Co to za lider

18 Kwietnia 2006, godzina 08:28, autor: Grzegorz Szalacha

Piłkarze Stali Rzeszów zaczynają łapać wiatr w żagle. Kloc i spółka ograli 2-0 Avię Świdnik, zbliżając się do lidera na odleg

Piłkarze Stali Rzeszów zaczynają łapać wiatr w żagle. Kloc i spółka ograli 2-0 Avię Świdnik, zbliżając się do lidera na odległość 6 punktów. STAL RZESZÓW – AVIA ŚWIDNIK 2-0 (1-0)
1-0 Wójcik (38, po podaniu Ogara), 2-0 Fabianowski (67, po centrze Lebiody)
STAL: Pomianek 6 – Lebioda 6, Łuczyk 7, Popiela 6, Banaszkiewicz 6 – Wójcik 7, Kędzior 6, Kloc 6, Zajdel 6 (57. Radawiec), Ogar 6 (90. Kosztyła) – Fabianowski 7 (77. Szymański).
AVIA: Gieresz 4 - Czępiński 4, Machnikowski 5, Dziewulski 3, Orzędowski 5 – Misztal 5, Gutek 4 (65. Bielak), Pranagal 5 (87. Boniaszczuk), Wiącek 5, Szewc 3 (58. Zawadzki) – Gromba 4.
SĘDZIOWAŁ: Tomasz Musiał (Kraków). ŻÓŁTE KARTKI: Kędzior, Lebioda – Dziewulski. WIDZÓW 1100.
Lider nie pokazał w Rzeszowie prawie nic i trudno pojąć, jakim cudem nazbierał tak dużo punktów. Goście mieli półtorej sytuacji golowej, ich „słynna” obrona okazała się przereklamowana, a ciężkawy bramkarz słabo się rozumiał z kolegami.
W I połowie na boisku istniała tylko Stal. Już w 2. min po rogu Pawła Kloca minimalnie głową chybił Daniel Popiela. W 14. min szarżował Wojciech Fabianowski, by w decydującym momencie za daleko wypuścić sobie futbolówkę. Po minucie piłkę przejął Michał Zajdel, jednak nie zauważył dobrze ustawionego Karola Wójcika i zagubił się w dryblingach. W 22. min centrował z wolnego Kloc i niewiele brakło, żeby Fabianowski lub Grzegorz Łuczyk dopełnili formalności. Gol padł po zagraniu Tomasza Ogara, który spod z linii końcowej sprytnie podał na pole karne. Futbolówka przeleciała wprawdzie za plecami wbiegającego Fabianowskiego, ale obrońcy zostawili bez opieki Karola Wójcika. Ten z kilkunastu metrów wymierzył lewą nogą między bramkarza a obrońcę stojącego przy słupku i Avia straciła pierwszego gola na wiosnę.
Po zmianie stron atak gości przestał być jednosobowy, bo do przodu przesunięto Pawła Parnagala. Avia z czasem zaczęła grać odważniej i mecz nie był już tak jednostronny. W 51. min Łukasz Gromba strzelał z 14 metrów, trafiając w Daniela Popielę. W 59. min Łukasz Miształ upadł w polu karnym i zaraz pieklił się na arbitra, że nie pokazał na „wapno”. Stalowcy czekali na błąd rywala i doczekali się. Stojący na połowie boiska przy linii autowej Krystian Lebioda posłał na pole karne tak zwaną „świecę”, Marcin Dziewulski źle obliczył lot piłki, nie sięgnął jej głową, na co czychał już Fabianowski. Snajper Stali poczekał aż Gieresz zrobi krok do przodu, uderzył lewą nogą po ziemi w długi róg, bramkarz padł „na czetry litery” a trybuny znów mogły wiwatować. – Strasznie zawaliłem sprawę – mówił po meczu Dziewulski.
Po trzech minutach kibice odetchnęli z ulgą, bo Avii brakło kilku centymetrów do szczęścia. Gromba podał wzdłuż pola bramkowego, akcję zamknął Pranagal i z 3-4 metrów wycelował w słupek. Świdniczanie nie pasowali, starali się atakować, ale Stal z łatwością rozbijała ich ataki. Gdyby miejscowi nie forsowali gry prawym skrzydłem, ale w kilku sytuacjach rzucili piłkę do samotnego na lewym skrzydłe Daniela Radawca, Gieresz częściej byłby w opałach. Bramkarz ze Świdnika znalazł się w nich w 87. min, gdy stanął „oko w oko” z Wójcikiem. Pomocnik Stali okazję miał lepszą niż w I połowie, czasu więcej, ale bramka na 3-0 nie padła (piłka minęła słupek). Po trybunach przeszedł jęk zawodu. Kiedy jednak sędzia gwizdnął po raz ostatni humory dopisywały wszystkim na stadionie.
REKLAMA
reklama