą Stali Rzeszów, o "grzaniu ławy", prawej obronie, lewej nodze, miłości do Stali i posezonowych imprezach.

- Jesienne rozgrywki, zarówno ligowe, jak i pucharowe, dobiegły już końca. Przed Wami raptem kilka dni treningów i upragniony odpoczynek od piłki. Chyba nie odczuwasz zbytniego zmęczenia minioną rundą. Wszak okazji do zaprezentowania się na ligowych boiskach nie miałeś zbyt wiele.
- Na samym początku otrzymałem kilka okazji do gry w lidze. Jednak chyba nie wykorzytałem ich. Nie grałem tak, jakbym sobie tego życzył. Dlatego później przez większą część sezonu zaliczałem jedynie końcówki spotkań. I rzeczywiście specjalnie tej jesieni się nie zmęczyłem.
- Jedno trafienie na Twoim koncie z pewnością specjalnie Cię nie satysfakcjonuje...

- Miałem jeszcze kilka dogodnych sytuacji, które mogłem i powinienem wykorzystać. Niestety skuteczność często szwankowała. Gdybym grał więcej, być może udałoby mi się strzelić coś jeszcze. W każdym razie starałem się robić jak najwięcej dla zespołu, wnosić w jego grę jak najwięcej pozytywów, mimo że nie miałem ku temu wielu okazji.  

- Masz żal do trenera, że nie widział dla Ciebie miejsca w pierwszej jedenastce?
- Do trenera Brzezińskiego absolutnie nie. On ma swoją wizję składu, ustala go na pewno sprawiedliwie. Gorzej było wcześniej. Dwa lata temu zdobyłem 9 bramek jako młodzieżowiec, a mimo to kolejny sezon oglądałem spoza boiska.

- Przyzwyczaiłeś się więc do częstego "grzania ławy". Nie męczy Cię rola takiego wiecznego rezerwowego? Nie jest w pewnym sensie uwłaczająca?
- Niestety z czasem jest coraz bardziej męcząca. Ale wytrwale walczę o skład, gdyż chciałbym ten stan rzeczy zmienić. I mam nadzieję, że wkrótce się zmieni.

- No właśnie. W związku z dużą konkurencją w ataku trener Brzeziński postanowił stworzyć Ci możliwość gry na innej pozycji. Planuje przekwalifikować Cię na prawego obrońcę. Jak odebrałeś propozycję szkoleniowca? W końcu dla napastnika to takie jakby przewrócenie wszystkiego do góry nogami.
- Już w tym sezonie nie grałem tak ofensywnie. Zamiast w napadzie występowałem na prawej pomocy. Jednak, gdy trener przedstawił mi swój pomysł, jeśli chodzi o grę w obronie, delikatnie mówiąc, trochę się zdziwiłem. Po zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że jest to dla mnie dobra pozycja, z dużymi możliwościami, tylko, że trzeba się będzie nauczyć pewnych zachowań. Już sparing z Leżajskiem oraz mecz pucharowy z Wisłoką rozegrałem na nowej pozycji i myślę, że powoli będę się do niej przyzwyczajał. Postaram się znaleźć wspólny język z pozostałymi obrońcami i powinno być dobrze. Wzorował się będę na Krystku Lebiodzie, który oprócz Wolańskiego i Fabianowskiego był najjaśniejszą postacią jesieni w naszej ekipie.

- Ostatnie występy - chociażby polskiej reprezentacji - pokazują, jak ofensywnie może grać boczny defensor, więc będziesz mógł w pełni wykorzystać doświadczenie zdobyte jako napastnik.
- Chciałbym właśnie włączać się do ataków z mojej strony. Należy jednak pamiętać, że obrońca ma przede wszystkim zadania defensywne do wypełnienia. A tutaj muszę się jeszcze sporo nauczyć, zagrać kilka sparingów, by nowy sposób gry wszedł mi w krew. W każdym razie postaram się wykorzystać moją szybkość i waleczność.

- Nie bałeś się w każdym razie tej zmiany i nie miałeś przed nią jakichś większych wewnętrznych oporów?
- Trudno powiedzieć. Zawsze jakieś zmiany są w pewnym sensie ryzykowne i człowiek podchodzi do nich z rezerwą. Ja jednak zgodziłem się i podejmę się tego zadania. Będę musiał włożyć więcej pracy w trening i powalczę o miejsce w składzie w nowej roli. Dla Stali mogę grać na każdej pozycji. I zawsze dam z siebie wszystko.

- Jesteś zawodnikiem, który zdecydowanie lepiej gra prawą nogą. W meczach wyraźnie widać, że nawet jak masz możliwość uderzenia lewą - piłkę przekładasz na prawą...Czy starasz się sobie uświadamiać, że lewa nie służy tylko do podpierania i czy pracujesz wspólnie z trenerem na treningach, aby coś w tej kwestii poprawić?
- Z pewnością prawa jest lepsza, pewniej czuję piłkę, jednak na każdym treningu staram się tak samo "używać" obu. W meczach niestety różnie to bywa.

- A jak w ogóle układa się współpraca ze szkoleniowcem? Początkowo, z racji tego, że przyszedł z zewnątrz, chyba czuliście przed nim większy respekt niż przed jego poprzednikami.
- Nie można o trenerze powiedzieć złego słowa. Współpraca przebiega bez zastrzeżeń. Przed każdym należy czuć respekt i sumiennie wykonywać jego polecenia. Ja właśnie tak czynię.

- Chyba jednak nie zawsze z trenerami wszystko Ci się układało. Przed meczem z Motorem powtarzałeś, jak bardzo chciałbyś swoją grą udowodnić coś trenerowi Kuźmie. Oznaczało to, że nie rozstaliście się w zgodzie?
- Miałem trochę żal o wspomniany wcześniej okres, który przesiedziałem na ławce. Było to dla mnie dziwne doświadczenie, ale taka była jego decyzja. Nie mam większych pretensji, ale chciałem mu udowodnić, że się mylił. A tak poza tym uważam go za znakomitego fachowca, co zresztą potwiedzają wyniki.

- Piotr Brzeziński często podkreśla, jak ważnym jesteś ogniwem zespołu od strony mentalnej. Walnie przyczyniasz się do tworzenia odpowiedniej atmosfery poza boiskiem.
- Nie uważam, że dobra atmosfera to moja zasługa. Wszyscy tworzymy kolektyw i wszyscy przyczyniamy się do jej budowania. W ogóle atmosfera jest niezwykle istotna i wręcz konieczna do osiągnięcia zamierzonych celów.

- Czy jako wychowanek, silnie emocjonalnie związany ze Stalą, starasz się zaszczepiać szacunek i przywiązanie do klubu wśród piłkarzy przychodzących z zewnątrz?
- Z pewnością bardzo bym chciał, żeby każdy dla Stali dawał z siebie jak najwięcej i wyrobił w sobie przynajmniej szacunek do klubu. A wtedy motywacja do dobrej gry jest dużo większa.

- W każdym razie jesteś dumny z faktu reprezentowania barw Stali Rzeszów...
- Jestem bradzo dumny.

- Nie myślisz jednak czasem o zmianie otoczenia? Lata płyną, może warto pomyśleć o wyrwaniu się z rzeszowskiej trzecioligowej szarzyzny i zwojować coś więcej. Nie nachodzą Cię czasem tego typu myśli?
- Oczywiście, że tak. Wydaje mi się, że każdy, kto gra w piłkę i jest z natury ambitny chciałby grać gdzieś wyżej, osiągnąć coś więcej. Bo jednak jeśli poświęca się temu zajęciu połowę życia, to z pewnością pojawiają się wyższe cele, które chciałoby się zdobyć. Jednak na razie muszę coś więcej "ugrać" w rzeszowskiej piłce, by móc zaistnieć gdzieś indziej. Mam cichą nadzieję, że coś takiego jeszcze przede mną. Jak do tej pory natomiast nie miałem propozycji z lepszych lig.

- Ostatnio dochodziły kibiców słuchy, jakobyś miał zasilić barwy Stali z Sanoka. Jest w tych pogłoskach choćby źdźbło prawdy?
- Są to plotki. Nikt stamtąd się ze mną nie kontaktował, tak więc temat mojego ewentualnego odejścia do Sanoka w ogóle nie istnieje. Jedynie jeden z trenerów przymierzany do objęcia tamtejszej drużyny zadzwonił do mnie z pytaniem, czy nie poszedłbym z nim. Ja jednak takiego scenariusza nie biorę pod uwagę i na pewno nic z tego nie będzie. Z jednego telefonu nie można wyciągać zbyt dalekoidących wniosków.

- Ale telefony z innych miast się zdarzały?
- Owszem, ale nie chciałbym głośno nic na ten temat mówić. Poza tym jeszcze pół roku jestem zawodnikiem Stali i to kierownictwo zdecyduje, czy widzi dla mnie miejsce w kadrze na wiosnę. Zresztą cieszę się, że jestem w Rzeszowie.

- W Rzeszowie trzymają Cię także uczelniane obowiązki. Udaje Ci się bezbolesnie godzić studia z grą w piłkę?
- Rzeczywiście. Jestem studentem trzeciego roku na rzeszowskiej Politechnice. Studiuję na Wydziale Budowy Maszyn i Lotnictwa informatykę i robotykę. Z pewnością trzeba na naukę poświęcać sporo czasu. Jednak jakoś sobie radzę.

- Profesorowie i asystenci żadnej taryfy ulgowej z racji Twojego dodatkowego zajęcia nie stosują?
- Nie ma takich sytuacji. Przede wszystkim niewiele osób z kadry profesorskiej wie o tym, że gdziekolwiek gram.

- Jak zamierzasz spędzić przerwę między treningami? Kibice mają nadzieję, że zarówno Ty, jak i pozostali piłkarze Stali nie będziecie zbytnio imprezować odreagowując trudy rundy jesiennej, dzięki czemu po powrocie do treningów nie będzie problemu z odzyskiwaniem i budowaniem formy sportowej...
- W czasie przerwy zimowej czeka mnie kilka turniejów halowych, gdyż udzielam się w kilku amatorskich drużynach. W większej części postaram się poświęcić czas na naukę. Na uczelni zbliża się trudny dla każdego studenta okres. Natomiast jeśli chodzi o imprezy to wydaje mi się, że niewiele tego będzie.

- Wiążesz z wiosną jakieś szczególne nadzieje? Bo wielu zawsze wiernych sympatyków Stali, mimo jesiennego rozczarowania, wciąż wierzy. Wiesz dobrze w co...
- Dobrze wiem w co. W Stali naprawdę panuje olbrzymia chęć awansu. Na pewno w przyszłej rundzie damy z siebie wszystko, by cel osiągnąć. Będziemy walczyć o każdy punkt.

- A kto lub co, oprócz Was samych, może stanąć na przeszkodzie?
- Liga jest wyrównana. Motor. Hutnik, Górnik na pewno nam zadania nie ułatwią. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało na wiosnę.

- Dzięki za rozmowę.
- Dzięki. Przy okazji chciałbym serdecznie pozdrowić Łukasza Szczoczarza. (śmiech)

(stal_rzeszów)

REKLAMA
reklama