Cudowne ocalenie

11 Października 2005, godzina 08:49, autor: Grzegorz Szalacha

To, że Stal ten mecz wygrała należy uznać za cud, chociaż przed meczem w Rzeszowie powszechnie liczono na komplet punktów. Z przebiegu gry

To, że Stal ten mecz wygrała należy uznać za cud, chociaż przed meczem w Rzeszowie powszechnie liczono na komplet punktów. Z przebiegu gry, a może raczej z liczby sytuacji do zdobycia goli, to goście z Zamościa powinni zgarnąć pełną pulę.  Tak się jednak nie stało bowiem napastnik Hetmana, Lipiec postanowił doprowadzić wszystkich do zawału serca. Najpierw rzeszowian, kiedy to trzykrotnie dochodził do stuprocentowych pozycji, a potem swoją drużynę – marnując je. Pierwszą ze wspomnianych okazji miał w 30. min. Z rzutu wolnego z 20 metrów strzelał Szepeta, Rafał Pomianek odbił piłkę tuż przed siebie i wprost pod nogi nieobstawionego Lipca. Zawodnik Hetmana mając przed sobą leżącego bramkarza i pustą bramkę wybrał wariant najgorszy z możliwych i z 5 metrów posłał piłkę nad poprzeczką. Tuż przed przerwą Lipiec stał na pozycji spalonej, ale Patryk Banaszkiewicz źle trafił piłkę głową i ta trafiła do napastnika z Zamościa. Czym prędzej skorzystał on z prezentu i pobiegł w kierunku bramki Stali. Będąc już w polu karnym znowu wybrał kiepski wariant i strzelił w wybiegającego z bramki Pomianka. Trzecią sytuację oglądaliśmy już po przerwie. W 65. min Lipiec po raz kolejny szarżował na bramkę Stali i po raz kolejny znalazł się sam na sam z rzeszowskim golkiperem. I tym razem jednak górą był Rafał Pomianek, który rzucając się przed napastnika gości sprytnie wyłuskał mu piłkę spod nóg. Często tak jest, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak stało się i tym razem chociaż stalowcy robili wszystko żeby porzekało się nie sprawdziło. W całym meczu bowiem oddali na bramkę przyjezdnych tylko trzy strzały. Na szczęście ten czwarty znalazł drogę do siatki. Stało się to pięć minut przed końcem spotkania. W polu karnym Łukasz Kobos przedryblował na krótkim dystansie trzech obrońców Hetmana i z linii końcowej zagrał po ziemi na piąty metr, a tam stał nieobstawiony Krzysztof Szymański, który dopełnił formalności.

ZDANIEM TRENERÓW

Grzegorz Wesołowski, trener Hetmana: - Cóż można powiedzieć po takim meczu. Mieć tyle sytuacji stuprocentowych i wyjechać bez punktu to jest już nie pech tylko frajerstwo. Wiedziałem ,że będzie tu trudno o punkty ale przebieg meczu pokazał, że może być łatwiej niż przypuszczałem. Tymczasem wracamy do domu nie tyle smutni co wściekli.

Ryszard Kuźma, trener Stali: - Stare porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach, które lubią się mścić, tym razem sprawdziło się szczęśliwie dla nas. Tak już w futbolu jest. Ostatnie trzy mecze wyjazdowe mimo niezłej gry i przewagi zamiast wygrywać tylko remisowaliśmy i tym sposobem uciekło nam 6 punktów. Teraz nie zasłużyliśmy na żaden a mamy 3. Co się dzieje z moimi zawodnikami? Doprawdy trudno mi postawić jakąś diagnozę. Przecież wiem że każdy z nich potrafi grać i chce, ale dlaczego to nie wychodzi nie mam pojęcia.

PO MECZU POWIEDZIAŁ

Krzysztof Szymański, strzelec "złotej" bramki: - Oczywiście wiem, że zagraliśmy jeden ze słabszych meczów, ale przecież zwycięzców się nie sądzi. Walczymy o II ligę i najważniejsze są punkty a te zdobyliśmy. Styl jest ważny ale nie najważniejszy, za niego zresztą punktów nie ma.
STAL Rzeszów 1 - HETMAN Zamość 0 (0-0)
1-0 Szymański (85.)
STAL: Pomianek – Ogar, Łuczyk, Banaszkiewicz, Lebioda, Kędzior (64. Walat), Zajdel, Sierżęga, Wójcik, Kobos (90. Sereda), Brożek (64. Szymański)

HETMAN: Baranowski – Przybyszewski, Reyer, Chałas, Saramak, Sobczyk (70. Sowa), Kita, Pliżga, Szepeta, Iwanicki, Lipiec (78. Lalik).

Sędziował Mariusz Patyński (Kielce). Żółte kartki: Kobos, Łuczyk oraz Szepeta, Przybyszewski i Iwanicki. Widzów 500.

KRZYSZTOF PIPAŁA

REKLAMA
reklama