Bez marzeń nie ma czego w piłce szukać

22 Grudnia 2006, godzina 10:51, autor:

Rozmowa z Kacprem Tatarą - utalentowanym młodzieżowcem Stali Rzeszów, wypożyczonym do końca sezonu z Cracovii Kraków. - Nie uwa

Rozmowa z Kacprem Tatarą - utalentowanym młodzieżowcem Stali Rzeszów, wypożyczonym do końca sezonu z Cracovii Kraków.

- Nie uważasz, że Twoje jesienne występy były, mówiąc wprost, niewypałem...?
- Przede wszystkim nie miałem okazji do zaprezentowania się na boisku we wszystkich meczach, nie spędziłem na murawie tyle czasu, ile potrzeba by pokazać się z jak najlepszej strony. Czasami tak jest, kiedy za bardzo się chce, to nie wszystko wychodzi. Na pewno stać mnie na więcej. Postaram się udowodnić to na wiosnę swoją postawą na boisku.
- Z Twoim przyjściem do Stali wiązano spore nadzieje. Nie odniosłeś wrażenia, że zawiodłeś oczekiwania wielu osób? A może te oczekiwania Cię po prostu przerosły?

- W piłkę gram głównie dla siebie. Do siebie mam ogromne pretensje za minioną rundę i samego siebie szczególnie zawiodłem. Ale liczę na to, że dam radę, przełamię się i dobrą grą odwdzięczę się tym, którzy mi zaufali i nadal we mnie wierzą.   

- Na treningach prezentujesz wszystko to, co niezły piłkarz posiadać powinien. Szybkość, drybling, strzał... Dlaczego nie potrafisz przenieść tego na ligowe boiska?
- To bardzo dobre pytanie! Może potraficie mi na nie odpowiedzieć? Bo ja wciąż szukam na nie odpowiedzi. Na treningach czuje się świetnie, wiele rzeczy wychodzi mi tak, jak właśnie tego chcę. Mam nadzieję, że po solidnym przepracowaniu okresu przygotowawczego znajdę odpowiedź na to pytanie i w czasie meczu będę potrafił zaprezentować pełnię swoich możliwości.

- Nie jesteś na boisku po prostu zbyt miękki?
- Cały czas się uczę zachowań na boisku, jak postępować w konkretnych sytuacjach. Nie zawsze wszystko wychodzi, może stąd takie wrażenie. Ale ambicji i chęci do walki na pewno mi nie brakuje.

- Przed sezonem w różnych prasowych wywiadach z Tobą można było wyczytać Twoje, w pewnym sensie nawet buńczuczne, wypowiedzi, w których powtarzałeś, że jesteś raczej pewny miejsca w pierwszej jedenastce oraz zdobycia jesienią przynajmniej kilku bramek. Czyżby trzecia liga okazała się nie być tak łatwą jak można się było spodziewać?
- Przed przyjściem do Stali zawsze grałem jako klasyczny napastnik. Przeniesienie mnie na bok pomocy nie było dla mnie zbyt komfortową sytuacją. Tej pozycji dopiero się uczę. Pomocnika nie można rozliczać tylko z bramek. Skoro nie grałem na swojej ulubionej pozycji, na której całe życie występowałem, to trzeba trochę inaczej na to spojrzeć. Nie ważne jest, kto strzela bramkę, ważne jest to, by drużyna wygrała mecz! A zdobycie gola, to dla piłkarza dodatkowa przyjemność. Każdy lubi zdobywać bramki, ja także. I myślę, ze gdyby udało mi się trafić raz, odblokowałbym się, w końcu  przełamał i byłoby mi dużo łatwiej.

- A może miałeś problemy z aklimatyzacją w nowym klubie, nowym mieście?
- Rzeczywiście na początku zmiana miejsca zamieszkania, nowy klub, szkoła, miasto dawały znać o sobie, choć nie były to jakieś większe problemy, to jednak nakładały się na siebie i dawało się je odczuć. Poza tym moje przejście do Rzeszowa było załatwiane w ostatniej chwili, co na pewno również odbiło się na mojej postawie. Na szczęście szybko znalazłem wspólny język z kolegami z zespołu. Atmosfera w drużynie jest świetna, miasto mi się bardzo podoba. Na ulicy 3-go Maja kupić można fantastyczne pączki (śmiech). Tak więc nie mogę narzekać.

- W Rzeszowie odnaleźć pomógł Ci się chyba przede wszystkim Łukasz Szczoczarz.
- Z Łukaszem znam się odkąd przyszedłem do Cracovii. Jesteśmy dobrymi kolegami, razem przyszliśmy do Rzeszowa i bardzo pomógł mi w aklimatyzacji. Jestem mu bardzo za to wdzięczny.

- Może to jego sugestie przyczyniły się do zainteresowania się Twoją osobą przez rzeszowskich działaczy?
- Trudno mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, ale kto wie, może w przyszłości będzie z Łukasza dobry menager (śmiech).

- Mimo młodego wieku zaliczyłeś juz epizody w ekstraklasie. Można powiedzieć, że otarłeś się o wielką piłkę. Czy w związku z tym nie traktujesz swojego pobytu w Stali jako zesłania, które może zastopować Twój marsz do właśnie tej wielkiej piłki?
- Na pewno nie uważałem tak ani przed przyjściem do Stali, ani teraz po spędzeniu sześciu miesięcy w Rzeszowie. Do sukcesu trzeba zmierzać małymi kroczkami, sumiennie pracować i wciąż polepszać swe umiejętności. Pobyt w Stali może mi tylko pomóc wykonywać kolejne kroki.

- Po sezonie kończy się Twoje wypożyczenie. Chciałbyś zostać w Stali na dłużej, czy raczej powrócić do Krakowa?
- Wszystko pokaże czas. Trudno mi w tej chwili jednoznacznie odpowiedzieć co będzie za pół roku. Właścicielem mojej karty zawodniczej jest Cracovia i tak naprawdę, to w Krakowie mogą zadecydować o mojej przyszłości.

- A taka hipotetyczna sytuacja: Stal awansuje do drugiej ligi, między innymi dzięki objawieniu wiosny jakim będzie Kacper Tatara. Pojawia się od razu propozycja miejsca w kadrze Cracovii. Jakiego byś wtedy wyboru dokonał?
- Najpierw wszyscy zróbmy wszystko, żeby osiągnąć upragniony cel. Następnie będziemy się zastanawiać, co dalej. A co do takiej hipotetycznej sytuacji, to nie chcę gdybać…    

- Karierę rozpoczynałeś w Motorze Lublin, później trafiłeś do Cracovii, by wreszcie wylądować w Stali. W którym z tych klubów najlepiej się czułeś, z którym się najbardziej zżyłeś?
- W każdym z tych trzech klubów jest trochę inaczej. Z każdego z nich wyniosłem wiele wspaniałych doświadczeń i dobrze się w nich czułem. Nie będę ukrywał, że dużym sentymentem darzę Cracovię. Tam zadebiutowałem w ekstraklasie, miałem możliwość rywalizacji z najlepszymi w Polsce. Zdaję sobie sprawę, że może niektórzy oczekują innej odpowiedzi, ale ja chcę być fair i mówić po prostu to co w tym momencie czuję. Jednak nie ukrywam, że tak jak już wspominałem, w Stali, w Rzeszowie bardzo mi się podoba i chciałbym ze Stalą właśnie osiągnąć jak najwięcej.

- Co chciałbyś ze Stalą osiągnąć?
- Jak najwyższe cele. Zrobimy wszystko, by wygrywać każdy kolejny mecz na wiosnę, w każdym spotkaniu będziemy walczyć o trzy punkty.

- A poza tym, co chcesz w piłce zdobyć? Masz jakieś skryte marzenia?
- Oczywiście, że mam. Uważam, że jeśli ktoś nie ma marzeń - nie ma czego w piłce szukać. Trzeba wyznaczać sobie cele i do nich dążyć. Jednak same cele nie wystarczą, muszą być poparte wieloma wyrzeczeniami, ciężką pracą. Wolałbym jednak swoje marzenia zachować dla siebie i ich nie zdradzać.

- Czerpiesz inspirację z gry jakiegoś piłkarza? Wzorujesz się na kimś?
- Największą inspirację czerpię z gry Krzysztofa Szymańskiego (uśmiech). Już na samym początku zaimponował mi swoją walecznością, nieustępliwością, boiskowym charakterem, znakomitym strzałem, zarówno z prawej jak i lewej nogi. Ogromne wrażenie wywarła na mnie jego szybkość i aerodynamiczna sylwetka. To jest wzór, do którego będę za wszelką cenę dążył (uśmiech). Przy okazji chciałbym go bardzo serdecznie pozdrowić.

- Może więc warto byłoby w przerwie zimowej pograć z nim w turniejach halowych. Miałbyś okazję by także teraz wiele jego zagrań podpatrzeć...
- Oczywiście oglądam „Szymka” na hali i bardzo mocno mu kibicuje! A tak poważnie mówiąc, to staram się jak najmniej grać na hali. Hala jest bardzo kontuzjogenna. Na urazy narażone są przede wszystkim stawy kolanowe i skokowe. Inna (twarda) nawierzchnia kilkukrotnie bardziej obciąża stawy niż trawiaste boisko. I takie kontuzje są bardzo często utajone. Ujawniają się dopiero po paru latach. Znam kilku piłkarzy, którzy mają problemy ze stawami spowodowane właśnie grą na hali.

- Na czas świąt wracasz do rodzinnego Lublina. Pewnie ogromnie cieszysz się na spotkanie z bliskimi...
-Oczywiście, że tak! Tym bardziej, że nie mam zbyt wielu okazji w sezonie, aby się z nimi widywać. Jednak stale utrzymuję kontakt telefoniczny, rodzina bardzo mnie wspiera w tym co robię, mocno przeżywa każde sukcesy i niepowodzenia. Cieszę się na ten wspólnie spędzony czas, to taka forma odreagowania od wszystkiego. Zresztą- „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” (śmiech).

- Dziękując za rozmowę życzymy, abyś już w niedalekiej przyszłości dorównywał Krzyśkowi swoimi umiejętnościami! A podczas świątecznej przerwy nabrał sił do pracy w nowym roku.
- Dziękuję. Korzystając z okazji chciałbym życzyć wszystkim kibicom, w tym Wam, Wesołych, Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i wiele, wiele szczęścia w nadchodzącym Nowym Roku! A także gorąco pozdrawiam rodziców i moją siostrzyczkę Viktorię oraz wszystkich przyjaciół. Aha, no i może tego całego Szczoczarza (śmiech).

(stal_rzeszów, Sąsiad Byłego Trenera)

REKLAMA
reklama